Klienci Zondacrypto mogą mieć szanse na odzyskanie wszystkich środków. Chociaż nad giełdą kryptowalut wisi widmo niewypłacalności, istnieją przesłanki, że poszkodowani mogą pozwać kogoś o głębszych kieszeniach. W zależności od interpretacji będzie to wina rządu lub prezydenta. W warunkach skrajnej polaryzacji ugra coś każda partia, klienci odzyskują pieniądze, straci budżet państwa. Pytanie, kto poniesie odpowiedzialność?


Polska nie wdrożyła na czas przepisów rozporządzenia MiCA - ten fakt nie podlega dyskusji i wszyscy się z nim zgadzają - mówią o tym premier, ministrowie, opozycja i eksperci. Opóźnienie we wdrożeniu przepisów unijnych trwa już ponad rok - temu też nikt nie zaprzeczy, chociaż obecnie zdaje się to umykać uwadze części komentatorów.
Pytanie, czy w związku z zaniedbaniami po stronie polskich władz straty poniesione przez klientów giełdy Zondacypto nie będą musiały zostać pokryte przez Skarb Państwa.
Wina prezydenta
- Upór Prezydenta, aby wetować ustawę, która mogła chronić Polaków przed nadużyciami albo utratą swoich pieniędzy oraz podtrzymywanie tego weta przez opozycję, to bezwstydne i jawne przyznanie się do tego, że grają na rzecz tej firmy. Nawet pomimo tego, że stoją za tym brudne rosyjskie pieniądze - powiedział 17 kwietnia, premier Donald Tusk.
Rzecznik rządu Adam Szłapka w sobotniej rozmowie z PAP Biznes mówił, że determinacja prezydenta w ochronie Zondacrypto była silniejsza niż interes Polaków. Podobne wypowiedzi były formułowane wcześniej również przez innych polityków rządowej koalicji.

Z publicznych wypowiedzi przedstawicieli rządu, można wysnuć zatem prosty wniosek: winę za sytuację klientów Zondacrypto ponosi prezydent Karol Nawrocki i jego weto do ustawy o rynku kryptoaktywów. Gdyby weta nie było, klienci podlegaliby ochronie i pieniędzy by nie stracili. Ponieważ weto było, ich oszczędności (najprawdopodobniej) przepadły.
Jeżeli uznamy, że tak jest, klienci giełdy mają argument, by pozwać Skarb Państwa. Wynika to wprost z przepisów polskiego prawa.
W artykule 417 Kodeksu Cywilnego jest napisane wyraźne: “Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa”.
Dalsza część tego samego przepisu doprecyzowuje z kolei, że roszczenie klientów może dotyczyć także szkody, która jest skutkiem braku wydania określonego aktu normatywnego, w tym przypadku ustawy. Za możliwością dochodzenia odszkodowania z tytułu szkody poniesionej ze względu na brak wdrożenia przepisów opowiedziały się w przeszłości także Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polski Sąd Najwyższy.
Unijne rozporządzenie MiCA nakazywało przyjęcie ustawy, Polska wbrew temu nakazowi ustawy na czas nie przyjęła. Pozornie wydaje się to oczywiste, choć jest kilka niuansów.
Co w paragrafach piszczy?
Dlaczego przytoczony artykuł 417. KC może być dobrym argumentem dla klientów Zondacrypto? Rozbijmy to na czynniki pierwsze:
- opóźnienie - jak wspominaliśmy to akurat fakt, który nie jest przez nikogo kwestionowany, bo ustawa dostosowująca przepisy prawa polskiego do rozporządzenia MiCA powinna zostać wydana nie później niż 30 grudnia 2024 r., tymczasem ustawy wciąż nie ma,
- szkoda (tu straty finansowe) - w przypadku klientów Zondycrypto jej istnienie również wydaje się raczej jasne, a stanie się takie z całą pewnością w momencie, gdy potwierdzi się, że giełda nie realizuje już żadnych wypłat albo kiedy ogłosi upadłość,
- relacja między szkodą a opóźnieniem - jeśli wierzyć politykom rządowym, to sami przyznają, że opóźnienie (spowodowane wetem prezydenta) przyczyniło się do poniesienia strat przez klientów - gdyby bowiem tego opóźnienia nie było, to ich zdaniem Zonda podlegałaby nadzorowi i środki klientów byłyby bezpieczne.
Czy politycy rządu zdawali sobie sprawę, że mówiąc o konsekwencjach braku ustawy sami potwierdzili, że Skarb Państwa powinien ponieść odpowiedzialność finansową? Z punktu widzenia prawa nie ma bowiem znaczenia, czy winnym braku wdrożenia przepisów jest Ministerstwo Finansów (które pracowało nad ustawą tak długo, że w momencie składania jej prezydentowi, była opóźniona o prawie rok), czy Prezydent (który zawetował rządowy projekt).
A to otwiera furtkę dla walki klientów o pieniądze. I to spore - przypominajmy, według Prokuratury straty szacowane są obecnie na minimum 350 milionów złotych. W przypadku roszczeń pokrywanych przez Skarb Państwa zapłacimy za to wszyscy, bo kwota ta zostanie ściągnięta z naszych podatków.
Wariant drugi: wina rządu
Opozycja, prezydent i wielu ekspertów związanych z rynkiem kryptowalut stoi na stanowisku, że weto Karola Nawrockiego do ustawy o rynku kryptoaktywów nie wpłynęłoby w istotny sposób na ochronę klientów giełdy Zondacrypto.
Jak wskazuje radca prawny Artur Bilski, ekspert ds. kryptoaktywów i wykładowca na studiach blockchain w Szkole Głównej Handlowej, większość obowiązków określonych zarówno w rozporządzeniu MiCA, jak i w projekcie ustawy o kryptoaktywach, dotyczy dostawców posiadających licencję CASP.
- Zonda tej licencji nie posiada. Nie oznacza to, że nie podlegałaby ona żadnym wymogom. Byłyby one jednak raczej szczątkowe i dotyczyły wąskiego zakresu spraw, np. zakazu wykorzystywania w transakcjach handlowych posiadanych poufnych informacji cenotwórczych. Na pełną ochronę mogą liczyć jedynie klienci podmiotów w pełni licencjonowanych - wskazuje mec. Bilski.
Jak okazuje się, poszkodowani mogą pozwać Skarb Państwa również w tym wariancie, w którym uznamy, że winę ponosi rząd i opóźnienie w przyjęciu regulacji, do którego doprowadził.
We wspomnianym art. 417 KC w punkcie 3. napisano: “Jeżeli szkoda została wyrządzona przez niewydanie orzeczenia lub decyzji, gdy obowiązek ich wydania przewiduje przepis prawa, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności z prawem niewydania orzeczenia lub decyzji, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej”.
Zgodnie z unijnym rozporządzenia MiCA, kraje członkowskie miały czas na przyjęcie odpowiedniej ustawy zapewniającej jego stosowanie, do 30 grudnia 2024 roku. Gdyby Polska przyjęła ustawę na czas, skrócony okres przejściowy obowiązywałby do 1 lipca 2025 roku - taki termin na uzyskanie licencji zadeklarowało bowiem Unii Europejskiej Ministerstwo Finansów. Po tej dacie w naszym kraju usługi mogłyby świadczyć prawdopodobnie tylko te zagraniczne podmioty, które posiadałyby licencję CASP i paszportowały ją do Polski. Co za tym idzie, Zondacrypto powinna wtedy wypowiedzieć usługi swoim klientom i zwrócić im pieniądze.
Tyle, że rząd nie wywiązał się ze sztywnego, krótkiego terminu, który sam sobie narzucił. I stąd cały problem, bo nawet jeśli giełda miała pokaźną dziurę w bilansie już rok temu (a no to wskazuje ostatnia publiczna wypowiedź jej prezesa Przemysława Krala), to konieczność realizacji tysięcy wypłat zbiegła by się w czasie z lepszą koniunkturą na rynku kryptowalut. Spółka byłaby również przed wydaniem wielu milionów złotych na marketing, partnerstwem z PKOL i być może zmniejszyłaby się liczba potencjalnych poszkodowanych (o użytkowników, których nie zdążyłaby pozyskać).
Klienci mogliby odzyskać dużo większą część zainwestowanych środków, może nawet wszystkie. Tymczasem, przez ostatni rok giełda reklamowała się w najlepsze, sponsorowała kluby piłkarskie, a nawet wydarzenia, na których, zaopatrzeni w identyfikatory wiszące na “smyczach” opatrzonych w logo Zondycrypto, brylowali posłowie, urzędnicy państwowi, czy wiceminister resortu finansów odpowiedzialny za regulację kryptoaktywów - o czym pisaliśmy w grudniu zeszłego roku.
Eksperci przestrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków i podkreślają, że Komisja Nadzoru Finansowego, nawet widząc naruszenia, nie może dziś skutecznie dyscyplinować podmiotów, których nie nadzoruje, a do takich należy Zondacrypto.
- KNF stanął na wysokości zadania - z dostępnych informacji wynika, że wielokrotnie składał zawiadomienia do prokuratury, te jednak były umarzane. Nic więcej nie mógł zrobić - uważa mec. Bilski - Również Izba Administracji Skarbowej w Katowicach, która aktywnie usuwa z rejestru dostawców (do którego była wpisana Zondacrypto) nieuczciwe podmioty nie miała tu najpewniej wystarczających podstaw do skreślenia, te są bowiem określone bardzo wąsko. Problem jest tu systemowy i wymaga zmiany prawa, a pomóc mogłoby nie tyle zwiększenie uprawnień nadzorców, co objęcie ich zakresem szerszego katalogu podmiotów. Paradoksalnie, dziś możliwe jest bowiem nadzorowanie wyłącznie jednostek posiadających licencje, np. banków. Wobec tych z szarej strefy nadzór finansowy pozostaje - bez własnej winy - bezradny - kwituje prawnik.
Prawnicze El Dorado?
Jak widać, niezależnie od sympatii politycznych winą za straty klientów Zondacrypto można obarczyć państwo i domagać się od niego zwrotu środków. Doprowadziła do tego polityczna wojenka, która nie pozwoliła również politykom, ustąpić choćby na krok i wypracować kompromis, umożliwiający przyjęcie ustawy o rynku kryptoaktywów.
- Zonda to jedno, a pamiętajmy, że ustawy wciąż nie ma - mówi mec. Bilski, wskazując, że okres przejściowy upływa wraz z końcem czerwca tego roku.
Zdaniem naszego rozmówcy, jeśli do tego czasu nie przyjmiemy jako kraj przepisów, to dojdzie do swoistego paradoksu.
- Z jednej strony wszyscy będą działać niezgodnie z prawem - upłynie bowiem okres na uzyskanie licencji, a przecież bez ustawy nikt nie może jej otrzymać. Z drugiej strony - brak nadzoru i kar spowoduje, że - choć świadczone bez licencji usługi związane z kryptowalutami staną się prawnie nielegalne - to nie będzie można za to karać. Istny chaos - inne kraje skorzystały na budowie u siebie innowacyjnych rozwiązań technologicznych opartych o blockchain, a my nie mamy ani innowacji, ani skutecznych mechanizmów ochrony inwestorów - puentuje ekspert.
Kto na tym zyska? Być może każdą strona coraz mocniej spolaryzowanej polskiej sceny politycznej. Zyskają też zagraniczne firmy, które już teraz przejmują polski rynek, który - z ponad 3 milionami inwestorów - szacowany jest jako jeden z największych w Europie. Część z tych biznesów to zresztą wypchnięte za granicę podmioty z polskim kapitałem. Kto zarobi? Prawnicy obsługujący klientów giełdy Zondacrypto. Kto na tym straci? Potencjalnie my wszyscy. Chciałoby się dodać - jak zwykle.
"Pozwy przyjdą. Przeciwko Estonii i Polsce" - prawnik o sprawie Zondacrypto
Czy klienci Zondacrypto mają szanse na uzyskanie odszkodowań od państwa (estońskiego lub polskiego), co powinni zrobić w tym momencie, na co uważać i co umyka opinii publicznej podczas toczącej się dyskusji o regulacjach rynku kryptoaktywów w Polsce. W rozmowie z Bankier.pl mówił o tym adwokat Jan Ziomek, ekspert w obszarze fintech.



























































