Przygotowany przez resort sprawiedliwości projekt ustawy antylichwiarskiej spotkał się w konsultacjach publicznych z bardzo chłodnym przyjęciem. W opiniach powtarza się kilka poważnych zarzutów – m.in. dotyczących niezgodności unijną dyrektywą o kredycie konsumenckim.
W lutym 2019 r. Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało propozycję zmian w kilku ustawach tworzącą pakiet rozwiązań mających ograniczyć zjawisko lichwy, szerzej uregulować działalność instytucji pożyczkowych i ograniczyć maksymalne koszty kredytu konsumenckiego. Projekt wzbudził szereg kontrowersji, zwłaszcza w części dotykającej legalnie działających podmiotów rynku finansowego.
Już w pierwszych dniach po prezentacji krytykowano m.in. możliwość zwolnienia banków z rygorów rekomendacji KNF, co miało pomóc wypełnić lukę powstałą po ewentualnym osłabieniu sektora firm pożyczkowych. Sam nadzór zdystansował się od tej idei i uznał, że projekt narzuca KNF zadania, które nie mają wiele wspólnego z główną misją instytucji.
Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano właśnie kilkanaście stanowisk nadesłanych przez podmioty uczestniczące w konsultacjach publicznych projektu. W wielu z nich powtarzają się te same wątki. Co ciekawe, na niektóre problemy uwagę zwracają zgodnie instytucje reprezentujące przeciwstawne, wydawałoby się, interesy – począwszy od organizacji działających na rzecz konsumentów, na podmiotach skupiających kredytodawców skończywszy.
Czy obniżenie limitów kosztów kredytu jest konieczne?
W 2016 r. weszła w życie poprzednia wersja regulacji ograniczającej pozaodsetkowe koszty kredytu (m.in. opłaty i prowizje). W części opinii zwraca się uwagę na to, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by ocenić skutki tej ingerencji, a zaproponowane obniżenie limitów może okazać się szkodliwe.

Organizacje reprezentujące instytucje pożyczkowe, jak można było oczekiwać, wskazują, że wyeliminuje to z rynku sporą część pożyczkodawców. Pożyczanie bardziej ryzykownej klienteli stanie się nierentowne. W konsekwencji najbardziej wrażliwi finansowo klienci, pozbawieni wyboru, zwrócą się w stronę czarnego rynku.
Takie same obawy wyrażają jednak nie tylko bezpośrednio zainteresowani utrzymaniem status quo dostawcy. Powtarzają się one m.in. w opiniach Federacji Konsumentów, a także Związku Banków Polskich. W wielu komentarzach pojawia się wprost stwierdzenie, że propozycja jest niepotrzebna i może przynieść odwrotne od zamierzonych skutki – poszerzenie „szarej strefy pożyczkowej” zamiast wzmocnienia ochrony konsumentów.
Zwraca się także uwagę na bardziej techniczne kwestie, m.in. niespójność definicji łącznego kosztu w proponowanej ustawie i obowiązujących obecnie aktach prawnych.
Umowa pożyczki z 300-stronnicowym załącznikiem?
Szczególnie wiele kontrowersji wzbudziła propozycja nowego artykułu ustawy o kredycie konsumenckim. Zakłada on:
- obowiązek złożenia przez wnioskującego oświadczenia o dochodach i wydatkach,
- obowiązek zweryfikowania tych danych w bazach prowadzonych przez wskazane podmioty,
- dołączenie do umowy kredytowej informacji uzyskanych w bazach danych.
Dodatkowo, gdyby kredytodawca udzielił kredytu konsumenckiego klientowi z pominięciem wymienionych wymagań, nie byłoby możliwe późniejsze zbycie wierzytelności (np. firmie windykacyjnej). Taki sam efekt miałoby udzielenie finansowania, gdy klient ma zaległości w spłacie innego zobowiązania przekraczające 6 miesięcy. Wymienione przepisy nie dotyczyłyby jednak banków i SKOK-ów.
W opiniach różne instytucje zwracają uwagę na szereg problemów stwarzanych przez propozycję. Dotyczą one m.in.:
- uprzywilejowania BIK jako jednej z instytucji, na którą wskazano w ustawie – korzystanie z usług biura stałoby się obowiązkowe dla pożyczkodawców,
- brak możliwości zweryfikowania dochodów konsumentów – dane takie nie są przetwarzane przez BIK i biura informacji gospodarczej,
- objętość raportów, które należałoby dołączyć do umowy – Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego przesłała nawet przykładowy dokument liczący niemal 300 stron,
- nierówne traktowanie banków i innych podmiotów na rynku usług finansowych,
- ryzyka związane z przekazaniem danych o dochodach i zobowiązaniach klienta podmiotom trzecim w razie zbycia wierzytelności.
Co więcej, w wielu opiniach podkreśla się, że obowiązek weryfikowania danych o kredytobiorcy w bazach danych jest sprzeczny z regulacjami unijnymi (dyrektywą o kredycie konsumenckim). Europejski akt pozostawia pożyczkodawcom wybór, czy stosować takie procedury. „Wprowadzenie obowiązku korzystania z zewnętrznych baz danych naruszałoby zapisaną w niej zasadę maksymalnej harmonizacji. Może to w przyszłości skutkować wszczęciem przeciwko Polsce procedur przez instytucje unijne związanych z naruszeniem prawa UE” – czytamy w uwagach przesłanych przez Biuro Informacji Gospodarczej ERIF.
Kierunek słuszny, szczegóły niedopracowane
W wielu przesłanych opiniach pojawia się pochwalny ton, dotyczący zwłaszcza założeń, które mają uderzyć w niebezpieczne praktyki pojawiające się poza uregulowanym rynkiem – w sferze, gdzie działają lichwiarze z prawdziwego zdarzenia. Ministerstwo Sprawiedliwości nie ograniczyło się jednak do zaproponowania zmian w prawie karnym. Sięgnęło także w okolice, w których, jak się wydaje, ma znacznie mniejsze kompetencje.
Uwagi zebrane w publicznych konsultacjach wskazują, że pomysłodawcy regulacji niezbyt orientują się m.in. w kompetencjach nadzoru finansowego i organów chroniących konsumentów oraz zasadach działania podmiotów wspierających sektor bankowy i pożyczkowy. „Antylichwę 3.0” czeka zatem poważne przemeblowanie albo, podobnie jak to było w przypadku projektu z 2017 r., dłuższe leżakowanie w legislacyjnej „zamrażarce”.
Sprostowanie: W poprzedniej wersji tekstu znalazło się wskazanie, że na kwestię przedwczesnej regulacji kosztów pozaodsetkowych uwagę zwracał Rzecznik Finansowy. Taka opinia znalazła się jednak w dokumencie instytucji odnoszącej się do poprzedniej wersji projektu. Rzecznik Finansowy wkrótce przedstawi swoje stanowisko dotyczące najnowszego projektu.





























































