REKLAMA
Tour de spółki

Kusznierewicz: Biznes kosztuje więcej niż olimpijskie medale

2014-11-02 06:00
publikacja
2014-11-02 06:00
Bankier.pl

– Dzisiaj jestem przede wszystkim przedsiębiorcą, mniej sportowcem – deklaruje w rozmowie z Bankier.pl Mateusz Kusznierewicz.  Akademia Kusznierewicza, Kurs Na Sukces, Premium Yachting, Magazyn Kusznierewicza, a teraz ZOOM.ME – to przykłady inicjatyw biznesowych, które z sukcesem rozwija. O tym, jak sportowiec odnajduje się w roli przedsiębiorcy, opowiada w rozmowie z Bankier.pl

(Bankier.pl)



W biznesie zaczynał od grabienia ogródka u swoich sąsiadów, później zajął się produkcją pokrowców na łódki, które sprzedawał na całym świecie. Znany jest jednak przede wszystkim z kariery sportowca. Na koncie ma dwa olimpijskie medale w żeglarstwie, tytuły mistrza świata i Europy.

Mateusz Kusznierewicz przyznaje, że nie ma wykształcenia, które mogłoby przydać się w biznesie. Jest za to bacznym obserwatorem, który uczy się na sukcesach i porażkach innych. Z uwagą śledzę, jaką drogę przeszli Zbyszek Niemczycki, Jan Kulczyk czy Steve Jobs – i to jest dla mnie znakomita lekcja – mówi w rozmowie z Bankier.pl. Właśnie uruchamia kolejne przedsięwzięcie, którego inwestycja szacowana jest na poziomie kilku milionów dolarów i – jak sam mówi - kosztowała go więcej pracy, wysiłku i przygotowań niż start w olimpiadzie.

Jagoda Klonowska, Bankier.pl: Mateusz Kusznierewicz to obecnie sportowiec, biznesmen, działacz społeczny, wykładowca? Która z tych aktywności jest teraz Panu najbliższa?

Mateusz Kusznierewicz: Rozmawiamy w chwili, gdy jestem w drodze na konferencję, podczas której poprowadzę wykład motywujący pracowników dużej firmy. Jutro natomiast cały dzień poświęcę na temat nowych technologii, a pojutrze będę przygotowywał ofertę na przyszły rok dla Akademii Kusznierewicza.

Tak naprawdę zajmuję się więc każdą z tych aktywności. Nie mogę powiedzieć, że wszystkim po trochu, bo staram się każdemu obszarowi poświęcić niezbędny i precyzyjnie zaplanowany i wyznaczony czas. Jedno jest pewne, dzisiaj jestem przede wszystkim przedsiębiorcą, mniej sportowcem.

Uruchomił Pan naprawdę wiele inicjatyw biznesowych i pozabiznesowych – Akademia Kusznierewicza, Premium Yachting, Kurs Na Sukces, jest Pan prezesem  Fundacji Gdańskiej czy wreszcie najnowszy pomysł na biznes – ZOOM.ME. Jakie funkcje Pan pełni w tych przedsięwzięciach i czy uczestniczy aktywnie w ich codziennej działalności?

W projekcie ZOOM.ME faktycznie codziennie poświęcam się działaniom operacyjnym. Jestem pomysłodawcą i liderem zespołu. Natomiast w przypadku pozostałych działalności, przede wszystkim Akademii czy Fundacji, jestem już tylko liderem, frontmanem, osobą, która wyznacza kierunki, inicjuje nowe przedsięwzięcia, szuka rozwiązań lub gasi pożary. Wykłady i szkolenia z zakresu motywacji, komunikacji, stress managementu i rozwoju osobistego prowadzę samemu, ale mam zespół, który organizuje i koordynuje wszystko, co dzieje się dookoła. Muszę mieć to wszystko dobrze poukładane i myślę, że na razie sobie całkiem nieźle radzę. Jednak fajnie by było, gdyby doba była trochę dłuższa.

Sprawności w biznesie może dostarczać odpowiednia wiedza. Posiada Pan jakiekolwiek wykształcenie w tym zakresie?

Żadnego, przyznaję się bez bicia. Studiowałem turystykę i rekreację na warszawskim AWF-ie. Szkołą biznesu jest dla mnie życie. Jestem obserwatorem, bardzo dużo czytam. Inspirują mnie przede wszystkim wywiady i biografie, z uwagą śledzę, jaką drogę przeszli Zbyszek Niemczycki, Jan Kulczyk czy Steve Jobs - i to jest dla mnie znakomita lekcja. Najwięcej uczę się też przez praktykę.

Obserwował Pan ten świat biznesu w przeszłości? Wiadomo - sportowcem można być tylko przez jakiś czas, potem trzeba niejako na nowo układać sobie życie.

Zawsze chciałem w życiu spróbować różnych rzeczy. Zanim zostałem sportowcem próbowałem swoich sił w muzyce, chodziłem na zajęcia rysowania, na kółko astronomiczne.

A zajęcia za pieniądze?

W biznesie zaczynałem od grabienia ogródka u swoich sąsiadów, później zająłem się produkcją pokrowców na łódki, które sprzedawałem na całym świecie. Zawsze gdzieś ta przedsiębiorczość ze mnie emanowała.

Nie chciał Pan – jak często u byłych sportowców – zostać zawodowym trenerem?

Trenerem nigdy nie chciałem być, to nie dla mnie, jestem tego pewien. Co prawda, mam swoją akademię , ale wiedzę przekazuję przez innych trenerów.

Zobacz, jak sportowiec funkcjonuje w świecie biznesu »

To, ilu sportowców widać choćby w reklamach, każe sądzić, że biznes sam puka do ich drzwi. Spotykał się Pan z propozycjami ludzi ze świata biznesu, żeby do nich dołączyć? Jakie to były branże?

Większość rzeczy nie jest przypadkiem w moim życiu. Świadomie je inicjuję. Są to przemyślane i zaplanowane zdarzenia. Oczywiście wielokrotnie otrzymywałem propozycje związane z wykorzystaniem mojego wizerunku czy także umiejętności i wiedzy. Jednak większość rzeczy sam wymyślam i szukam drogi, żeby je zrealizować.

Pokuśmy się o małe porównanie. Więcej pracy i poświeceń wymagała kariera sportowca czy dziś prowadzenie biznesu?

Na przykładzie ZOOM.ME mogę z całą pewnością powiedzieć, że więcej energii, czasu, wyrzeczeń i zaangażowania kosztowało mnie to przedsięwzięcie niż przygotowania olimpijskie.

(Bankier.pl)

Życie sportowca jest ciężkie i intensywne, ale to, jakim wyzwaniem było zrealizowanie ZOOM.ME, jest nieporównywalnie większe, nawet w zestawieniu z przygotowaniami do olimpiady i zdobyciem medalu.

Kariera odnoszącego sukcesy sportowca czy biznesmena – co, na Pana przykładzie bazując, bardziej opłaca się finansowo?

Gdyby zsumować wszystkie nagrody sportowe i pieniądze pozyskane ze sponsoringu, to jeszcze na razie przewagę ma sport. Ale myślę, że już w tym roku biznes może wyjść na prowadzenie.

Zwłaszcza że żeglarstwo to chyba bardzo kosztowny sport, do którego raczej się dokłada?

O tak, jest takie powiedzenie, że żeby w żeglarstwie zostać milionerem, najpierw trzeba być miliarderem. To bardzo kosztowny sport. Niczym skarbonka bez dna.

Ja na początku kariery odniosłem ogromny sukces i zdobyłem złoty medal olimpijski, co pozwoliło mi przyciągnąć do siebie uwagę dużych sponsorów. W ciągu swojej kariery sportowej współpracowałem aż z 26 dużymi firmami i instytucjami. To także ich wsparcie finansowe pozwoliło mi realizować się w żeglarstwie.

W jakiej kondycji są dzisiaj Pańskie firmy? Które radzą sobie najlepiej?

Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że odnieśliśmy znaczący sukces biznesowy w przypadku ZOOM.ME. Ale takim najbardziej solidnym fundamentem biznesowym są dla mnie szkolenia i wykłady w ramach projektu Kurs na Sukces, w którym się bardzo wyspecjalizowałem i, nieskromnie mówiąc, jestem ceniony.

Wkładał Pan w podejmowane inicjatywy swoje środki czy raczej szukał sponsorów?

W większości są to przypadki, w których ja sam inwestuję własne środki. W przypadku ZOOM.ME znalazłem bardzo mocnego partnera w postaci poznańskiej firmy GOCLEVER, która wzięła na siebie ciężar inwestycji finansowej.

Porozmawiajmy zatem o Pana najnowszym projekcie, który wchodzi właśnie na rynek. Czym podbije mocno konkurencyjny przecież rynek nowych technologii?

ZOOM.ME to bardzo prosty pomysł, który zrodził się w mojej głowie latem zeszłego roku i który zrealizowałem w polskim zespole.  

(Bankier.pl)

ZOOM.ME to przede wszystkim funkcjonalność, która stanowi dopełnienie smartfona pełniącego coraz częściej rolę aparatu fotograficznego.

Ktoś to Panu podpowiedział?

Nie. Podczas zabawy z córką wykonałem smartfonem zdjęcia, które chciałem wysłać bezpośrednio do moich bliskich za pomocą najlepiej kilku prostych ruchów. Nie mailem, którego mój tata odbierze po kilku godzinach. Także nie MMS-em, ponieważ mama posiada tylko jakiś prosty telefon. Chciałem wysłać je bezpośrednio na ekran, który w czasie rzeczywistym wyświetla zdjęcia i tylko zdjęcia. Czegoś takiego nie było na rynku, a jeśli było, to źle wymyślone albo brzydko i w skomplikowany sposób skonstruowane. Wzięliśmy się więc do pracy i w polskim zespole stworzyliśmy projekt na skalę światową. ZOOM.ME to bezpłatna aplikacja dostępna na najbardziej popularne systemy operacyjne w smartfonach i jednocześnie urządzenie, które jest ekranem, czyli tzw. ZOOM-ka. Można ją nabyć w sieci T-Mobile oraz w sklepach z elektroniką oraz w Empiku – w wersji wi-fi za 249 zł, a w wersji 3G o 100 zł drożej. Śmieję się, że pomysł jest prosty jak drut, ale widzę, że znakomicie przyjął się na rynku.

Jakie kroki podjął Pan po tej pierwszej inspiracji, że dzisiaj rozmawiamy już o gotowym produkcie?

No właśnie, od pomysłu do jego realizacji jest zawsze bardzo długa droga. Znam wiele osób, które mają świetne pomysły, ale nic z nimi nie robią. Sam też na początku kompletnie nie wiedziałem, jak urzeczywistnić swoją ideę. Przypadek sprawił, że pomocy nie musiałem szukać daleko. Podczas kolacji ze znajomym lekarzem opowiedziałem o swoim pomyśle, a on skontaktował mnie z Krzysztofem Trzebuniakiem z DICE+, który akurat dzień wcześniej był u niego w gabinecie lekarskim. Krzysiek z kolei przedstawił mi Romana Panka i innych chłopaków z GOCLEVER.

W ten sposób dotarłem do ludzi, którzy doskonale znają się na biznesie i nowych technologiach i stworzyliśmy razem zespół. Początkowo nakłady związane z projektem ZOOM.ME były małe, ale kiedy przystąpiliśmy do wytwarzania produktu, potrzebnych było już kilka milionów dolarów. Dzięki temu, że współpracowałem z GOCLEVER, realizacja projektu okazała się możliwa..

Śledząc Pańską historię, nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że to na pewno nie koniec. Jakie ma Pan plany na najbliższą biznesową przyszłość?

Pomysłów w głowie mam jeszcze kilka. Nie wszystkie mogę zdradzić, nie wszystkie będę mógł też zapewne zrealizować. Właśnie wyszedłem ze spotkania z Intelem, a za chwilę spotykam się z przedstawicielami firmy Microsoft. Przymierzamy się do realizacji kolejnego przedsięwzięcia z dużymi graczami. Bardzo pasjonujące i ciekawe rzeczy się dzieją teraz w moim życiu. Może tak naprawdę ZOOM.ME to tylko początek?

Rozmawiała Jagoda Klonowska, Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Prowadź konto za 0 złotych w banku Pekao S.A.

Prowadź konto za 0 złotych w banku Pekao S.A.

Advertisement

Komentarze (11)

dodaj komentarz
~Tom
Zawsze znajdzie się coś za co można człowieka znienawidzić.A my Polacy jesteśmy specjalistami w szukaniu...Facet był mistrzem olimpijskim. Ilu takich mieliśmy? Może trochę szacunku.No tylko trudno szanować w Polsce kogoś kto jest przystojny, osiągnął sukces, jest bogaty i popularny.Oj tego to my nie znosimy! A niech go szlag
~foxi
Rzeczywiście ten gość sam sobie za pieniądze robi reklamę i jak już pisałempowinien spróbować w TV. Tam dla takich "gwiazd" jak on mają tam występy taneczne na parkiecie. Albo niech razem z tą kudłatą opowiada naiwniakom jak gotować grochówkę ...Po prostu to wyjątkowo żałosny gość.
~wwff
Artykuł sponsorowany, ale ciekawy. Warto przeczytać. Krytycy mogą zazdrościć. Jeżeli knajpa słabo ciągnie, to znaczy, że facet uczy się na błędach i ucieka do przodu w inne projekty. Trzymam kciuki.
~znawca
Jeśli nie będziemy stale dążyć do sukcesu, to nigdy o nie osiągniemy. Nie ukrywajmy, że 99% sukcesów jest okupione ciężką pracą. Sposobów na bycie bogatym jest wiele - inwestycje w nieruchomości, giełda, własna firma... Polecam artykuł, który opisuje wiele dróg prowadzących do bogactwa. http://independenttrader.Jeśli nie będziemy stale dążyć do sukcesu, to nigdy o nie osiągniemy. Nie ukrywajmy, że 99% sukcesów jest okupione ciężką pracą. Sposobów na bycie bogatym jest wiele - inwestycje w nieruchomości, giełda, własna firma... Polecam artykuł, który opisuje wiele dróg prowadzących do bogactwa. http://independenttrader.pl/169,jak_zostaje_sie_rentierem.html
~Dirkloter
To zoom sre to taki trochę syfiasty pomysł dla emerytów bez facebooka lub mejla. Dziwne, że ktoś wydaje na to pieniądze. No ale ludzie też kupują fiaty multiple więc co w sumie nic mnie nie dziwi.
~endi
postarzał się dziadek , oj postarzał , ma już wnuki ?
~dadek
Oj ludziska nauczcie się czytać między wierszami - przecież to artykuł sponsorowany o zoom.me
~Daniel
dadek__Jasne, że tak. Tyle tylko, że jak ktoś celuje wysoko(miliony dolarów- cały świat zwojuję) to po jakiego .... reklama w Polsce??? Może jest tak, że właśnie w Polsce chce opychać chłam-bo nikt normalny nie chce???
~dadek odpowiada ~Daniel
niestety u nas trochę cienko z innowacjami , które mogą zawojować świat. Ostatnio dosyć dużo pojawia się na ten temat artykułów i niestety wszystkie mają jeden wydźwięk - w Polsce nie ma innowacji bo nikt nie chce wydawać pieniędzy na coś co na początku przynosi straty. W ameryce każda większa firma ma komórki niestety u nas trochę cienko z innowacjami , które mogą zawojować świat. Ostatnio dosyć dużo pojawia się na ten temat artykułów i niestety wszystkie mają jeden wydźwięk - w Polsce nie ma innowacji bo nikt nie chce wydawać pieniędzy na coś co na początku przynosi straty. W ameryce każda większa firma ma komórki badawczo rozwojowe które pochłaniają części zysku wypracowanego przez działalność podstawową.Reasumując, życzę mu żeby zawojował świat bo trochę kasy na pewno w to utopił i fajnie by było gdyby pokazał nam, że innowacyjne myślenie się opłaca :)
~foxi
Co on może mieć w głowie po takiej szkole ?Powinien popróbować z TV w tańcu z gwiazdami - tam takich "biznesmenów" oklaskują ...

Powiązane: Biznes od kuchni

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki