Trwa okres wyraźnej słabości złotego. Od tygodnia kurs euro utrzymuje się wyraźnie powyżej 4,50 zł, pozostając w zasięgu kilku groszy od wieloletnich szczytów z 2020 roku. Po kilku dniach spadków w górę ruszyły też notowania dolara.


W poniedziałek o 9:52 kurs euro wynosił 4,5819 zł i był nieznacznie wyższy niż przed weekendem. W ubiegłym tygodniu złoty usiłował odrabiać straty z łomu lutego i marca, ale sprawę pogorszył komunikat Narodowego Banku Polskiego. NBP ogłosił, że gotowy jest zwiększyć program skupu obligacji skarbowych (QE). Najbliższy przetarg skupu obligacji skarbowych zaplanowany jest na środę, 17 marca.
Stanowisko NBP można traktować jako odpowiedź na czwartkowy komunikat Europejskiego Banku Centralnego. EBC co prawda nie zdecydował się zwiększyć skali QE (obecnie 1,85 bln euro), ale zapowiedział przyspieszenie „dodruku pieniądza” przez następny kwartał. Zarówno oświadczenie NBP jak i EBC można interpretować jako próbę zatrzymania wzrosty rentowności obligacji skarbowych, jaki obserwowany jest od połowy lutego.
Tymczasem główna para walutowa świata znów notowana jest poniżej 1,20 dolara za euro. W rezultacie cena amerykańskiej waluty na polskim rynku podniosła się o prawie grosz, dochodząc do 3,8383 zł. To jednak wciąż mniej niż tydzień temu, gdy dolar kosztował nawet 3,8843 zł i był najdroższy od listopada.
Kurs franka szwajcarskiego kształtował się na poziomie 4,1281 zł, a więc o 1,5 grosza wyższym niż przed weekendem. Za funta brytyjskiego płacono prawie 5,35 zł, a więc także o niemal dwa grosze więcej niż w piątek wieczorem.

KK




























































