Środowy poranek przyniósł dalszy wzrost kursu euro. Rynek walutowy z lekkim niepokojem oczekuje na wieczorny komunikat z amerykańskiej Rezerwy Federalnej.


W środę o 9:45 kurs euro kształtował się na poziomie 4,5262 zł, czyli nieco powyżej poziomu z zakończenia wtorkowego handlu. Przez poprzedni tydzień kurs EUR/PLN poszedł w górę już o przeszło 7 groszy po tym, jak na początku czerwca znalazł się na najniższym poziomie w tym roku.
Początkowo złotemu szkodziły przede wszystkim wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego, który usiłował zbić rynkowe oczekiwania na rychłą podwyżkę stóp procentowych. Później uaktywnili się inni „gołębi” członkowie Rady Polityki Pieniężnej, co także nie pomagało polskiej walucie.
Jednakże teraz uwaga rynku powinna skupić się na sytuacji globalnej. O 20:00 czasu polskiego pojawi się długo wyczekiwany komunikat z Fedu. Część inwestorów może się obawiać, że w obliczu bardzo wysokiej inflacji w USA kierownictwo Rezerwy Federalnej zasygnalizuje korektę ultra-ekspansywnego kursu w polityce monetarnej. Takim sygnałem mogłaby być sugestia ograniczenia programu skupu obligacji (QE, zwanego potocznie „dodrukiem pieniądza”) lub zmiana preferencji w kierunku szybszego zerwania z polityką zerowych stóp procentowych (na wykresie kropkowym).

Tymczasem notowania dolara amerykańskiego zarówno względem euro jak i polskiego złotego pozostają stabilne. Kurs USD/PLN w środę rano wynosił 3,7330 zł, utrzymując się w pobliży najwyższych poziomów od miesiąca.
Za franka szwajcarskiego trzeba było zapłacić 4,1558 zł. We wtorek kurs helweckiej waluty sięgnął nawet 4,1620 zł i był najwyższy od połowy maja. Przez ostatnie dwa tygodnie frank podrożał o ponad 10 groszy.
KK




























































