Wstępny odczyt PMI w strefie euro wygląda jak spełnienie jednego z gorszych scenariuszy dla unijnej gospodarki obciążonej konfliktem na Bliskim Wschodzie. Po piętnastu miesiącach mizernego ożywienia prywatny sektor strefy euro powrócił do kurczenia się. Co gorsza, spadkowi aktywności towarzyszy wystrzał kosztów i cen.


Opublikowane właśnie wstępne dane PMI za kwiecień 2026 roku pokazują, że gospodarka UE jest daleka od bycia odporną na aktualne zawirowania geopolityczne. Łączony wskaźnik Composite PMI, obejmujący przemysł i usługi w eurolandzie, spadł z marcowych 50,7 pkt do zaledwie 48,6 pkt.
To nie tylko wynik poniżej psychologicznej bariery 50 punktów oddzielającej wzrost koniunktury od spadku, ale też najgorszy odczyt od 17 miesięcy. Według wyliczeń analityków S&P Global, taki wynik implikuje spadek PKB strefy euro w drugim kwartale o około 0,1%.
Za ogólne załamanie odpowiada głównie, będący fundamentem gospodarki w strefie euro, sektor usług. Jego indeks spadł z 50,2 pkt w marcu do 47,4 pkt - najniższego poziomu od ponad pięciu lat (62 miesięcy). Wśród szczególnie dotkniętych części sektora usługowego znalazła się turystyka, gdzie klienci wyraźnie odłożyli swoje decyzje zakupowe po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Podobnie jak w marcu Composite PMI podniosły subindeksy cen i kosztów oraz czasu dostaw.
Cała nadzieja w przemyśle eurolandu?
Zaskakująco dobrze na tle usług wyglądało w kwietniu przetwórstwo przemysłowe, którego wskaźnik PMI nieoczekiwanie wzrósł z 51,6 do 52,2 pkt, notując 47-miesięczne maksimum. Według analityków wynik ten jest jednak w dużej mierze iluzją ożywienia.

Jak tłumaczy raport S&P Global, wzrost popytu na towary napędzany był paniką. Firmy masowo ruszyły na zakupy surowców (największy wzrost od maja 2022 r.), by zbudować tzw. zapasy bezpieczeństwa w obawie przed dalszymi podwyżkami cen i brakami dostaw. A te obawy są w pełni uzasadnione - opóźnienia w łańcuchach dostaw wydłużyły się najmocniej od połowy 2022 roku.
Wyraźnie popsuły się też nastroje wśród samych przedsiębiorców. Optymizm co do przyszłości spadł do najniższego poziomu od listopada 2022 r. Trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę, że Europa właśnie wydaje się wchodzić w podręcznikową stagflację.
EBC w kleszczach - presja cenowa konta wzrost
Największy niepokój może jednak budzić subindeks cenowy. Koszty wzrosły w tempie najszybszym od końca 2022 r., uderzając zarówno w przemysł, jak i w usługi. W reakcji firmy zaczęły masowo podnosić ceny swoich wyrobów - inflacja cen sprzedażyosiągnęła 37-miesięczne maksimum.
- Jeśli pominąć pandemię COVID-19, jest to największy gwałtowny wzrost presji kosztowej, jaki odnotowaliśmy od 2000 roku - skomentował Chris Williamson, główny ekonomista biznesowy w S&P Global Market Intelligence.
Analityk zwrócił też uwagę, że za wzrostem cen stoi nie tylko droga energia, ale też ogólny skok cen surowców i niedopasowanie popytu do ograniczonej podaży. To poważne wyzwanie dla Europejskiego Banku Centralnego.
- EBC ma teraz niewdzięczne zadanie podjęcia decyzji, czy podnieść stopy procentowe w obliczu niepokojącego obrazu inflacji, czy też uznać ten skok cen za tymczasowy i skupić się na zapobieganiu ześlizgnięciu się gospodarki w głębszy regres - zauważył Williamson.
Analitycy znów zaskoczeni
Jak zauważa agencja Reutera, czwartkowe dane okazały się dla rynków dużym rozczarowaniem. Analitycy ankietowani przez agencję spodziewali się jedynie kosmetycznego osłabienia koniunktury - mediana prognoz dla łączonego wskaźnika PMI wynosiła 50,1 pkt., co oznaczałoby utrzymanie się na granicy wzrostu, podczas gdy otrzymano wynik na poziomie 48,6 pkt. Gorsze od prognoz okazały się również usługi (47,4 pkt. wobec oczekiwanych 49,8 pkt.), z kolei przemysł wygenerował nieoczekiwaną, choć napędzaną paniką podażową niespodziankę in plus (oczekiwano spadku do 50,9 pkt.).
Dla inwestorów najważniejszym sygnałem z raportu nie jest jednak sam spadek aktywności, lecz galopująca presja kosztowa. Według doniesień agencji Reutera, gwałtowny wystrzał nakładów cenowych sprawił, że rynki finansowe zaczęły rewidować swoje oczekiwania wobec polityki monetarnej.
- Strefa euro zmaga się z pogłębiającymi się problemami gospodarczymi spowodowanymi wojną na Bliskim Wschodzie, co stanowi poważny problem dla decydentów. Konflikt doprowadził do recesji gospodarczej w kwietniu, a jednocześnie gwałtownie podniósł inflację. Coraz powszechniejsze niedobory podaży grożą dalszym osłabieniem wzrostu gospodarczego, zwiększając jednocześnie presję na wzrost cen w nadchodzących tygodniach - skomentował Chris Williamson.
Inwestorzy wyceniają obecnie blisko cztery podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny w tym roku, a cykl zacieśniania miałby rozpocząć się już w czerwcu. Realne dla gospodarki eurolandu staje się również widmo stagflacji.
Oprac. Michał Misiura






























































