Zakochany żołnierz na misji, więzień z Burkina Faso, wnuczek w tarapatach – oni wszyscy chcieliby twoich pieniędzy. Walentynki to okazja dobra jak każda inna do wyłudzenia pieniędzy od naiwnych. Oszuści dają nadzieję, a później opróżniają portfele. Zobaczcie, jak to robią – krok po kroku.
Sztandarowe sposoby naciągaczy opisywaliśmy wielokrotnie, m.in. w artykułach „Uwaga na oszustów. Pokazujemy ich metody” i „Jak rozpoznać oszusta? Najpopularniejsze metody wyłudzania pieniędzy” (jeśli ich nie czytaliście, nadróbcie koniecznie). Pretekstem do dzisiejszego tekstu są Walentynki - nie brakuje bowiem metod kradzieży danych i pieniędzy, które wykorzystują słabość naszych serc. Donosi o nich policja, media lokalne, o wielu przypadkach – sami znajomi. Oto sześć schematów „z miłością w tle”, które - dla własnego dobra - lepiej znać.
Metoda „na amerykańskiego żołnierza”
Jak zwykle zaczyna się niewinnie – od zawarcia znajomości przez internet. Oszust podaje się za żołnierza zagranicznego kontyngentu przebywającego na misji, ewentualnie lekarza lub specjalistę ONZ. Na celownik bierze samotną kobietę, z którą przez kilka tygodni prowadzi korespondencję. Następnie oświadcza się jej przez internet i ubolewa, że nie jest w stanie przyjechać do Polski, bo nie ma środków na urlop. Tłumaczy, że na misji nie ma dostępu do swojego konta bankowego. Jakiś czas później kobieta dostaje spreparowany e-mail, wyglądający na autentyczną korespondencję z jednostki wojskowej lub ONZ. W e-mailu znajduje się informacja o kosztach urlopu na czas ślubu. Kiedy ofiara ureguluje rachunek, „jednostka” żąda kolejnych pieniędzy – na bilet lotniczy, ubezpieczenie, opłaty lotniskowe itp. Są to kwoty sięgające dziesiątek tysięcy złotych. W przypadku jednej z oszukanych, 55-letniej gdańszczanki, pojawiła się nawet informacja o tym, że jej ukochany nie może opuścić strefy ze względu na działania wojenne. Potrzebny jest transport prywatnym śmigłowcem. Ofiara straciła w ten sposób 200 tys. zł. Przyszły mąż oczywiście się nie zjawił.
Metoda „na walentynkowego robaka”
Walentynki są dobrą okazją, by rozesłać do zakochanych walentynkowy spam. Na losowo wybrane adresy e-mail trafiają wirtualne kartki od tajemniczego wielbiciela, które kierują po szczegóły do załącznika lub pod wskazany w treści link. Wejście na adres lub uruchomienie pliku z załącznika infekuje komputer ofiary złośliwym oprogramowaniem. Jego działanie może być przeróżne. Wirus może blokować komputer i żądać okupu, instalować nakładki na systemy bankowości elektronicznej i przechwytywać hasła czy podsłuchiwać znaki wpisywane na określonych stronach na klawiaturze. Najczęściej kończy się to stratą oszczędności zgromadzonych w banku.

Metoda "na rachunek za randkę"
Serwisy randkowe to dla wielu osób idealne miejsce na znalezienie swojej drugiej połówki. W wielu przypadkach dostęp do takich stron jest płatny, co ma teoretycznie eliminować internetowych trolli. Zdarzają się jednak sytuacje, że dostęp wymaga wykupienia abonamentu w formie subskrypcji (SMS). Jak się później okazuje, wcale nie jest łatwo zrezygnować z członkostwa. Część serwisów wymaga pisemnej rezygnacji wysłanej w formie tradycyjnej na wskazany adres lub w inny sposób utrudnia anulowanie subskrypcji. Gdy tego nie zrobimy na czas, członkostwo automatycznie się odnowi na kolejny okres i zostaniemy obciążeni opłatą.
Metoda "na więźnia z Burkina Faso"
Albo innego równie egzotycznego dla nas kraju. Zaczyna się od SMS-ów z prośbą o pomoc. Rzekomy poszkodowany podaje się za zagranicznego turystę, który został bezpodstawnie zatrzymany i wtrącony do więzienia. Co ciekawe, pozwolono mu jednak zachować przy sobie telefon. Turysta prosi swoją ofiarę (wcześniej upatrzoną w sieciach społecznościowych) o pomoc w wydostaniu się z zakładu. Prosi o pożyczkę w wysokości kilku tysięcy euro, którą chce przeznaczyć na opłacenie wyjścia. Obiecuje, że niezwłocznie odda pieniądze. Miłość do bliźniego nakazuje ofierze udzielić pomocy. Po przelaniu środków na wskazany numer, kontakt z zagranicznym turystą się urywa.
Metoda "na wnuczka w opałach"
Bezwzględna metoda, która zbiera żniwo w całej Polsce. Oszuści podszywają się pod wnuczka i dzwonią do osób starszych z prośbą o pilną pożyczkę. Podają przy tym różne legendy. Mówią, że podpadli złym osobom i muszą oddać pieniądze, bo inaczej zginą. W innej wersji: spowodowali wypadek i muszą pilnie opłacić koszty, żeby nie trafić do więzienia. Babcie i dziadkowie oddają nierzadko ostatnie oszczędności, by pomóc ukochanemu wnusiowi. Po pieniądze przyjeżdża kolega, bo sam wnusio nie może. Kiedy środki trafią w ręce pośrednika kontakt z ofiarą się urywa. Nierzadko oszustwo to występuje w połączeniu z oszustwem na policjanta. W kluczowym momencie akcji pojawia się oszust podający się za funkcjonariusza, który tłumaczy, że senior może zostać ofiarą oszustwa na wnuczka. By uwiarygodnić przestępstwo, prosi o przekazanie pieniędzy oszustowi, który po nie przyjedzie. Dzięki temu „policja” będzie mogła złapać oszusta na gorącym uczynku jak tylko wyjdzie z mieszkania.
Metoda "na rachunek za porno"
Nie brakuje oszustów, którzy celują w osoby spędzające Walentynki samotnie. Zdarzały się przypadki podszywania pod serwisy z treściami pornograficznymi i wysyłania żądań do zapłaty. W treści wiadomości znajduje się informacja o oglądaniu treści pornograficznych bez uiszczenia abonamentu. W piśmie (wrzuconym do skrzynki) znajduje się numer rachunku, na który trzeba wpłacić rzekomą należność. W innym wypadku sprawa zostanie skierowana na drogę sądową. Nie brakuje takich, którzy chcąc uniknąć skandalu wpłacą pieniądze oszustom.






























































