Piłkarz Leo Messi złożył zeznanie w sądzie w Barcelonie. Argentyński napastnik, który razem z ojcem Jorge Messim został oskarżony o oszustwa podatkowe powiedział, że nie zna się na podatkach i zapewnił, że sprawy finansowe prowadzi za niego ojciec.
Leo Messi składał zeznania jako ostatni. Powiedział, że podpisywał dokumenty bez wnikania w ich treść, bo - jak stwierdził - ufa swojemu ojcu i prawnikom. Argentyński napastnik kilkakrotnie podkreślił, że jego zadaniem jest granie w piłkę. Powiedział, że nie zajmuje się robieniem interesów ani zarządzaniem majątkiem. Dodał też, że nie wiedział, iż łamie prawo.

Całą odpowiedzialność za oszustwa podatkowe wziął na siebie ojciec piłkarza, który jest jego menadżerem. Podczas zeznań stwierdził, że dokonywał wykroczeń, nie wiedząc, że działa wbrew prawu.
Ojciec i syn spędzili w budynku sądu ponad pięć godzin. Werdykt znany będzie jutro. Wiadomo jednak, że żadnemu z oskarżonych nie grozi więzienie, bo nie przewiduje tego wniosek prokuratora.
W 2007 roku Leo Messi przekazał prawa do swojego wizerunku zagranicznym firmom w Urugwaju i Belize - w krajach, w których nie płaci się podatków. Dzięki temu zaoszczędził 4,1 mln euro. Przed ponad rokiem Jorge Messi - ojciec piłkarza - wziął całą winę na siebie i oddał Urzędowi Podatkowemu zatajoną sumę - 4 miliony 100 tysięcy euro.
Zdaniem obserwatorów, trwający w Barcelonie proces ma być przede wszystkim przestrogą dla elitarnych sportowców, którzy chcieliby ukryć swoje dochody. Przypominają, że Leo Messi rocznie zarabia około 60 milionów euro. Płaci jednak niespełna 25 procent podatku - czyli prawie tyle, co najniżej uposażeni. Od 12 lat w Hiszpanii obowiązuje tzw. prawo Beckhama, na mocy którego najlepiej zarabiający sportowcy płacą o połowę niższe podatki niż powinni.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ewa Wysocka-Barcelona/mg/nyg































































