Spekulacje o wycofaniu się rządu z nieefektywnego programu współfinansowania odsetek przybierają na sile. Siła spekulacji jest tym większa, im bardziej resort finansów skupia się na łataniu przyszłorocznej dziury budżetowej. Przypomnijmy, że program „Rodzina na swoim” miał ułatwić zmaganie się z drogim kredytem budowlanym. Budżet państwa we współpracy z bankami miał dostarczać tańszego finansowania planów inwestycyjnych Polaków. I dostarczył, mniej jednak niż można byłoby oczekiwać.
| "Rodzina na swoim" to szansa na własne mieszkanie dla małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci. Jakie warunki musisz spełniać, żeby dostać kredyt z dopłatami? Poznaj szczegóły. |
Lepiej nie czekać
Kolejno – dopłatą objęte są jedynie kredyty na sfinansowanie budowy lub zakupu domu o powierzchni nie przekraczającej łącznie 140 mkw., co więcej koszt budowy mkw. nie może przekraczać 140 proc. średniego kosztu budowy w wybranym województwie. Przykładowo w czwartym kwartale br. w województwie dolnośląskim jest to 4811 zł, a w mieście Wrocław 6655 zł. Dla Warszawy 7699 zł, dla pozostałej części województwa mazowieckiego 5539 zł. Warto zwrócić uwagę na limity, szczególnie wtedy, gdy budowę domu zlecamy deweloperowi. W kolejnych latach limity mogą się zmieniać, warto jednak zasygnalizować, że resort infrastruktury wycofuje się z tego projektu i chce rozwijać budownictwo na wynajem. Niestety od czasów likwidacji ulgi odsetkowej inwestorzy są zaskakiwani często różnymi programami wsparcia, ale jeszcze częściej szybką ich likwidacją. Planując inwestycję, nie opłaca się więc czekać. Program stopniowo będzie raczej likwidowany.

Niższe koszty, lepsza perspektywa
Na „normalnym” rynku kredytowym okazuje się, że mamy pewne ożywienie. Już nie tylko w związku z „Rodziną na swoim”. Zresztą często okazuje się, że oferta w ramach programu ma często tak wysoką marże banku, że taniej jest w innym banku skorzystać ze zwykłej oferty. Dopłaty wydają się w takiej sytuacji niepotrzebne, a jedynym ich beneficjentem w wielu wypadkach okazują się same banki. Walka o klienta jest coraz bardziej widoczna w tabelach prowizji i opłat, a także w wysokości marż. W przeciwieństwie do innych produktów, banki w kredytach hipotecznych wracają do kredytów bez prowizji i zachęcają promocyjnymi warunkami. O ile jeszcze niedawno trudno było liczyć na marżę doliczaną do stawki bazowej niższą od 4 proc., to w tej chwili najlepsze banki na rynku oferują już nawet tylko 1,7 proc. Co prawda zwykle trzeba skorzystać z „promocji” polegającej na zakupie dodatkowej usługi lub zapłacić wysoką jednorazową prowizję, ale widać, że jest już lepiej. Do czasów, gdy banki pobierały jedynie symboliczne prowizje przy udzielaniu kredytów, a marże doliczane do stopy WIBOR 3M wynosiły 0,5-1 proc. już chyba nigdy niestety nie wrócimy. Ale pocieszające jest to, że po kryzysie kiełkuje ożywienie i to coraz śmielej. Dla potencjalnych kredytobiorców, to czas łatwiejszych decyzji i korzystniejszych wyborów.
Bogusław Półtorak,
Główny Ekonomista Bankier.pl S.A.
Współpraca Natalia Galińska































































