Nadchodzi gospodarcza zima

główny analityk Bankier.pl

Od kilku miesięcy w polskiej gospodarce odczuwalne jest ochłodzenie koniunktury. Spowolnienie gospodarcze jak na razie jest w znacznej mierze „importowane”. Ale może się ono pogłębić – tym razem za sprawą czynników krajowych.

- Chcemy dokonać postępu i chcemy odeprzeć także niebezpieczeństwa, które mogą się pojawić, na przykład związane z możliwym poważniejszym spowolnieniem gospodarczym, bo nie chcę używać słowa kryzys - powiedział 9 listopada prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Zwykle jest tak, że gdy już nawet politycy sprawujący aktualnie władzę przyznają, że koniunktura się pogarsza, to na rzeczy jest coś poważniejszego. I przede wszystkim znaczy to tyle, że spowolnienie wzrostu gospodarczego trwa już od dawna. Bo opinia publiczna i politycy zwykle jako ostatni dostrzegają to, że w gospodarce przestało dziać się dobrze.

Co w gospodarce piszczy?

O nadejściu dekoniunktury mówimy już od roku. Pierwszym czynnikiem ostrzegawczym były kłopoty niemieckiego przemysłu, o czym wskaźniki PMI informowały od jesieni 2018 roku. To o tyle istotne, że Niemcy są naszym najważniejszym partnerem handlowym, a polskie firmy często są poddostawcami niemieckich koncernów. W tym kontekście bardzo złą informacją jest to, że recesja w przemyśle u naszych zachodnich sąsiadów wciąż się pogłębia.

Polska zadziwiająco długo wykazywała odporność na „niemiecką grypę”. Ekonomistów przez kilka miesięcy zadziwiały statystyki z polskiego przemysłu, gdzie wartość produkcji jeszcze do maja rosła w tempie 6-7%. Ale polski układ odpornościowy w końcu się poddał i od sierpnia obserwujemy wyraźne wyhamowanie aktywności w sektorze wytwórczym.

Zresztą nie powinno to być żadne zaskoczenie, bo polski PMI ostrzegał przed takim scenariuszem od grudnia ubiegłego roku. W listopadzie wskaźnik ten osiągnął najniższą wartość od 10 lat, sygnalizując ostry spadek produkcji przemysłowej.

(Bankier.pl)

Wyraźne sygnały zwiastujące dekoniunkturę dochodzą też z innych branż. Niedawno ekonomistów zszokował najgłębszy od lutego 2017 roku spadek produkcji budowlano-montażowej. To „zasługa” blisko 9-procentowego spadku obrotów w budownictwie infrastrukturalnym. Na koniunkturę skarży się także branża transportowa i magazynowa – gusowski wskaźnik nastrojów w transporcie po raz pierwszy od ponad czterech lat przybrał wartość ujemną. A to przecież barometr całej gospodarki — każdy towar trzeba przecież jakoś dostarczyć do klienta.

(GUS.)

Oznaki hamowania wzrostu gospodarczego widać już w statystykach PKB, choć w tym przypadku dysponujemy jedynie danymi za trzeci kwartał. Dane niewyrównane sezonowo pokazały spadek dynamiki PKB do 3,9% rdr z 4,6% kwartał wcześniej. Tak słaby wynik to po części efekt niesprzyjającego kalendarza – po wyrównaniu sezonowym wzrost PKB spowolnił tylko z 4,1% do 4,0%.

Lecz wchodzimy przecież w końcówkę czwartego kwartału, więc dane za III kw. są już mocno historyczne. Strona rządowa liczy tu na wzrost rzędu 4% rdr. Ale prognozy ekonomistów dość zgodnie zakładają, że w kolejnych kwartałach dynamika PKB znajdzie się poniżej 4%. Bank Światowy zakłada, że polska gospodarka urośnie o 3,6% w 2020 roku i 3,3% w roku następnym. Agencja Fitch Ratings prognozuje tylko 3,3% w przyszłym roku. Także Komisja Europejska niedawno obniżyła prognozę dla Polski z 3,6% do 3,3%.

(GUS.)

A to i tak są prognozy stosunkowo optymistyczne. Zakładają, że cykliczne spowolnienie gospodarcze w Polsce będzie z gatunku tych łagodnych. Takich, jakie przeżywaliśmy w roku 2016, 2005 czy 1999. Wtedy dynamika polskiego PKB w najgorszych kwartałach spadała do 2-3% rdr. Ale na stole wciąż jest scenariusz znacznie gorszy. Jeśli uśrednimy wszystkie fazy spowolnienia gospodarczego w Polsce z lat 1997-2017, to średni spadek dynamiki PKB względem szczytu cyklu wyniósł równe 5 pkt. proc. Jeśli zatem rozpoczęte obecnie spowolnienie miałoby być „przeciętne”, to pod koniec 2020 roku roczna dynamika PKB może spaść w pobliże zera. A takiej ewentualności nikt teraz nie zakłada.

A co jeśli jednak?

W tej chwili wzrost PKB oparty jest jedynie o dynamiczny wzrost konsumpcji i boom w budownictwie mieszkaniowym. Jeszcze niedawno nastroje polskich konsumentów były rekordowo dobre. Ten optymizm podsycała znakomita sytuacja na rynku pracy (najniższe bezrobocie od 29 lat i 7-procentowa dynamika płac), hojne transfery socjalne od podatników (500+, 13-emerytura i inne) oraz rekordowo tani i łatwo dostępny kredyt (Wibor najniższy i najbardziej stabilny w historii).

Ale nawet na tych filarach polskiego „cudu” gospodarczego (Ekonomiści nie wierzą w cuda w gospodarce stąd cudzysłów) widać pierwsze rysy. Zatrudnienie w dużych firmach w październiku spadło trzeci miesiąc z rzędu. Także dane BAEL sugerują, że liczba pracujących przestała już rosnąć, co można wiązać z niekorzystnymi trendami demograficznymi (trwający od 4 lat spadek populacji w wieku produkcyjnym). Z kolei gwałtowny powrót inflacji cenowej zaczął przejadać siłę nabywczą konsumentów. Realny wzrost płac jest już w znacznie niższy niż jeszcze na początku roku.

(Bankier.pl na podstawie danych GUS.)

To wszystko powoli zaczyna ciążyć na nastrojach konsumentów, które w listopadzie były już zauważalnie gorsze niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dodatkowo od nowego roku czeka nas cała seria podwyżek cen administracyjnych (za śmieci, wodę, parkowanie, żłobki, prawdopodobnie też prąd) oraz wyższe podatki (akcyza, opłata paliwowa), co jeszcze mocniej uderzy po kieszeni gospodarstwa domowe. Równocześnie wygaśnie impuls fiskalny (bo nowego 500+ raczej nie będzie), więc dynamika konsumpcji zapewne nie utrzyma tegorocznych poziomów. To pierwszy z krajowych czynników ryzyka.

Drugim jest rozgrzany do czerwoności rynek nieruchomości mieszkaniowych. W Polsce trwa boom budowlany napędzany ultratanim kredytem i dobrą sytuacją na rynku pracy. Od stycznia do października 2019 roku oddano do użytku 164,6 tys. lokali mieszkaniowych – to więcej niż w szczycie poprzedniego boomu sprzed dekady. Hossa w budownictwie napędzana jest szalonym pędem po kredyty mieszkaniowe. Ze statystyk AMRON-u wynika, że w 2019 roku padnie kredytowy rekord. Przez cały rok może przybyć aż 220 tysięcy nowych „hipotek”, a Polacy zadłużą się w bankach na 60 miliardów złotych.

Kredytowe boomy mają jednak to do siebie, że prędzej czy później się kończą. Co więcej, zwykle jest to koniec dość gwałtowny i nierzadko skutkujący perturbacjami w całej gospodarce. Wystarczy do tego niewielka podwyżka stóp procentowych, pogorszenie koniunktury gospodarczej lub jakiś szok na rynku finansowym. I recepta na kryzys gotowa.

Reasumując, przemysł balansuje na granicy recesji. Pod presją dekoniunktury w strefie euro znalazł się eksport. Inwestycje infrastrukturalne napędzane przez środki unijne zaczęły się kończyć, choć nie aż tak drastycznie jak w roku 2012. Zatrudnienie przestało rosnąć, a realna dynamika płac szybko zwalnia. Przed nami fala podwyżek skutkujących wyższą inflacją CPI. Równocześnie mamy konsumentów zadowolonych jak nigdy, kredytowy boom w mieszkaniówce i rząd desperacko szukający pieniędzy na hojne obietnice wyborcze. Co tu może pójść źle?

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 2 hatlik1

Jak będzie kryzys finansowy to do wszystkich kieszeni sięgną i niema się co cieszyć

! Odpowiedz
10 25 gruking

Eksport z PL na zachod ma sie bardzo dobrze... Import z zachodu do PL praktycznie umarl.

! Odpowiedz
49 73 and00

"...polski PMI ostrzegał przed takim scenariuszem od grudnia ubiegłego roku."
To jeszcze nic
Pan Kolony ostrzega przed takim scenariuszem od 10 lat, i nic na razie się nie dzieje...
Ale spoko w końcu spowolnienie musi przyjść, i wtedy będzie "A nie mówiłem" :)

! Odpowiedz
26 67 jacyna2017

Nie chciałem być wredny ale jest tekst szanownego autora z 2016 o... nadchodzącej recesji. Cierpliwości! Najciekawsze będą konsekwencje polityczne - to czy po zjeździe 'dla naprawy' wrócą do władzy wrogowie zostawiania kasy w kraju i nakręcania karuzel dojących za granicę. Zagranica już tęskni i kibicuje!

! Odpowiedz
41 26 krokus12 odpowiada jacyna2017

największym wrogiem pani jest rozum

! Odpowiedz
71 75 jacyna2017

Analizy p Kolany są oparte na danych, choć ma nastawienie polityczne i jak wielu podobnych wygląda kryzysu 'jak kania dżdżu'. Dlatego wnioski każdy musi wyciągnąć sam. Kiedy się długo kracze to się spełni - cykl ekonomiczny. Tąpnięcie przyjdzie ze świata raczej niż wewnątrz, ale i tak 'elyty' obwinią rząd!

! Odpowiedz
58 52 psokal

Nowe "elyty" obwiniają z kolei opozycję.

! Odpowiedz
137 133 grzegorzkubik

Szkoda, że najlepsza koniunktura nie przypadła na rządy PO lub podobne. Wtedy nadal bezrobocie byłoby wysokie, PKB na poziomie 3% lub niżej ale ile by ośmiorniczek najedli się to lewicowcy to PO. Biedroń, który myli się w rachunkach. W programie socjalnym rąbnął się o 30 mld zł. Rostowski, który jak brakował kasy w budżecie podwyższył wiek emerytalne i zajumał kasę z OFE. NIE NO MILI PAŃSTWO. MOGLIŚMY POZWOLIĆ NA DALSZE ROZKRADANIE PAŃSTWA PRZEZ POPRZEDNIKÓW. TERAZ MAMY 100 TON ZŁOTA Z ANGLII. POMYŚLCIE ILE ONI BY TEGO SPIENIĘŻYLI DLA SIEBIE.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
77 59 linspace

Uwielbiam czytać Twoje wpisy. Tymi capsami na końcu w moim prywatnym rankingu tutejszych osobliwości przebiłeś właśnie Silvio "Stemplowane Pieniądze i Masowy Rozpłód" Gesella.

! Odpowiedz
48 20 psokal

"Mam wrażenie, podbudowane danymi, że powoli Polska wychodzi z pułapki średniego poziomu rozwoju" - cytat z wczorajszego artykułu na Bankierze.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% XI 2019
PKB rdr 3,9% III kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,0% X 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 213,27 zł X 2019
Produkcja przemysłowa rdr 3,5% X 2019

Znajdź profil