Początek grudnia przyniósł korektę w dół cen paliw na polskich stacjach. Jednakże skala obniżek była wręcz skandalicznie niewspółmierna z tym, co zobaczyliśmy na rynku hurtowym. W efekcie marże detalistów spuchły do poziomów niewidzianych od wielu miesięcy.


Potwierdziło się to, o czym pisaliśmy Państwu tydzień temu. Zapowiadany pod koniec listopada spadek cen paliw faktycznie objawił się w pierwszych dniach grudnia. Według danych BM Reflex w mijającym tygodniu średnia detaliczna cena benzyny Pb95 wyniosła 5,87 zł/l i była o 5 gr/l niższa niż tydzień wcześniej. Olej napędowy średnio w skali kraju potaniał o 6 gr/l, osiągając przeciętną cenę na poziomie 6,20 zł/l. Autogaz tankowano średnio po 2,66 zł/l, czyli tak samo jak tydzień wcześniej.
Były to pierwsze istotne obniżki cen paliw w Polsce po serii jesiennych podwyżek. Po wrześniowych podwyżkach ceny na stacyjnych pylonach ustabilizowały się w październiku. Tylko po to, by w listopadzie ostro pójść w górę. Drożał zwłaszcza olej napędowy, który pod koniec listopada był najdroższy od lutego.
Warto mieć na uwadze, że mowa tu o średnich cenach w skali całego kraju. Ceny na poszczególnych stacjach mogą się różnić nawet o kilkadziesiąt groszy na litrze, w zależności od lokalizacji i siły lokalnej konkurencji.
Dystrybutorzy polecieli w kulki i przejęli marże
Grudniowe korekty w cennikach stacji nie byłyby możliwe bez mocnej przeceny paliw na rynku hurtowym, jaką obserwujemy od końcówki listopada. Problem w tym, że spadki w detalu były kompletnie niewspółmierne do tego, co w ostatnich dwóch tygodniach zobaczyliśmy w cennikach rafinerii.
I tak 5 grudnia Orlen oferował benzynę Eurosuper 95 po cenie 4 375 zł/m3, co po doliczeniu 23% VAT dawałoby ok. 5,38 zł/l (akcyza, opłata paliwowa i inne parapodatki są już wliczone w cenę hurtową). W takim układzie benzyna na stacjach powinna kosztować ok. 5,60 zł, a tymczasem na ogół jest znacznie droższa. Przez ostatnie dwa tygodnie hurtowa cena Pb95 spadła o 20 gr/l, podczas gdy średnia cena detaliczne tylko o 9 gr/l. Pozostałe 11 gr/l przejęli dystrybutorzy, powiększając implikowaną marżę detaliczną do blisko 50 groszy na litrze.
Jeszcze bardziej skandaliczna sytuacja miała miejsce w przypadku oleju napędowego, który w piątkowym cenniku płockiej rafinerii figurował po cenie 4 672 zł/m3, co po ovatowaniu dawałoby 53,75 zł/l. To o 43 gr/l taniej niż dwa tygodnie temu, podczas gdy średnia cena detaliczna w tym samym czasie zmalała raptem o 6 gr/l. W rezultacie implikowana marża detaliczna powiększyła się do 45 gr/l i jest najwyższa od kwietnia. A nie ma przecież żadnych powodów, dla których ON nie mógłby kosztować mniej niż 6 zł/l.
Napisawszy to wszystko tradycyjnie już należy dodać, że paliwa mogłyby być znacznie tańsze, gdyby nie podatki narzucane przez władze. Z każdego zakupionego litra benzyny bądź oleju napędowego ponad 50% trafia w ręce państwa. Bez haraczu na rzecz rządu moglibyśmy tankować benzynę Pb95 po ok. 2,60 zł/l, olej napędowy po ok. 3,00 zł/l, zaś autogaz mógłby kosztować ok. 1,60 zł/l. Różnica między stawkami na pylonach a powyższymi cenami trafia do aparatu skarbowego państwa.












































