31.05.2012
Jerzy Książek
Piotr Wardziak: Naszym gościem jest dzisiaj Jerzy Książek, współorganizator Kongresu Niepokonani. Dzień dobry.
Jerzy Książek: Witam serdecznie.
PW: Najpierw wyjaśnijmy, bo nie wszyscy wiedzą - kim są Niepokonani?
JK: Niepokonani, to ludzie pokrzywdzeni przez organy państwowe - przedsiębiorcy, ale nie tylko. Także ludzie niesłusznie oskarżeni lub niewinni osadzeni w aresztach, więzieniach.
PW: Właśnie, pokrzywdzeni. Przez jakie organy skarbowe? Jakie to są przypadki?
JK: Praktycznie wszystkie organy państwa - przez prokuraturę, sądy, ZUS, urzędy celne, skarbowe… Praktycznie wszystkie.
PW: A pana przypadek? Na czym polegał? On jest trochę typowy, można powiedzieć. Wielu przedsiębiorcom to się może zdarzyć, albo zdarzyło.
JK: Tak, to prawda. Rozpoczęliśmy współpracę z czeskim producentem cygar. Zanim rozpoczęliśmy import tych cygar, zaopatrzyliśmy się w niezmienne dokumenty, które potwierdzały autentyczność tego produktu. I pewnego pięknego dnia, było to po 4 miesiącach naszej działalności, urząd celny zakwestionował ją. Stwierdził, że to jest tytoń do palenia, a nie cygaro. I od tego czasu chodzimy po sądach i tłumaczymy się, że nie jesteśmy wielbłądami. Jednocześnie mamy kilka wygranych spraw w WSA. Czekamy na sprawę w NSA, bo urząd celny się odwołał.
PW: A firma jeszcze istnieje?
JK: Nie, firma już, niestety, nie istnieje.
PW: Ilu takich przedsiębiorców, jak pan, zjawi się na tym kongresie?
JK: Osobiście trudno jest mi powiedzieć, ale po mailach i telefonach wnioskuję, że duża ilość. Jak duża? Zapraszamy wszystkich do Sali Kongresowej - dzisiaj, godzina 12:00 otwarcie. Wtedy zobaczymy na właśnie oczy, jak dużo tych ludzi przyjechało.
PW: Jaki jest cel tego spotkania? Chcecie się policzyć po prostu?
JK: Nie, nie. Cel dzisiaj zostanie przedstawiony jasno na kongresie. Nie szukamy jakieś zemsty. Chcemy rozmawiać. Nasz, grawatar to lewa, zaciśnięta dłoń w białej rękawiczce, a prawa jest wyciągniętą do zgody.
PW: Z kim chcecie rozmawiać?
JK: Ze wszystkimi.
PW: Czyli?
JK: Głównie z politykami, bo to są ludzie, od których, tak naprawdę, w tym kraju dużo zależy.
PW: Przyjdą? Zaprosiliście ich?
JK: Zaprosiliśmy, niestety, nie przyjdą.
PW: Zaprosiliście przedstawicieli prokuratury, aparatu skarbowego? Tych, którzy są po drugiej stronie, tak mówiąc wprost?
JK: Zaproszenia wysłaliśmy do najważniejszych osób w państwie i otrzymaliśmy tylko zwrotki, że niestety, z przyczyn technicznych kalendarza nikt nie przyjdzie, nikt nie będzie reprezentował.
PW: A scenariusz tych wydarzeń? Będzie kongres, zjedziecie się, powylewacie trochę żale, ponarzekacie, wesprzecie się nawzajem i co dalej? Rozjedziecie się do domów i koniec? Zostanie tylko strona internetowa?
JK: Ja myślę, że na wiele pytań, które pan dzisiaj zadaje, i które słyszałem już wcześniej, odpowiedzi usłyszymy na kongresie. Na pewno ruch społeczny będzie działał dalej w tej formie. Chcielibyśmy, żeby był ruch społeczny, jak do tej pory. Jest spontaniczny, jest oddolny, czysty i transparenty. Myślę, że to jest najlepsza forma.
PW: Czyli nie staniecie się stowarzyszeniem? Partią? Nie będziecie bardziej instytucjonalni, tak to nazwijmy?
JK: Prywatne, moje zdanie na ten temat jest takie, że nie chcę, żeby to była partia polityczna. Ja chcę, żeby to był ruch społeczny. Jeżeli ogół zdecyduje się na to, że to ma być partia polityczna, to ja, jedną stację wcześniej wysiądę.
PW: W takim razie jeszcze raz zapytam, po co się spotykacie? Co ma się urodzić po tym spotkaniu?
JK: Chcemy przede wszystkim zintegrować środowisko. Kiedy do tego dojdzie, przedstawimy pytania, a na nie na pewno znajdziemy odpowiedzi.
PW: Ale dacie jakieś postulaty? Jaką odezwę? Jakiś zestaw życzeń?
JK: Tak, ale to po kongresie. Dzisiaj na kongresie padną trzy główne postulaty, natomiast po kongresie chcemy je przedstawić i wystosować dalej.
PW: Co powinno się zmienić, żeby takich przypadków, jak pański, czy pana kolegów i koleżanek z ruchu społecznego, nie było?
JK: Moje zdanie jest takie, że przede wszystkim powinno się zmienić wiele w zagadnieniu bezkarność urzędnicza. Ta bezkarność dzisiaj jest ogromna i tak naprawdę urzędnik może wszystko zrobić z każdym. Nawet z tym, który nie jest przedsiębiorcom.
PW: Karać ich? Kontrolować? Gdzie się to powinno zmienić?
JK: Przede wszystkim muszą być jasne, czytelne przepisy. Nie na zasadzie, że dzisiaj przepis jest, a interpretacja jest tam gdzie urząd. Nawet niektóre urzędy, jeżeli dostają interpretacje z Ministerstwa Finansów, tworzą swoją i odrzucają tą wcześniejszą z instancji wyższej. Kuriozalne.
PW: No właśnie, kto jest winien takich przypadków? Winien jest system? Winne jest złe prawo? Ludzie, którzy to prawo stosują?
JK: To prawo nie jest respektowane. Jest kulawe, ale niestety, nie jest stosowane.
PW: Dobra wola jest, żeby je stosować pozytywnie dla obywatela, tak to powiedźmy, czy nie ma takiej dobrej woli? Urząd jest dla obywatela czy nie?
JK: Tak jest napisane w Konstytucji, że ci, którzy są wybierani przez naród mają służyć narodowi. No, niestety, nasze przypadki pokazują coś zupełnie innego. Jesteśmy, tak zwanymi, parobkami i tak to odczuwamy. Urząd powinien służyć obywatelami, natomiast nie jest tak.
PW: Pan mówił większa kontrola nad urzędnikami - kto ich powinien kontrolować i w jaki sposób? Da się to zrobić?
JK: Są do tego organy powołane.
PW: Inni urzędnicy?
JK: Tak, oczywiście, którzy powinni pilnować tego prawa. My chcemy, tak naprawdę, żeby wrócono do podstawowych zasad sprawiedliwości. Do podstawowych. Wystarczy je odkurzyć i wprowadzić w życie.
PW: Jak pan widzi szansę na te zmiany?
JK: Wierzymy, że nastąpią.
PW: Zaproponujecie jakąś ustawę? Będziecie przepychać zmianę przepisów? Jak rozumiem, trzeba realnie tego pilnować?
JK: Wczoraj, na jednym ze spotkań, usłyszałem takie stwierdzenie, że jest dobry czas na to, żeby zmieniać system. Usłyszałem też „macie panowie złoty róg w swoich rękach”. Myślę, że to może być już cała wymowa tego wszystkiego.
PW: Nie obawia się pan, że te emocje, które teraz was napędzają, wygasną? Zmaleje entuzjazm i za rok, po kongresie nie za wiele zostanie. Po ruchu społecznym także.
JK: Jest nas grupa ludzi, która, tak naprawdę, spotkała się nie po to, by się to rozwiało i rozeszło po kościach. Gdyby tak miało być, to już pewnie na pierwszym spotkaniu stwierdzilibyśmy, że nie ma sensu nic zrobić - wypijmy kufel piwa, zjedzmy pieczona kiełbasę czy kurczaka i się rozjedźmy. Sam fakt, że w ciągu praktycznie miesiąca, można powiedzieć, doprowadziliśmy do tego, że zrobiliśmy ten kongres, to on faktycznie napawa nas optymizmem na przyszłość.
PW: Są organizacje przedsiębiorców, są organizacje pracodawców - one was jakoś wspierają? Pomagają?
JK: Tak, Business Centre Club objął honorowy patronat nad dzisiejszym kongresem. Różne, stowarzyszenia będą na tym kongresie. To pokazuje, że czegoś takie coś było potrzebne. Może to jest złe określenie… ale był potrzebny jakiś, taki świeży powiew, który spowodował, że coś zaczęło się dziać.
PW: Wracając do pytania - jak pan myśli, ta Sala Kongresowa się dziś wypełni?
JK: Ja, osobiście wolałbym nie, bo jeżeli ona się wypełni do pełna, to znaczy, że niestety, państwo nie jest przychylne obywatelowi. Jeżeli będzie pełna, to pokaże to, że bezmiar zła i krzywdy jest tak ogromny, że pewnie nawet nam się w głowię nie mieści.
PW: Dziękuje za rozmowę.
JK: Dziękuje bardzo.
PW: Naszym gościem był Jerzy Książek, współorganizator Kongresu Niepokonani.































































