REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nieoficjalnie: rząd planuje duże cięcia w górnictwie

Adam Torchała2020-07-27 13:30, akt.2020-07-27 19:07redaktor Bankier.pl
publikacja
2020-07-27 13:30
aktualizacja
2020-07-27 19:07
Dodaj Bankier.pl w Google

Rząd wziął górników na przeczekanie w czasie kampanii prezydenckiej i teraz, w związku z brakiem wyborów na horyzoncie, chce wziąć się za niepopularną reformę górnictwa. Przecieki wskazują, że Polską Grupę Górniczą czekają poważne cięcia.

Nieoficjalnie: rząd planuje duże cięcia w górnictwie
Nieoficjalnie: rząd planuje duże cięcia w górnictwie
fot. Marianna Ianovska / / Shutterstock

Zdaniem Reutersa Polska Grupa Górnicza na dniach ogłosi mocne cięcia produkcji węgla oraz liczby kopalń. - Jedno z naszych źródeł poinformowało, że roczne wydobycie PGG powinno spaść o zdecydowanie więcej niż 10 proc., ale nie bardziej niż o połowę. Inne źródło podało, że celem będzie kompletne wygaszenie górnośląskich kopalni do 2036 roku - czytamy w depeszy agencyjnej.

Proces wygaszania niektórych kopalni ma jednak ruszyć już niebawem. Zdaniem źródeł Reutersa do likwidacji przewidziano kilka kopalń mających problemy z rentownością. Produkcja ma się opierać na tych bardziej rentownych. Wygaszane podmioty ma przejąć Spółka Restrukturyzacji Kopalń, która zamknie zakłady i zaoferuje górnikom wysokie odprawy.

Z kolei według informatorów BiznesAlert.pl założenia planu zmian dla Polskiej Grupy Górniczej zakładają zamknięcie trzech ruchów Kopalni Ruda (Bielszowice, Halemba, Pokój) oraz Kopalni Wujek. Obie należą do Polskiej Grupy Górniczej (PGG). Informatorzy portalu potwierdzają także, że w planach Ministerstwa Aktywów Państwowych ostatnia kopalnia węgla energetycznego miałaby działać maksymalnie do 2036 roku. - Nasi rozmówcy przekonują, że w planie MAP jest też obniżka pensji w PGG o 30 procent, a także zawieszenie „czternastki”, czyli górniczej pensji dodatkowej na trzy lata - dodaje portal.

Także według nieoficjalnych informacji PAP, wśród rządowych propozycji, które mają znaleźć się w programie, jest zamknięcie kopalń Ruda i Wujek. W programie mają znaleźć się także m.in. zawieszenie wypłat tzw. czternastej pensji na trzy lata oraz taka zmiana sposobu wynagradzania w PGG, by 30 proc. płacy było powiązane z wydajnością pracy. Dla odchodzących z pracy górników przygotowano wart blisko 5 mld zł pakiet osłonowy, którego częścią mają być m.in. urlopy przedemerytalne i ok. 100-tysięczne odprawy pieniężne.

Wakacje na giełdzie

We wtorek dowiemy się więcej?

Wszystko powyższe to jedynie przecieki i plotkiOficjalnie przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych informują tylko, że realizacja planu naprawczego dla Polskiej Grupy Górniczej zakłada m. in. restrukturyzację zakładów oraz czasowe obniżenie wysokości wynagrodzenia pracowników, ale tylko w wymiarze pozwalającym na przetrwanie spółki. Przedstawiciele resortu zapewniają, że priorytetem przy ratowaniu górnictwa jest ochrona miejsc pracy. Przyznają przy tym, że plan ratowania największego producenta węgla kamiennego w UE nie powiedzie się bez porozumienia ze stroną społeczną oraz nakładów ze strony Skarbu Państwa.

Więcej najprawdopodobniej dowiemy się jutro - na wtorek 28 lipca zaplanowano bowiem spotkanie poświęcone sytuacji Polskiej Grupy Górniczej. Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, planował je już na ubiegły tydzień, związkowcy odrzucili jednak propozycję przyjazdu do Warszawy. Tym razem, zgodnie z wolą związkowców, spotkanie odbędzie się w Katowicach.

Sytuacja jest kryzysowa

W poniedziałkowym komunikacie przed rozmowami przedstawiciele MAP ocenili, że plan dla PGG „jest realny, gwarantuje funkcjonowanie rentownych jednostek w dłuższym horyzoncie czasowym oraz zapewnia racjonalność ekonomiczną działania spółki”, zaś jego ważnym elementem „jest dążenie do zapewnienia bezpieczeństwa ekonomicznego zatrudnionych pracowników”.

„Od powstania Ministerstwa Aktywów Państwowych prowadzimy intensywne prace nad strategią zmierzającą do transformacji sektora energetycznego i wydobywczego. Z jednej strony zapewni ona bezpieczeństwo energetyczne, z drugiej da branży długoterminową stabilność. Priorytetem jest przy tym ochrona miejsc pracy” – powiedział, cytowany w komunikacie, wicepremier Jacek Sasin.

Prezes PGG Tomasz Rogala zaznaczył, że konieczne jest wypracowanie akceptowalnego dla wszystkich modelu organizacyjno-ekonomicznego spółki, który pozwoli jej przetrwać czas pandemii i odbudować potencjał po kryzysie.

„Dziś nie ukrywamy przed pracownikami ani przed stroną społeczną, że sytuacja jest kryzysowa” – powiedział Rogala, wskazując, iż przychody PGG spadły o 2,7 mld zł, co jest konsekwencją m.in. przestojów w kopalniach spowodowanych pandemią koronawirusa oraz spadkowego trendu cen na rynkach europejskich. W tej sytuacji, aby przetrwać, spółka musi wdrożyć plan oszczędnościowy i zadbać o bezpieczeństwo finansowe rodzin górniczych – przekonują władze największej górniczej firmy.

W ocenie prezesa PGG, na znaczący spadek przychodów złożyły się: zmniejszone zapotrzebowanie rynku na węgiel oraz wyłączenie z pracy kilku kopalń z powodu skali zakażeń koronawirusem.

Przedstawiciele spółki zapewniają, że czasowe obniżenie wysokości wynagrodzenia pracowników ma być realizowane „tylko w wymiarze pozwalającym na przetrwanie Polskiej Grupy Górniczej”. Firma zamierza szukać oszczędności także w renegocjacjach kontraktów z dostawcami, ograniczeniu inwestycji i redukcji kosztów związanych z zakupem materiałów, energii oraz usług zewnętrznych.

„Wszystkie konieczne oszczędności pozapłacowe zostały już wdrożone. Zaproponowany przez nas plan naprawczy to jedyna możliwa droga pozwalająca na przetrwanie PGG w ekstremalnie trudnych warunkach rynkowych, które wywołał kryzys” – powiedział wiceprezes PGG ds. finansowych Andrzej Paniczek, cytowany w poniedziałkowym komunikacie MAP.

Ponadto PGG zabiega o 1,75 mld zł pomocy w ramach tarczy antykryzysowej, przygotowanej przez rząd w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju. „W ten sposób tymczasowo zasypiemy dziurę spowodowaną spadkiem przychodów oraz znaczącą korektą cen” – wyjaśnił wiceprezes Paniczek.

Jak podano w komunikacie, także europejskie oczekiwania dotyczące odejścia od produkcji i spalania węgla kamiennego (tzw. Europejski Zielony Ład) muszą wpłynąć na optymalizację produkcji tego surowca i dostosowanie jej do popytu. „Kolejnym elementem jest dostosowanie poziomu kosztów do warunków rynkowych, ze szczególnym uwzględnieniem cen węgla importowanego oraz zmian na rynku uprawnień do emisji CO2” – podało MAP.

"Na Rudzie wrze"

Związkowcy przyznają, że dotarły już do nich nieoficjalne informacje o propozycjach MAP i zarządu PGG. Szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek w poniedziałkowej rozmowie z dziennikarzami ocenił, że najprawdopodobniej reaktywowany zostanie Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, który m.in. zorganizował kilka lat temu strajk generalny na Śląsku.

"W tym kierunku to zmierza. Widocznie rząd dojrzał do tego, żeby się rozprawić z górnictwem, chce się rozprawić z górnictwem - to my podejmiemy rękawicę i będziemy walczyć o każde miejsce pracy" - zapowiedział Hutek, przypominając także swoje wcześniejsze deklaracje, że nie podpisze się pod żadnym porozumieniem obniżającym wynagrodzenia górników.

"Z moich informacji, nieformalnych przecieków wynika, że do 2036 r. ma zniknąć całkowicie polskie górnictwo węgla kamiennego; w 2036 roku ma nie być w Polsce żadnej kopalni. Czekamy na jutro. W kopalniach, których nazwy już ogłoszono (jako przeznaczone do likwidacji - PAP), jak Ruda (...) już zaczyna się wrzenie. Za chwilę zacznie się - jak to mówił kiedyś Dominik (Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "S" - PAP) - czwarte powstanie śląskie" - skomentował Bogusław Hutek, określając pomysł likwidacji górnictwa w ciągu 15 lat jako "armagedon".

Według nieoficjalnych informacji związkowców, kopalnie Wujek w Katowicach i Ruda w Rudzie Śląskiej (złożona z trzech połączonych wcześniej kopalń: Pokój, Bielszowice i Halemba) miałyby trafić do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) już z początkiem października tego roku. Restrukturyzacja miałaby też objąć kopalnię Janina, należącą do spółki Tauron Wydobycie.

"Jesteśmy bardzo zaskoczeni i zdziwieni; na Rudzie wrze. Jeżeli to się jutro potwierdzi, to w mieście Ruda Śląska, gdzie znikną trzy kopalnie (obecnie ruchy kopalni zespolonej Ruda - PAP), wszystko powinno się ruszyć, także samorządowcy - bo tam będzie armagedon, tam nie będzie nigdzie pracy" - ocenił lider górniczej Solidarności, a zarazem przewodniczący tego związku w PGG.

Pytany o dalsze działania związkowców, Hutek zaznaczył, że strona społeczna czeka teraz na oficjalne informacje ze strony kierownictwa MAP i zarządu PGG. "Jutro (...), kiedy przedstawią (program), dadzą coś na papierze - my wracamy, idziemy do ludzi, mówimy jak wygląda sytuacja i podejmujemy dalsze decyzje" - zapowiedział związkowiec. Według niego rządowe plany mogą oznaczać utratę 300-400 tys. miejsc pracy w różnych branżach na Śląsku.

Osłony dla górników

Odchodzący z pracy górnicy mogliby liczyć na osłony, podobne do tych stosowanych już w poprzednich odsłonach restrukturyzacji górnictwa. To m.in. tzw. urlopy górnicze - dla tych górników dołowych, którym do emerytury zostało nie więcej niż 4 lata (3 lata w przypadku pracowników zakładów przeróbki węgla) - do czasu uzyskania uprawnień emerytalnych mają otrzymywać trzy czwarte dotychczasowego wynagrodzenia. Przewidziano też ok. 100-tysięczne jednorazowe odprawy pieniężne dla górników, którzy zdecydują się dobrowolnie odejść z pracy. Wartość całego pakietu osłonowego dla PGG, wraz z kosztami osobowymi, likwidacją szkód górniczych itp. szacowana jest na ok. 5 mld zł.

Aby realizacja programu była możliwa, konieczna będzie nowelizacja tzw. ustawy górniczej oraz uzyskanie notyfikacji Komisji Europejskiej. Wcześniejsze ustalenia z Komisją przewidywały, że ze środków publicznych mogą być likwidowane tylko te kopalnie lub ich części, które trafiły do Spółki Restrukturyzacji Kopalń przed końcem 2018 roku. Także osłony socjalne przysługiwały tym górnikom, którzy zostali przeniesieni do SRK wraz z majątkiem kopalń przed upływem tego terminu. Zmiany w tym zakresie będą wymagały zgody Komisji.

"Plan irracjonalny i nieakceptowalny"

Program naprawczy dla Polskiej Grupy Górniczej, zakładający m.in. likwidację kopalń Ruda i Wujek oraz zmiany w wynagrodzeniach górników, jest „irracjonalny, kompletnie nieakceptowalny” i doprowadzi do wybuchu społecznego – ocenia szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz.

Związkowcy deklarują wolę rozmowy o planie transformacji Śląska i Zagłębia w perspektywie najbliższych 40 lat – także w kontekście odchodzenia w tym czasie od węgla. Zdaniem Kolorza, przygotowany obecnie plan naprawczy dla PGG nie może być nawet przyczynkiem do poważnej debaty na ten temat.

„Jeżeli jutro Ministerstwo Aktywów Państwowych przyniesie ze sobą taki program, to wywoła on nie tylko stanowczą reakcję związków zawodowych, ale przede wszystkim reakcję ludzką (…) - ludzie najzwyczajniej w świecie będą walczyć o swoje miejsca pracy” – skomentował w poniedziałek Kolorz, odnosząc się do nieoficjalnych informacji o zawartości programu, którego oficjalną prezentację zaplanowano na wtorek w Katowicach.

W ocenie Kolorza, likwidacja kopalni Ruda (w jej skład wchodzą połączone trzy kopalnie: Pokój, Bielszowice i Halemba) oznacza katastrofę społeczną dla Rudy Śląskiej, gdzie kopalnia jest wiodącym pracodawcą. Jego zdaniem, wzorowane na pakiecie osłonowym z czasów rządu Jerzego Buzka odprawy pieniężne i urlopy przedemerytalne, w żaden sposób nie zastąpią utraconych miejsc pracy.

„Nie wiem, czy ktokolwiek chodzący normalnie po ziemi, zdecydowałby się na likwidację trzech rudzkich kopalń od 1 października tego roku bez jakiejkolwiek alternatywy dla tych ludzi” – powiedział przewodniczący śląsko-dąbrowskiej „S”. Według informacji związkowców, do 2036 roku miałyby zostać zamknięte także pozostałe kopalnie węgla energetycznego.

„Jak można zakładać likwidację na zasadzie blitzkriegu (błyskawicznie – PAP) czterech kopalń (Wujek i trzy ruchy kopalni Ruda), a docelowo za 15 lat w zasadzie wszystkich kopalń węgla energetycznego, a zarazem przewidywać import węgla kamiennego w najbliższych latach powyżej 10 mln ton. Tego nie da się nazwać żadnym ludzkim językiem, cisną się na usta same przekleństwa” – skomentował związkowiec.

Jego zdaniem, reakcją na ministerialne propozycje będą protesty podobne do tych, jakie wybuchły w 2015 r., gdy plany likwidacji kilku kopalń ogłosił ówczesny rząd Ewy Kopacz.

„Może nastąpić spotęgowana powtórka tego, co było na Śląsku pięć lat temu (…), kiedy w przeciągu kilkunastu godzin mieliśmy już rozpoczęty strajk na kopalni Brzeszcze, który następnie rozlał się na trzy czwarte Śląska. Myślę, że teraz będzie zupełnie podobnie – nikt nie będzie czekał na jakieś procedury sporów zbiorowych itp. - ludzie najzwyczajniej w świecie będą walczyć o swoje miejsca pracy” – powiedział Dominik Kolorz, oceniając program dla PGG jako „beznadziejny”.

Jego zdaniem istnieje poważna sprzeczność pomiędzy ustaleniami premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli (Polska jak dotąd nie przyjęła celu neutralności klimatycznej w 2050 r.), a planem zamknięcia kopalń w ciągu najbliższych 15 lat, przy jednoczesnym utrzymywaniu importu węgla, głównie z Rosji. Kolorz wskazał też na rekordowy obecnie import energii, m.in. z Niemiec i Szwecji, podczas gdy krajowa energetyka nie odbiera węgla z rodzimych kopalń. „S” postuluje wprowadzenie mechanizmów rekompensujących koszty emisji CO2, zawarte w kosztach produkcji energii konwencjonalnej.

Szef śląsko-dąbrowskiej „S” podkreślił, że strona społeczna domaga się, i jest gotowa, do poważnej rozmowy o transformacji Śląska. „Chcę to z całą mocą podkreślić: trzeba znaleźć czas i miejsce na to, żebyśmy normalnie, w spokoju, merytorycznie i transparentnie ustalili program transformacji Śląska i Zagłębia na okres najbliższych 40 lat” – powiedział Kolorz.

„Prawdopodobnie skończy się to również tym, że około roku 2055-2060 nie będzie już produkcji energii z węgla, a co najmniej ze śląskiego węgla. Natomiast nie do przyjęcia jest sytuacja, że chcemy likwidować polski sektor węglowy trzykrotnie szybciej niż zrobili to Niemcy, na dodatek ciągle importując i węgiel, i energię” – podsumował lider najliczniejszego w Polsce regionu Solidarności.

Kolorz skrytykował plan likwidacji mocy wydobywczych poprzez planowane zamknięcie kopalń Ruda, Wujek i Janina (w spółce Tauron Wydobycie - PAP), przy jednoczesnym utrzymywaniu importu węgla i energii. „Obecnie importujemy najwięcej energii w historii Polski. Wystarczyłoby produkować przynajmniej 5 terawatogodzin energii więcej na energetyce konwencjonalnej, a nie byłoby już problemu ze zwałami węgla i wykonywaniem przez energetykę kontraktów z górnictwem” – tłumaczył związkowiec.

Odnosząc się do planu zawieszenia na trzy lata wypłat tzw. czternastej pensji oraz powiązania 30 proc. wynagrodzenia górników z PGG z wydajnością pracy, Kolorz ocenił, że górnicy nie mogą płacić za błędy w zarządzaniu branżą.

„Dlaczego za błędy w zarządzaniu i za błędy polityczne cały czas ma płacić robotnik? Nie tędy droga. Nie wydaje mi się, żebyśmy w jakikolwiek sposób zgodzili się na drastyczne cięcia płacowe na najbliższe lata” – powiedział lider śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Potwierdził, że związkowcy rozważają reaktywację Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego, który m.in. kilka lat temu zorganizował strajk generalny na Śląsku.

Narastający konflikt wokół PGG

Sytuacja wokół PGG jest napięta nie od dziś. Mimo zawyżania cen węgla w celu ratowania spółki, ta w ubiegłym roku przyniosła stratę i fedrowała miliony ton na zwały. Nie przeszkodziło to jednak Jackowi Sasinowi, by zaoferować górnikom podwyżki. Kolejna oś sporu wybuchła wokół koronawirusa. Związki nie chciałby się zgodzić na propozycje zarządu dotyczące zmniejszenia czasu pracy i adekwatnego cięcia wypłat (o 20 proc.). To wówczas miała paść groźba, że bez porozumienia w sprawie cięć, na stół trafi nie tyle kolejna propozycja dla związkowców, co wniosek o upadłość PGG.

Sytuacja przycichła nieco, gdy największym problemem górnictwa stały się ogniska koronawirusa w kopalniach. Część kopalni tymczasowo zamknięto - w osobliwy sposób rozwiązując i problem nadpodaży węgla - wiadomym było jednak, że kwestia nierentowności PGG wróci. 

Wybory, unijna marchewka i "śląski ogień"

Co ciekawe rząd decyzje zaczął przekładać na "najwcześniej lipiec". Nie sposób dostrzec, że rozmowy w kwestii zmian w PGG miały w założeniu MAP-u ruszyć tuż po wyborach prezydenckich. To nie przypadek, reforma górnictwa to temat niepopularny i ogłoszenie przed wyborami prezydenckimi chęci zamknięcia kilku kopalń mogłoby odebrać związkowe i górnicze głosy Andrzejowi Dudzie. Rząd zagrał w ten sposób ze związkami na czas. Teraz na horyzoncie brak ważnych wyborów, jesteśmy świeżo po reelekcji Dudy, wybory parlamentarne dopiero za 3 lata. Jeżeli zajmować się trudnym tematem, to kiedy, jak nie teraz?

Dlaczego jednak - jak to bywało w przeszłości - nie zamiecie się tematu pod dywan przystawaniem na związkowe żądania? Problem polega na tym, że górnictwo powoli dociera do ściany.

Po pierwsze windowanie cen, które miało ratować rentowność PGG sprawiło, że gwałtownie wzrósł import węgla. Po drugie w ratowanie górnictwa tym razem ciężko zaangażować energetykę, która coraz bardziej patrzy w zieloną stronę. To ma zresztą związek i z trzecim powodem. Nowy budżet UE stawia klimat na pierwszym miejscu i od transformacji energetycznej uzależnione są miliardy euro. Rząd najwyraźniej stwierdził, że bardziej ceni sobie unijne miliardy, niż kupowanie spokoju przez dalsze odkładanie reformy górnictwa. Swoje zrobił też koronawirus, choć warto pamiętać, że poważne problemy w PGG pojawiły się już przed pandemią. Ta tylko przyspieszyła niektóre rzeczy.

Czy rzeczywiście uda się w końcu przeprowadzić udaną reformę górnictwa? Póki co znamy za mało szczegółów, by ocenić, czy kierunek jest słuszny, choć przecieki pokazują, że rząd w końcu dostrzegł konieczność głębszych reform. Należy też podkreślić, że propozycja MAP-u omawiana powyżej to przecieki. Dodatkowo część związkowców zapowiada, że jeżeli nieoficjalne informacje się potwierdzą, na Śląsku "będzie ogień". O wyglądzie reformy zdecyduje więc nie tylko plan MAP-u, ale i podejście rządu do górniczych strajków. Już nie raz bowiem widzieliśmy historię, gdy z planowanych zmian wycofywano się pod naporem strajkujących i palonych przez nich opon.

Adam Torchała/Bankier.pl

Marek Błoński, Wojciech Krzyczkowski (PAP)

Źródło:Bankier24
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Komentarze (52)

dodaj komentarz
marooq
sprawa jest prosta:
1. Wyrzucić z pracy emerytów lub osoby mogące odejść na emeryturę tzw. pavulony bo to rak polskiego górnictwa ( i ich ciągłe gadanie ze ja to już nic nie musze bo jutro mogę odejść na emeryure) a im zamknięcie kopalń to nawet na rękę bo przed emeryturą przytulą dodatkowe pieniądze czy to z odprawy czy to z
sprawa jest prosta:
1. Wyrzucić z pracy emerytów lub osoby mogące odejść na emeryturę tzw. pavulony bo to rak polskiego górnictwa ( i ich ciągłe gadanie ze ja to już nic nie musze bo jutro mogę odejść na emeryure) a im zamknięcie kopalń to nawet na rękę bo przed emeryturą przytulą dodatkowe pieniądze czy to z odprawy czy to z funduszu likwidacyjnego.

2. Zlikwidować nie rentowne kopalnie lub udostępnić nowe partie złoża tak zeby na przodek nie trzeba był ich 8 km bo te niekończące się chodniki na i partie złoża rozjechane dwoma chodnikami za mega nie efektywne. Lepiej już otworzyć nową kopalnie niż inwestować w stare trupy patrz pkt. 3.

3. Jeśli chcemy się już bawić w górnictwo to muszą to być nowoczesne zakłady a nie technika z lat 70. Efektywność pracy jest bardzo mała, czy to górników czy to maszyn.

4. Ministerstwo nie zajmuję sie ochroną złóż bo tak naprawdę nikt tam nie ma pojęcia o racjonalnej gospodarce złoża. Złoża są niszczone czy to przez górników czy to przez samorządy bo w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego nie uwzględniając ich w planowaniu. Potem ludzie się budują i maja problem z kopalnia czy to przez osiadania czy to przez wodę. WUG i OUG to juz w ogole grono wzajemne adoracji, średnia wieku 120 lat, może faktycznie jest tam trochę fachowców ale to powinny trzymać za morde całe zakłady a tak to się dają robić jak małe dzieci.

5. Zachęcam do dyskusji.
biniu
Skoro chcą się pozbyć spółek węglowych to dlaczego nie przekażą ich w ręce pracowników?
Związkowcy, górnicy niech sobie radzą w warunkach wolnego rynku.

Sami najlepiej to ogarną prawda?
1a2b
W ten sposób ożywisz stary sposób szajki P0 i Balcerowicza - Rozkradanie Polski przez doprowadzenie do bankructwa. W ten sposób można rozkraść pozostały jeszcze po tych złodziejach majątek a P.T. Publiczność będzie jeszcze biła brawo.
marcin321
Ktoś sie może bardzo mocno wkur... zdenerwować
1a2b
To może się wszyscy po raz kolejny zrzucimy żeby było tak jak było?
anna_domagalczyk
Te "przecieki" to typowa koza do wyprowadzenia. Teraz burza, a potem się potulnie zgodzą na zamykanie, byle nie obniżyli pozostałym pensji o 30% tylko o 10. I w ramach dobrej woli rząd dorzuci po bułce na śniadanie przez 3 miesiące.
tomako_lunatic
Poczekajmy do pierwszego tupnięcia nóżką na Śląsku...
wolo45
Ten górniczy terroryzm mnie przeraża.
428ustka
mam 40lat pracy tez chce urlop przedemerytalny w polsce tylko gornicy pracuja
xyzq
Moi drodzy, ale przecież ten proces rozpoczął się wiele lat temu. Towarowa giełda energii, interkonektory z innymi państwami... I tak sobie to leciało... Jak będzie wyglądało dalej? Firmy będą budowały (już budują) źródła taniej energii. Będą wystawiały tą energię na sprzedaż. W pewnym momencie przedsiębiorstwa będą miały wybór -Moi drodzy, ale przecież ten proces rozpoczął się wiele lat temu. Towarowa giełda energii, interkonektory z innymi państwami... I tak sobie to leciało... Jak będzie wyglądało dalej? Firmy będą budowały (już budują) źródła taniej energii. Będą wystawiały tą energię na sprzedaż. W pewnym momencie przedsiębiorstwa będą miały wybór - kupić drogą energię krajowa lub tanią, zagraniczną. Co zrobią przedsiębiorstwa? :) Tak więc ten proces zaczął się dawno temu i już się nie zatrzyma. Owszem - zgodnie z potrzebami kraju działa rynek mocy i będą jakieś tam zasoby węglowe (o ile nie powstaną elektrownie atomowe lub coś jeszcze) - ale CZAS WĘGLA JAKO PODSTAWOWEGO ŹRÓDŁA ENERGII SIĘ KOŃCZY, BEZPOWROTNIE. Jeżeli do tego dojdzie opodatkowanie śladu węglowego, nad czym pracuje UE - proces przyspieszy. Stąd nasi producenci energii gorączkowo rozbudowują sektor OZE. Żeby z jednej strony spełnić wymagania UE - z drugiej pozyskać w miksie względnie tanią energię. Kiedy masowo wejdzie energia z wodoru (tandem - elektrownię morskie produkujące wodór + ogniwa wodorowe) - to będzie pozamiatane. Więc nie ma co mamić górników, że jeszcze przez pokolenia będą fedrować. NIE BĘDĄ. To kwestia 20-40 lat maks. MAKS. Więc może faktycznie lepiej teraz zasiąść do stołu, przegadać temat, przyjąć kasę na transformację i na masową skalę przejść na wodór. Będziemy w grupie liderów. Jeżeli nie - scenariusz jest prosty. Przedsiębiorcy zaczną masowo kupować tanią energię poza Polską. Jeżeli ich w tym zablokujemy - staną się niekonkurencyjne, cześć upadnie, cześć się przeniesie - w efekcie duży spadek PKB, spadek zapotrzebowania na energię a zatem na węgiel... Więc to odrzucamy, bo tego nawet świr nie wprowadzi. Wracając do głównej myśli - przedsiębiorcy kupują tani prąd poza Polską, grupy energetyczne się budzą (już się budzą) - ładują kasę w OZE. Następuje zatem spadek zapotrzebowania na węgiel. On NASTĄPI - tak czy siak. Chyba, że ktoś wymyśli jakiś proces niskoemisyjny (może synteza?). W każdym razie zgodnie z obecnym stanem wiedzy - NASTĘPUJE SPADEK ZAPOTRZEBOWANIA NA WĘGIEL. Kopalnie obniżają wynagrodzenie, redukują wydobycie. Zamykamy kopanie jedną po drugiej. Jeżeli będą protesty - w końcu któryś rząd zmęczony tym co się dzieje - OGŁASZA UPADŁOŚĆ JEDNEJ CZY DRUGIEJ GRUPY. I to w zasadzie jest koniec bajki. Bo nikt, kto produkuje - ale również zwykły konsument, jeżeli ma taką możliwość - nie będzie płacił za produkt droższy, jeżeli może kupić tańszy. Tak więc - elektrownie wiatrowe, wodór. To jest temat na najbliższe 50 lat. Prawdopodobnie jeszcze w tym stuleciu powstanie pierwsza orbitalna "elektrownia" - satelita z ogromnymi solarami, który będzie łapał fotony że słońca, zamieniał w elektrony i przesyłał na ziemię za pomocą fal. Starty są nieistotne - choćby skuteczność układu wynosiła 20% - sam proces "produkcji" to koszt wytworzenia i wystrzelenia satelity - potem już tylko zbiera... CZAS WĘGLA SIĘ SKOCZYŁ. Możemy płakać i spróbować reanimować trupa jeszcze jakiś czas albo opracować proces transformacji, który spowoduje skok rozwojowy, wzrost PKB i nowe miejsca pracy. Wybór należy DO NAS.

Powiązane: Energetyka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki