Na rynku walutowym dominują opinie, że obecna aprecjacja dolara jest zwykłą korektą ostatnich bardzo dynamicznych wzrostów. Sygnałem do ponownego zakupu „zielonych” były wzrosty na giełdach wywołane nadzieją na poprawę sytuacji w sektorze bankowym. Inwestorzy potraktowali wczorajsze odpisy w UBS i Deustche Banku jako apogeum ostatniego kryzysu, a udana emisja obligacji zamiennych Lehman Brothers doprowadziła do silnych wzrostów na Wall Street.
Jednakże pesymiści twierdzą, że w średnim terminie dolar może nadal tracić na wartości, w miarę jak kolejne dane z gospodarki będą świadczyć o wystąpienie recesji w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj inwestorzy zapoznają się z raportem firmy ADP Employment, który ma pokazać spadek zatrudnienia w amerykańskich firmach o 45 tys. etatów. Dane te uważane są za wiarygodny prognostyk oficjalnego raportu Departamentu Pracy, który zostanie opublikowany w piątek.
„Nie zauważyłem, żeby amerykańska gospodarka weszła w fazę wzrostu. Możemy mieć wzrosty korygujące zbyt duże spadki, lecz nie dostrzegam żadnego czynnika, który by sprawiał, że dolar ma lepsze fundamenty niż wczoraj” – powiedział agencji Bloomberga Axel Merk, zarządzający w Merk Hard Currency Fund.
Wpływ na notowania dolara będzie miał też zapewne Ben Bernanke, który po południu będzie mówił na temat załamania w amerykańskim systemie finansowym. Przemówienie szefa Fed-u rozpocznie się o godzinie 15:30.
Tymczasem o godzinie 9:50 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5612 dolara, czyli o 0,04% niżej niż na zamknięciu wczorajszych notowań. Dolara można było też zamienić na 101,85 jenów, czyli o 0,06% więcej niż we wtorek.
K.K.































































