"Mamy do czynienia z gospodarką wojenną"

2020-03-30 11:54
publikacja
2020-03-30 11:54

Lepiej byłoby, gdyby rząd zaoferował nadmierną pomoc, która nie byłaby wykorzystana w całości, niż żeby się miało okazać, że pomocy jest zbyt mało - uważa Ludwik Kotecki, były główny ekonomista Ministerstwa Finansów, obecnie dyrektor Instytutu Odpowiedzialnych Finansów. Według Koteckiego nadchodzący kryzys będzie głębszy i bardziej dotkliwy niż kryzys finansowy z lat 2007-2009.

/ fot. Soft Light / Shutterstock

Ludwik Kotecki był pierwszym gościem w ramach cyklu spotkań online „Kwadrans z EKF - Odpowiedzialne finanse w obliczu kryzysu”, zorganizowanego przez Europejski Konres Finansowy. W ich trakcie czołowi eksperci współpracujący z EKF dzielą się swoimi przemyśleniami na temat obecnego kryzysu gospodarczo-społecznego, spowodowanego epidemią Covid-19 oraz jego skutków w perspektywie średniookresowej (najbliższych 2-3 lat).

Ludwik Kotecki podkreślił, iż bardzo trudno mówić o rekomendacjach działań antykryzysowych w perspektywie trzech lat, jako że w obecnej sytuacji okres 3 lat to tak jak 10 czy 20 lat w normalnych czasach. Zdaniem Koteckiego kraj ma do czynienia z ogromną niepewnością, jako że nie można przewidzieć, jak długo jeszcze potrwa epidemia. To, czego można być za to niemal pewnym, to to, że nadchodzący kryzys będzie głębszy i bardziej dotkliwy niż kryzys finansowy lat 2007-2009. Bankructwa wielu firm, rosnące bezrobocie i załamanie handlu zagranicznego oraz problemy finansów publicznych są realnymi zagrożeniami, z którymi nasz kraj będzie musiał się zmierzyć.

Według zaproszonego gościa można obecnie mówić o gospodarce „wojennej”. Toczy się walka o to, aby ochronić stronę podażową gospodarki, jako że na chwilę obecną strona popytowa nie jest mocno „zarażona”. Rząd powinien zająć się przede wszystkim dwoma obszarami: dbaniem o zdrowie i życie obywateli oraz dbaniem o zdrowie i życie przedsiębiorstw.

Według Koteckiego przedsiębiorstwa w nadchodzących miesiącach będą potrzebowały przede wszystkim dostępu do płynności finansowej, aby przetrwać ten trudny okres. Podczas gdy WHO powtarza jak mantrę: „testuj, testuj, testuj”, w przypadku przedsiębiorstw powinno się mówić: „płynność, płynność, płynność”.

Zapytany o to, jak postrzega obecne rozwiązania antykryzysowe w Polsce, Kotecki zaznaczył, że politycy powinni być zdecydowani i kompetentni. Rząd powinien budować wiarygodność i zaufanie poprzez zapewnienie obywateli, że wie, co robi i że spodziewa się, że działania które podejmuje będą skuteczne. Działania te nie mogą być chaotyczne ani nieprzemyślane.

Proponowana obecnie tarcza antykryzysowa może, według Koteckiego, okazać się zbyt mała, aby sprostać potrzebom wszystkich przedsiębiorstw dotkniętych kryzysem. Według opinii eksperta lepiej byłoby, gdyby rząd zaoferował nadmierną pomoc, która nie byłaby wykorzystana w całości, niż żeby się miało okazać, że pomocy jest zbyt mało.

Według Koteckiego w czasie wojen reguły fiskalne zazwyczaj się zawiesza, a działania są finansowane nie z obecnych dochodów, a z pożyczek (długu publicznego). Możemy spodziewać się, że w najbliższym okresie dług wzrośnie. Może to być jednak jedyny sposób, aby w perspektywie krótkookresowej uchronić miejsca pracy.

Kotecki uważa, że trudno snuć scenariusze makroekonomiczne na nadchodzące lata, jako że nie wiadomo, jak długo potrwa epidemia.

Pomimo tego, że działania mające na celu spowolnienie rozprzestrzeniania się COVID-19 zostały wprowadzone stosunkowo niedawno, pojawiają się już pierwsze informacje o znaczącym spadku działalności gospodarczej w Europie Zachodniej i o planowanych zwolnieniach. Ostatnie prognozy mówią o tym, że gospodarka Niemiec, głównego partnera handlowego Polski, może skurczyć się o od 6 do 20 proc. Te liczby doskonale obrazują skalę niepewności, jak obecnie panuje.

tj/ asa/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (9)

dodaj komentarz
piotr_malkontent
Rozumiem, doskonale że chodzi o wykorzystanie oszczędności ludzi zapobiegliwych, jest tego ponad 500e9 PLN - to łakomy kasek (dodatkowo na jakakolwiek sensowną ucieczkę już za późno). Ale żeby pisać o tym tak dużymi drukowanymi literkami... a fe. Opowiem Wam współczesną wersję jednej z bajek: mrówki całe lato zapiepszały Rozumiem, doskonale że chodzi o wykorzystanie oszczędności ludzi zapobiegliwych, jest tego ponad 500e9 PLN - to łakomy kasek (dodatkowo na jakakolwiek sensowną ucieczkę już za późno). Ale żeby pisać o tym tak dużymi drukowanymi literkami... a fe. Opowiem Wam współczesną wersję jednej z bajek: mrówki całe lato zapiepszały zbierając zapasy na zimę a koniki polne hasały wesoło i rozmnażały się bez końca. Na jesień koniki polne zauważyły, ze zimą nie będą miały co żreć... wzięły więc i przegłosowały ustawę, że mrówki musza się z nimi żarciem podzielić. (a przecież przypowieść o zapobiegliwych pannach z lampami kończy się inaczej...).
stanislaw2200
A skąd pieniądze na to? Z drukarki ? Czy na prawdę macie ochotę sprowadzić banknoty 100 zł do roli listków papieru toaletowego? Życie przedsiębiorstw które i tak były całkowicie zbędne typu 80% restauracji i sklepów z towarami bezużytecznymi i tak jest zbędne dla gospodarki. W takich chwilach jak ta widać gdzie leży A skąd pieniądze na to? Z drukarki ? Czy na prawdę macie ochotę sprowadzić banknoty 100 zł do roli listków papieru toaletowego? Życie przedsiębiorstw które i tak były całkowicie zbędne typu 80% restauracji i sklepów z towarami bezużytecznymi i tak jest zbędne dla gospodarki. W takich chwilach jak ta widać gdzie leży siła gospodarki - w dużych firmach produkcyjnych typu Orlen , KGHM i tp. a nie w butiku z ubraniami za 800zł pani Tosi czy restauracji pasza dla ludzi za 80 zł posiłek u pana Janusza. Każdy kryzys pokazuje kto pływa bez gaci a niestety większość małych biznesów które zostały założone na zasadzie jakoś to będzie nie miało ich już zanim weszło do basenu każdy to widział tylko nikt nie miał odwagi powiedzieć Januszom biznesu że to się prędzej czy później źle skończy.
ojkonomist
Ilu jeszcze tych nawiedzonych ekspertów będzie się wypowiadać i mącić. Już w tytule sam sobie odpowiedział na swoje dywagacje. dla całego świata zaczyna się gospodarka wojenna. Zaklinanie rzeczywistości nic tu nie pomoże. Pieniędzy można nadrukować bez liku i je rozdać, tylko niedługo za nie nic nie da się kupić Ilu jeszcze tych nawiedzonych ekspertów będzie się wypowiadać i mącić. Już w tytule sam sobie odpowiedział na swoje dywagacje. dla całego świata zaczyna się gospodarka wojenna. Zaklinanie rzeczywistości nic tu nie pomoże. Pieniędzy można nadrukować bez liku i je rozdać, tylko niedługo za nie nic nie da się kupić bo dojdzie do horrendalne inflacji. jak ma w rodzinie ludzi którzy przeżyli wojnę to niech się zapyta jak to było. Wiele firm niepotrzebnych w tym czasie padnie i wiele osób osób straci pracę -ważne żeby były zasiłki. W Ameryce już kilka milionów ludzi zgłosiło się po zasiłki. Inni znajda pracę tam gdzie trzeba a nie gdzie chcą. A będą i tacy którzy rozwiną swoje biznesy i się wzbogacą.Takie są prawa "gospodarki wojennej". Najważniejsza rzecz to ratować życie chorych i tych którzy ich ratują. I żeby nie brakło żywności i wody, prądu, gazu. Reszta jest drugorzędna!!! i to sobie wszyscy muszą zakodować.
wizytator
Najlepsze interesy robi sie w państwach dotkniętych kryzysem. Komu więc może zależeć na znikomej pomocy dla polskiego przemysłu? Stara unia pompuje kasę ile wlezie, a nam się wciska niżej oprocentowane chwilówki. To jest jakaś kpina!
piterro1980
Gdzie tak niby unia pompuje? Chyba u nas w telewizji. Propaganda pełną parą.
trooper
Bo EURO jest silne. Drukują i rozdają a waluta trzyma wartosć a u nas bida, tylko stopy lekko obniżyli a złotówka leci na łeb na szyję, zaraz CHF będzie po 4.50 potem 5 zł. Była szansa na przyjęcie EURO to ją PIS zaprzepaścił, to teraz mamy na co pracowaliśmy.
trooper odpowiada piterro1980
Zerowe stopy i skup obligów to mało???? I zero inflacji i waluta silna. Euro to siła, prawie jak dolar, nasza złotówka to bida z nędzą.
sammler
Przecież rząd "oferuje" głównie gwarancje i odroczenie zobowiązań. W sumie nie bardzo może coś innego. A to pomoc "wirtualna". Jak więc może jej zabraknąć? Fakt, jest mowa o dopłatach do wynagrodzeń, ale przecież gdyby ludzie mieli być zwolnieni, i tak mieliby prawo do zasiłku dla bezrobotnych,Przecież rząd "oferuje" głównie gwarancje i odroczenie zobowiązań. W sumie nie bardzo może coś innego. A to pomoc "wirtualna". Jak więc może jej zabraknąć? Fakt, jest mowa o dopłatach do wynagrodzeń, ale przecież gdyby ludzie mieli być zwolnieni, i tak mieliby prawo do zasiłku dla bezrobotnych, więc te dopłaty trzeba podzielić przez 2.

W kryzysie, panie Kotecki, jest tak (i doskonale wiem, że pan to wie), że za pożyczkę płaci się więcej (dodatkowa premia za ryzyko). A w czasie głębokich turbulencji może w ogóle nie być chętnego, by pożyczki udzielić. Po coś NBP robi - potencjalnie nielegalny - skup obligacji na rynku wtórnym (przecież nie po to, by sprzedający od razu poszli po nowe obligacje, tylko by poprawili swoją płynność, bo ją trzeba najpierw ratować). Jeżeli im się poprawi, to może i znów kupią - ale raczej nie taniej niż te odsprzedane. W ostatnich tygodniach widać było wyraźnie (przynajmniej chwilowo) nadzwyczajną preferencję płynności, bo taniało wszystko - od akcji, przez obligacje, po złoto (o ropie nawet nie warto wspominać). Zgadzam się, że "skala niepewności" jest obecnie bardzo duża.

Powiązane: Koronawirus w Polsce

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki