Trzeba przedstawić tło i kontekst wyborów prezydenckich w 2020 r., bez tego ciężko zrozumieć okoliczności podejmowanych wówczas decyzji; były to wybory w obliczu światowego kryzysu pandemii koronawirusa - mówił b. premier Mateusz Morawiecki (PiS) przed przesłuchaniem przed komisją śledczą ds. wyborów korespondencyjnych.


Były premier podkreślił na czwartkowej konferencji prasowej, że aby mówić o organizacji wyborów prezydenckich w 2020 r. trzeba przedstawić tło i kontekst oraz powiedzieć w jakich warunkach wtedy działano. "Bez tego ciężko zrozumieć wszystkie okoliczności podejmowanych wówczas decyzji" - dodał.
"Były to wybory w obliczu światowego kryzysu pandemii koronawirusa i właśnie ten czynnik zadecydował o tym, że w wielu krajach podejmowano decyzję o tym, by wybory odbywały się w sposób odmienny od tego, jak zazwyczaj, czy w trybie korespondencyjnym" - powiedział Morawiecki.
Morawiecki: Musieliśmy w tym czasie zorganizować wybory prezydenckie, najlepszą metodą były wybory korespondencyjne
"Czy mieliśmy prawo sądzić, że skoro opozycja głosuje bardzo szybko w Sejmie i Senacie za przyjęciem ustawy o głosowaniu korespondencyjnym dla wszystkich będących w kwarantannie i dla wszystkich po 60. roku życia, czyli dla około 10 milionów polskich obywateli, że sześć dni później napotka to na obstrukcję, na świadomie rzucane kłody pod nogi, żeby zakłócić proces legislacyjny?" - pytał Morawiecki.
Jego zdaniem, odpowiedzią są wyniki kandydatki KO w wyborach prezydenckich Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. "Wówczas sondaże zaczęły dramatycznie dołować do poziomu 4-6 proc., co groziło rozpadem KO" - stwierdził.
Były premier powiedział, że organizował spotkania w swojej kancelarii z przedstawicielami Lewicy, PSL i KO w sprawie organizacji wyborów. Ocenił, że jedni byli nastawieni na "ciasny partyjny interes, a drudzy "krytykowali, ale konstruktywnie". "Widać było różnice w zachowaniu" - dodał.
Morawiecki zapewnił, że rząd musiał w tym czasie zorganizować wybory, dlatego uznał, że najlepszą metodą będą wybory korespondencyjne. "Przygotowanie wyborów było naszym absolutnym obowiązkiem nie tylko dlatego, że marszałek Sejmu ogłosiła, że wybory prezydenckie odbędą się 10 maja, ale taki jest obowiązek konstytucyjny" - podkreślił.
Morawiecki oskarża PO o ukrywanie prawdy ws. wyborów prezydenckich w 2020 r.
Zdaniem Morawieckiego komisja śledcza ds. wyborów korespondencyjnych została powołana po to, by przykryć nieudolność rządzących i to, że rząd Donalda Tuska nie realizuje swoich obietnic wyborczych.
"Oskarżam o to, że urządzając taki cyrk, taką szopkę robicie krzywdę państwu polskiemu. Bo urzędnicy, którzy wtedy podejmowali decyzje w skrajnie trudnej sytuacji, w kolejnym kryzysie będą uciekali na L4, nie będą chcieli podejmować decyzji" - powiedział były premier.
Morawiecki oskarżył też polityków PO, że robią "kpinę z polskiego parlamentaryzmu" i nie chcą przesłuchać przed komisją kluczowych świadków. Jego zdaniem swoje zeznania powinni złożyć m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska, Borys Budka, czy Rafał Trzaskowski.
"Oskarżam PO o ukrywanie prawdy (...), że to wy, przedstawiciele kierownictwa PO wywróciliście cztery lata temu wybory prezydenckie dla swoich ciasnych i partyjnych interesów, bo baliście się, że wasza kandydatka (Małgorzata Kidawa-Błońska) będzie miała kompromitujący wynik" - oświadczył.
Kolejnym skierowanym wobec PO oskarżeniem jest "destabilizowanie państwa polskiego". Jak mówił, w 2020 r. państwo polskie potrzebowało współpracy, spokoju, porozumienia.
"Oskarżam PO, że ryzykowała zdrowiem i życiem obywateli, brnąc w tamtym czasie do przeprowadzenia wyborów przy urnach wyborczych" - oświadczył Morawiecki.
Autorka: Agata Andrzejczak
andr/ godl/ reb/ del/ par/




























































