REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nowy prezes PGNiG będzie musiał ograniczyć inwestycje

2008-03-06 13:56
publikacja
2008-03-06 13:56
Dodaj Bankier.pl w Google
Szykują się zmiany w kierownictwie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). Rada nadzorcza spółki w środę przesłuchiwała kandydatów na prezesa spółki. W poniedziałek i we wtorek - na wiceprezesów i członków zarządu. Oczekuje się, że nowy zarząd dokona zmian w strategii firmy, rezygnując z części zaplanowanych wcześniej inwestycji.

Pierwszych decyzji w sprawie nowego kierownictwa spółki spodziewano się w środę wieczorem lub czwartek. Ale rada nadzorcza, która wczoraj przesłuchiwała kandydatów, przerwała konkurs do 12 marca bez podania przyczyn. Na razie zdecydowanym faworytem pozostaje Bogdan Pilch, dotychczasowy szef polskiego oddziału Gaz de France (GdF). – To ceniony w branży fachowiec. W dodatku ma silne poparcie polityków Platformy – twierdzi jeden z byłych prezesów PGNiG. Także w samej spółce Pilch uważany jest niemal za pewniaka.

Wczoraj jednak pojawiły się spekulacje, że wyścig do fotela szefa firmy może wygrać jeden z dwóch startujących w konkursie byłych wiceministrów skarbu – Stanisław Speczik lub Dariusz Marzec. Szanse byłego ministra gospodarki w rządzie PiS Piotra Woźniaka oraz obecnego prezesa Krzysztofa Głogowskiego oceniane są zdecydowanie jako słabsze. Wymiana zarządu może doprowadzić do poważnych zmian w projektach strategicznych spółki, która teraz planuje wydanie w najbliższych ośmiu latach gigantycznej kwoty 16,4 mld zł na dywersyfikację zaopatrzenia w gaz i rozbudowę zapasów.

– Wszystko co zaplanowała spółka, finansowo niemożliwe jest do udźwignięcia – twierdzi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Podobne obiekcje mają politycy rządzącej koalicji. – Już wcześniej sygnalizowaliśmy, że nie wszystkie projekty mają ekonomiczne oparcie – twierdzi poseł PO, Andrzej Czerwiński, wiceprzewodniczący sejmowej komisji gospodarki. Które z inwestycji mogą zatem powędrować na półkę? Najczęściej wspomina się o jednej z dwóch: wartym 1,6 mld zł terminalu gazu LNG oraz gazociągu Baltic Pipe, na który należałoby wydać o 40 mln zł więcej.

Za rezygnacją z terminalu przemawia brak podpisanego kontraktu na dostawy gazu. – Na rynku LNG popyt zdecydowanie przeważa nad podażą. Bez wcześniejszej umowy będzie to inwestycja w stertę złomu – ostrzega Andrzej Lipko, były szef PGNiG. Ale gdyby wygrał Pilch, bardziej prawdopodobna byłaby rezygnacja z Baltic Pipe. Ropę z podmorskich norweskich złóż, zamiast sprowadzać kosztowną rurą do Polski, PGNiG sprzedawałby na przykład w transakcjach wymiennych.

Eksperci tymczasem spekulują, że plany inwestycyjne gazowego monopolisty określi dopiero nowa polityka rządu względem sektora paliwowego. – Mam nadzieję, że ministrowie skarbu i gospodarki nie będą w tej sprawie prowadzić już publicznej dyskusji, jak czynią to ostatnio – mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier. Rząd takiej polityki wciąż jednak nie przedstawił.

Adam Woźniak

Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki