Kalendarzowy wzorzec sezonowości złotego tego lata sprawdza się znakomicie. Po fatalnej wiośnie lipiec przyniósł umocnienie złotego. Ale polska waluta zdołała jedynie odrobić straty z czerwca. O odrobienie tych z maja może być trudno.


W poniedziałek wczesnym popołudniem za euro na rynku międzybankowym płacono nieco ponad 4,27 zł, czyli o blisko grosz mniej niż przed weekendem. W ten sposób kurs EUR/PLN zszedł do najniższego poziomu od 18 czerwca.
Przypomnijmy, że jeszcze na początku lipca ceny euro potrafiły przekraczać 4,40 zł. Można było wręcz mówić o „pogromie złotego”. Zresztą słabo zachowywały się niemal wszystkie waluty z rynków wschodzących. Od tamtej pory euro potaniało o 13 groszy, a wynik za lipiec (jak do tej pory) to -2,2 proc.
Lipcowe umocnienie złotego jest dobrze znanym zjawiskiem sezonowym. Statystycznie to najlepszy miesiąc dla polskiej waluty – w latach 2000-17 średnia lipcowa zmiana kursu EUR/PLN wyniosła -1,05 proc. (a mediana -1,46 proc.). Lipiec z reguły przynosi spadkową korektę na parze euro-złoty po wzrostach obserwowanych w maju i czerwcu.
Jeśli w tym roku złoty będzie nadal poruszał się zgodnie z sezonowymi wzorcami, to niestety w sierpniu i wrześniu może nas czekać kolejna fala osłabienia polskiej waluty. I dopiero jesienią pojawi się „okno pogodowe” pozwalające na obniżenie notowań kursu EUR/PLN.

KK






























































