Początek piątkowej sesji przyniósł to, na co akcjonariusze LPP czekali od ponad trzech lat. Akcje odzieżowej spółki ponownie przebiły magiczną barierę 10 000 złotych.


Gdańska spółka w pierwszej godzinie notowań drożała o ponad 1 procent, dzięki czemu cena jej akcji przebiła 10 000 złotych. Co więcej, wycena na poziomie 10 190 zł (dzisiejsze maksimum) oznacza najwyższy kurs w historii, który podbił kapitalizację spółki do 18,7 mld zł. Przypomnijmy, że już wczoraj, gdy na GPW zdecydowanie rządziły byki, akcje LPP podrożały o 9,12 proc.
W przypadku ceny akcji LPP warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Zgodnie z nowymi regulacjami wprowadzonymi przez GPW, krok notowań (tzn. minimalna kwota, o jaką zmienić może się cena akcji) po przekroczeniu poziomu 10 000 zł wzrósł z 5 zł do 10 zł. Np. tuż po 10.00 akcje LPP potaniały na moment poniżej 10 000 zł, przez co krok notowań znów spadł do 5 zł.
Wielki wzrost i marzenia o splicie
Dziś może być to niewyobrażalne, ale cena emisyjna LPP podczas debiutu w maju 2001 roku wynosiła zaledwie 48 zł. Później rozpoczęły się ogromne wzrosty, które doprowadziły ostatecznie do pierwszego podejścia do przebicia symbolicznych 10 000 zł za akcję. Stało się to na początku 2014 r., choć jeszcze nieudanie. Jednak już na przełomie października i listopada tego samego roku granica ta została pokonana. Kurs LPP nie pozostawał na tych poziomach zbyt długo i już po kilku dniach, podczas których sięgnął rekordowych 10 064 zł, rozpoczął się gigantyczny spadek, po którym wycena spółki obniżyła się aż o blisko 60%.
Wzrost cen akcji LPP sprawia, że jej założyciele – Marek Piechocki i Jerzy Lubianiec – pną się w górę listy najbogatszych Polaków. Każdy z nich dysponuje obecnie pakietem wartym ok. 1,75 mld złotych. Dla porównania, jeszcze w ubiegłym roku każdy z nich był wart niespełna miliard złotych.

Walory LPP pozostają nominalnie najdroższymi akcjami notowanymi na GPW. Na miejscu drugim i trzecim, z olbrzymią stratą do lidera, znajdują się Benefit Systems (1160 zł) oraz Wawel (1070 zł). Drobni inwestorzy od lat marzą o splicie akcji LPP (tzn. wzroście liczby akcji i jednoczesnym obniżeniu ich ceny), który otworzyłby możliwość zainwestowania w spółkę osobom z mniej zasobnym portfelem. Jak wynika z ostatniego badania OBI, blisko połowa polskich inwestorów indywidualnych dysponuje portfelem mniejszym niż 50 000 zł, co mocno utrudnia lub wręcz przekreśla możliwość zainwestowania w LPP przy zachowaniu należytego poziomu dywersyfikacji.
Na split szanse są jednak nikłe, ponieważ kontrolujący spółkę Marek Piechocki i Jerzy Lubianiec obawiają się utraty uprzywilejowanej pozycji. Chociaż obaj panowie mają po 9,5 proc. akcji spółki, to każdy z nich dysponuje 27 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Stary kodeks spółek handlowych, który przestał obowiązywać na przełomie wieków, dopuszczał przyznanie jednej uprzywilejowanej akcji aż pięciu głosów. Po nowelizacji prawa, maksymalny dopuszczany stosunek wynosi już tylko 1:2. Zdaniem prawników utrzymanie uprzywilejowanego statusu w przypadku ewentualnego splitu nie jest kwestią do końca oczywistą, wobec czego właściciele wolą nie eksperymentować w tak ważnej sprawie.
Michał Żuławiński





























































