Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował w poniedziałek w Marsylii, że demonstracje zapowiedziane w kraju na najbliższą sobotę, 31 października, będą kierowane poza centra miast. Uzasadniał to potrzebą ochrony porządku. Przyznał, że sobota będzie ponownie „ryzykownym” dniem.


- Sobota będzie znowu ryzykowna - powiedział Macron, zapewniając, że państwo francuskie będzie „zorganizowane, obecne” i będzie „chroniło mienie i ludzi”. Szef państwa odwiedził w poniedziałek Marsylię, gdzie 17 października podczas demonstracji na tle socjalnym doszło do zamieszek i plądrowania sklepów.
Macron przyznał, że 17 października władze nie przewidziały skali demonstracji i nie zaangażowały proporcjonalnych sił policyjnych. Przekonywał, że tego dnia „bardzo wcześnie rano, w sposób nietypowy” zmobilizowały się „siły skrajnej lewicy”, a także przestępcy, (którzy, korzystając z zamieszek, atakowali sklepy - PAP). Natomiast w minioną sobotę (24 października) - podkreślił - demonstracje już nie przebiegły w ten sposób, a siły policyjne „były proporcjonalne”.
Francuski prezydent powiedział, że polecił rządowi reakcję na „uzasadnione żądania, leżące u podstaw ruchu społecznego”. Uznał, że istnieje „mobilizacja społeczna i polityczna, która ma źródła, z jednej strony, w mobilizacji licealistów (protestujących od września - PAP)”, a z drugiej strony - w rosnących kosztach życia.
Apelował przy tym o spokój, przekonując, że na sześć miesięcy przed wyborami prezydenckimi „jest czas na debatę, a nie na przemoc”. - Nie należy pozwolić na to, aby wybory ukradli specjaliści od chaosu - powiedział Macron.

Wizyta prezydenta Francji w Marsylii, gdzie szef państwa spotkał się z merem Benoitem Payanem, była niespodziewana; dziennik „Le Figaro” interpretuje ją jako sygnał, że władza wykonawcza chce „odzyskać kontrolę nad agendą socjalną” w kraju. Również w poniedziałek premier Sebastien Lecornu spotka się z przedstawicielami licealistów i studentów; Macron spotkał się z organizacjami młodzieży w miniony piątek.
Takiego spotkania organizacje licealne żądały od dłuższego czasu, ponieważ od września uczniowie prowadzili protesty, domagając się poprawy warunków nauki. Najpierw jedyną reakcją rządu na ich postulaty była zapowiedź skierowania do szkół większej liczby nauczycieli i uruchomienie specjalnej platformy internetowej w celu konsultacji. Postulaty licealistów poparła jednak znaczna część społeczeństwa i stały się one impulsem do wspólnych demonstracji różnych środowisk i grup zawodowych, odczuwających wzrost kosztów życia.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ rtt/


























































