Podwójna dawka optymizmu z amerykańskiej gospodarki przełożyła się na dalsze umocnienie dolara. Rynek oczekuje, że Rezerwie Federalnej kończą się argumenty, by utrzymywać stopy procentowe w pobliżu zera.


Miesięczna dynamika sprzedaży detalicznej w USA wyniosła w październiku 1,7 proc. wobec oczekiwań na poziomie 1,4 proc. oraz 0,8 proc. odnotowanych miesiąc wcześniej. Jeszcze większym zaskoczeniem okazał się indeks sprzedaży pomijający samochody (1,7 proc. wobec oczekiwanego 1 proc. m/m).
🇺🇸 Produkcja przemysłowa również z grubym zaskoczeniem in plus; w tym bardzo dobry wynik przetwórstwa przemysłowego. USA realizują scenariusz przyspieszenia nawet szybciej niż się spodziewaliśmy. EURUSD na nowych minimach: 1,1330. pic.twitter.com/5D5XJvJwrc
— mBank Research (@mbank_research) November 16, 2021
Pozytywnie na plus zaskoczyła także dynamika produkcji przemysłowej, która sięgnęła 1,6 proc. w ujęciu miesięcznym wobec oczekiwań rzędu 0,7 proc. oraz -1,3 proc. w poprzednim miesiącu. Raport z przemysłu pokazał także wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych do 76,4 proc. wobec oczekiwanych 75,8 proc i 75,2 proc. we wrześniu
🇺🇸 Sprzedaż detaliczna w USA nie bierze jeńców (+1,7% m/m, poprzednio +0,8% m/m). Kolejny świetny odczyt. Strumień sprzedaży przesunął się równolegle względem przed-pandemicznego trendu. Podwyżki stóp zbliżają się coraz większymi krokami. pic.twitter.com/aSZAPFdjg3
— mBank Research (@mbank_research) November 16, 2021
Lepsze od rynkowego konsensus dane z gospodarki przełożyły się na kurs dolara. Po 15:00 EUR/USD spadł z 1,137 do 1,133 dolara, co stanowi nowe lokalne minimum. Ostatnie umocnienie „zielonego” zachodzi bardzo szybko – jeszcze tydzień temu EUR/USD kwotowany był w pobliżu 1,16 USD. Aby znaleźć na wykresie niższy kurs euro wyrażony w dolarach, należy cofnąć się do lata 2020 r.
Nastawienie inwestorów obecnych na rynku walutowym związane jest z oczekiwanymi przez nich działaniami Rezerwy Federalnej. Mówiąc wprost: im lepsze dane z gospodarki, tym mniej ewentualnych „wymówek”, aby nie podnosić stóp procentowych w największej gospodarce świata. Do amerykańskiej makroekonomicznej układanki doliczyć należy także inflację, która przekracza 6 proc. i jest najwyższa od 30 lat, a także sytuację na rynku pracy, który w ubiegłym miesiącu wreszcie wysłał pozytywny sygnał (aczkolwiek dane te bywają często i mocno rewidowane).

Na ostatnim posiedzeniu decyzyjnym, Federalny Komitet Otwartego Rynku (amerykański odpowiednik RPP) zadecydował o ograniczeniu tempa skupu aktywów (QE) o 15 mld dolarów miesięcznie, a stopy procentowe pozostawił bez zmian w przedziale 0-0,25 proc. Notowania kontraktów śledzone przez CME Group wskazują, że rynek spodziewa się podwyżki stóp w USA w połowie przyszłego roku (choć nie można wykluczyć też działań wcześniejszych).
Na kierunek amerykańskiej polityki monetarnej wpływ może mieć także osoba przewodniczącego Rezerwy Federalnej w kadencji 2022-2026. Na medialnej giełdzie nazwisk najmocniejsze są dwie kandydatury: obecny szef Fedu Jerome Powell, powołany jeszcze przez Donalda Trumpa, oraz związana z obozem Demokratów Lael Brainard. Zdaniem rynku ekonomistka jest w tym duecie większym "gołębiem", co oznaczałoby, że normalizacja polityki monetarnej w USA będzie słabsza i/lub bardziej rozłożona w czasie. Zgodnie z medialnymi doniesieniami, decyzję o tym, kto pokieruje Fedem przez kolejne 4 lata, prezydent Joe Biden ma podjąć w najbliższym czasie.
Atlantycki rozjazd
Na tle swoich odpowiedników z USA, europejscy bankierzy centralni kierujący polityka monetarną EBC wydają się być dużo dalej od podjęcia decyzji o odejściu od łagodnego kursu. Pod koniec października Rada Prezesów nie podjęła, ani nawet nie zapowiedziała żadnych nowych działań. Inflacja w strefie euro sięga 4,1 proc. i jest najwyższa od 13 lat. Jeszcze dalej, bo do roku 2003 r., należy się cofnąć w poszukiwaniu wyższej inflacji bazowej, która w październiku sięgnęła 2,1 proc.
Równocześnie władze monetarne strefy euro uważają, że obecna inflacja jest przejściowa i w przyszłym roku wskazania powrócą w okolice celu inflacyjnego (2 proc. w średnim okresie z dopuszczalnymi odchyleniami w obie strony).
Umocnienie dolara względem euro negatywnie odbija się na kursach walut państw zaliczanych do grona gospodarek wschodzących, w tym Polski. Dolar kosztuje blisko 4,10 zł, choć jeszcze tydzień temu wyceniany był na 3,96 zł. Złoty traci także wobec euro, które kosztuje niemal 4,65 zł wobec 4,59 zł tydzień temu.
W tym kontekście nie bez znaczenia jest jednak także krajowa polityka monetarna – stopy procentowe w naszym kraju są wyraźnie niższe niż w Czechach czy na Węgrzech, choć pod względem inflacji wyprzedzamy sąsiadów z regionu. Więc na ten temat pisaliśmy w artykule o dzisiejszej, szóstej już z rzędu, podwyżce stóp procentowych na Węgrzech.






























































