Chociaż sam bitcoin skończył w tym roku 16 lat, jego narodziny były zaledwie technicznym eksperymentem. Biorący w nim udział ludzie pewnie nie przypuszczali, że ich antysystemowa elektroniczna gotówka, stanie się kiedyś klasą aktywów wycenianą na biliony dolarów, którą zainteresują się banki i którą będzie promował prezydent Stanów Zjednoczonych.


Zaznajomieni z kryptowalutami czytelnicy mogli zdziwić się, czytając w tytule o rynku kryptowalut po 15 latach. Blockchain bitcoina wystartował przecież 3 stycznia 2009 roku. Od tego czasu minęło już ponad 16 lat, a za nieco ponad miesiąc bitcoin będzie obchodził swoje 17. urodziny. Skąd zatem 15 lat rynku kryptowalut? Tajemnica tkwi w rozróżnieniu między protokołem technologicznym a rynkiem cenowym, obrazowanym przez poniższy wykres.
Szyfr, piksel, czy gotówka? Początki, czyli bitcoin bez ceny
W styczniu 2009 roku bitcoin był wart dosłownie zero w przeliczeniu na waluty fiducjarne, takie jak dolar czy polski złoty. Jeżeli mogliśmy mówić o jego "cenie", była ona równa jedynie kosztowi energii elektrycznej potrzebnej do jego wydobycia. Przez cały 2009 rok nie było żadnej giełdy, gdzie ustalano by rynkowy kurs tej kryptowaluty, a jej transfery odbywały się głównie jako symboliczne prezenty między entuzjastami pomysłu.
Satoshi Nakamoto, anonimowy twórca lub grupa twórców bitcoina, którego tożsamość nie została nigdy ujawniona i który przestał być aktywny w kwietniu 2011 roku, pozostawił po sobie dokumentację i komunikację z wczesnymi współpracownikami. Wynika z niej, że przewidywał, że bitcoin może z czasem zyskać wartość, ale jego głównym celem i priorytetem było stworzenie działającego, zdecentralizowanego systemu elektronicznej gotówki peer-to-peer.
W swojej korespondencji Satoshi koncentrował się na technicznej wykonalności swojego projektu i idei stworzenia systemu, który działałby niezależnie, nie potrzebując sterującej nim centralnej instytucji wymagającej zaufania (jak np. bank centralny). W białej księdze bitcoina (Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System), czyli dokumencie technicznym opisującym założenia kryptowaluty, nie ma mowy o inwestowaniu czy spekulacji.
Co warte podkreślenia, biała księga została upubliczniona 31 października 2008 roku, w najgłębszej fazie kryzysu na Wall Street. W pierwszym bloku bitcoina, Satoshi Nakamoto umieścił też zaszyfrowaną wiadomość, która jest nagłówkiem brytyjskiej gazety The Times z tego samego dnia: "The Times 03/Jan/2009 Chancellor on brink of second bailout for banks" (tłumaczone często jako: "Kanclerz na krawędzi drugiego bailoutu dla banków").
Stworzenie bitcoina, a co za tym idzie kryptowalut, było odbierane zatem od początku jako wyraz niezgody na ratowanie pieniędzmi podatników instytucji finansowych, których chciwość doprowadziła do kryzysu. Bitcoin miał być antysystemowym środkiem wymiany wartości w Internecie i stanowić odpowiedź na niestabilność i brak przejrzystości tradycyjnego sektora finansowego. Tyle, jeśli chodzi o założycielską utopię kryptowalut. Później, w 2010 roku, narodził się rynek, który tę utopię skomercjalizował.
Pierwsza giełda i pierwsza pizza kupiona za bitcoiny
W marcu 2010 roku powstała pierwsza w historii platforma umożliwiająca wymianę bitcoinów na dolara. Nazywała się BitcoinMarket.com i to właśnie moment jej uruchomienia możemy uznać za symboliczny początek rynku kryptowalut. To tam po raz pierwszy ustanowiono płynność i cenę bitcoina opartą na popycie i podaży. W tych pierwszych tygodniach funkcjonowania giełdy, kurs kształtował się na poziomie zaledwie około 0,003 USD (trzech dziesiątych centa) za 1 BTC.
Choć BitcoinMarket.com był pionierem, bardzo szybko został zdetronizowany przez platformę Mt.Gox, która powstała w lipcu 2010 roku. Dzięki większej funkcjonalności na lata stał się ona globalnym centrum handlu bitcoinami. Było tak aż do jej głośnego upadku w 2014 roku.
Innym symbolem z początków rynku kryptowalut było wydarzenie, które przeszło do historii pod nazwą Bitcoin Pizza Day. 22 maja 2010 roku programista Laszlo Hanyecz z Florydy zaoferował 10 000 BTC w zamian za dwie pizze Papa John's (dziś byłyby warte ponad 900 mln dolarów). Transakcja doszła do skutku, ustanawiając pierwszą komercyjną wymianę bitcoina za fizyczne dobro.
Niestety, w miarę jak bitcoin zyskiwał płynność, jego pseudoanonimowość i odporność na cenzurę sprawiły, że szybko stał się środkiem wymiany również na czarnym rynku. W 2011 roku uruchomiono platformę Silk Road w Darknecie, która wykorzystywała kryptowalutę do zakupu nielegalnych towarów, co na lata przylgnęło do bitcoina, budując jego czarną legendę.
Kryptowaluty 15 lat później
W ciągu 15 lat, które minęły od narodzin rynku, kryptowaluty przeszły drogę od niszowego zjawiska do sektora o kapitalizacji przekraczającej 3 biliony dolarów. Dziś branża powstała wokół bitcoina jest niemal całkowitą antytezą wizji Satoshiego. Jego dzieło nie stało się środkiem codziennych płatności, lecz aktywem postrzeganym przez jednych jako magazyn wartości i reprezentacja zdecentralizowanego świata finansów, a dla innych jako pozbawiona fundamentów spekulacyjna wydmuszka.
Wątpliwości nie ulega natomiast integracja rynku kryptowalut z instytucjami finansowymi, które niegdyś ignorowały go lub zwalczały. Wprowadzenie w USA funduszy ETF opartych bezpośrednio na bitcoinie umożliwiło tradycyjnym inwestorom i największym funduszom uzyskanie ekspozycji na ten rynek bez konieczności posiadania samej kryptowaluty. To otworzyło drzwi dla miliardów dolarów kapitału instytucjonalnego.
Banki takie jak JP Morgan, które niegdyś krytykowały bitcoina, obecnie oferują swoim klientom produkty inwestycyjne związane z cyfrowymi aktywami. Po wdrożeniu dyrektywy MiCA, kryptowaluty można kupić już w niektórych europejskich bankach. Co więcej, rynek stał się częścią dyskursu na najwyższych szczeblach władzy. Po zwycięstwie Donalda Trumpa, który obiecał uczynić Stany Zjednoczone kryptowalutową stolicą świata, rynek ten posiada otwarte wsparcie prezydenta USA.
Rządy i organy regulacyjne, od amerykańskiego SEC po Unię Europejską, przestały traktować cyfrowe aktywa jako chwilową modę, tworząc ramy regulacyjne, które dają im legitymację i mają zapewniać lepszą ochronę inwestorów. Jednocześnie bitcoin i kryptowaluty są nadal bardzo ryzykowną klasą aktywów narażoną na wysoką zmienność, co pokazały, chociażby niedawne spadki na tym rynku. Ostatecznie, żadne regulacje i żadne uznanie instytucjonalne nie zdołało dotąd tego zmienić.
Komentarz prezesa giełdy kryptowalut Bitget
"Po piętnastu latach rynek kryptowalut nie jest już czymś na uboczu. Stają się one częścią głównego nurtu finansowego. Regulacje, adopcja instytucjonalna i praktyczne zastosowania nabierają tempa, a główni gracze finansowi traktują obecnie aktywa cyfrowe jako kategorię strategiczną, a nie eksperyment. Chociaż branża nadal rozwija się dzięki innowacjom, coraz częściej działa w ramach znanych tradycyjnej finansowości. Różnica między tymi dwoma systemami gwałtownie się kurczy.
Zmieniło się również zachowanie użytkowników. W początkowej fazie dominowały spekulacje i szybkie zyski. Obecnie coraz więcej osób postrzega kryptowaluty jako długoterminową inwestycję, coś, co warto posiadać, obracać, z czego można czerpać zyski, zaciągać pożyczki lub włączać do zdywersyfikowanych portfeli. Rozwój stablecoinów, tokenizowanych aktywów i usług opartych na blockchainie odzwierciedla przejście od szumu medialnego do praktycznych zastosowań. W Bitget postrzegamy to jako etap przełomowy. Ekosystem kryptowalut przechodzi od rewolucji do integracji, a nasza wizja Giełdy Uniwersalnej ma na celu wsparcie tej zmiany: jedna płynna platforma, na której aktywa cyfrowe i tradycyjne finanse funkcjonują obok siebie.”
- Gracy Chen, CEO Bitget.


























































