REKLAMA

Korona to nowy frank? Czechy nie chcą iść w ślady Szwajcarii

Michał Żuławiński2017-01-30 08:29analityk Bankier.pl
publikacja
2017-01-30 08:29

W ostatnich latach czeska korona porównywana była do franka szwajcarskiego. Czesi głowią się teraz, jak nie pójść w ślady Szwajcarów i nie doprowadzić do powtórki z „frankogedonu”.

Porównania Czech i Szwajcarii nie są tematem nowym. Ich autorzy najczęściej zwracają uwagę na walory krajobrazowe (stąd Czeska Szwajcaria), historię (reformacja) czy otoczenie (brak dostępu do morza i graniczenie z państwami UE). Dla nas kluczowe jest jednak inne, czysto finansowe podobieństwo.

Jednym z nieoczekiwanych skutków kryzysu finansowego było to, że o Czechach zaczęło mówić się jako o jednej z bezpiecznych przystani – miejscu, w którym, ze względu na rozmaite napięcia w USA, Europie Zachodniej czy Japonii, globalni inwestorzy „parkują” swój kapitał. Był to kolejny powód, dla którego porównywano naszych południowych sąsiadów ze Szwajcarią, która statusem bezpiecznej przystani cieszy się od wielu dekad.

Czeska przystań

W elitarnym gronie Czesi znaleźli się z wielu względów. Wymienić można m.in. ograniczony dług i deficyt, perspektywy dalszego wzrostu gospodarki czy relatywnie wysoki rating (np. w S&P Czechy mają ocenę o 4 poziomy wyższą od Polski). Etykietka bezpiecznej przystani ma niewątpliwe zalety – dość powiedzieć, że waluta się umacnia, przez co jej posiadaczy stać na więcej, a koszty obsługi długu publicznego wyraźnie spadają. Status ten wiąże się jednak ze zjawiskami, które często niepokoją władze zarówno polityczne, jak i monetarne.

W listopadzie 2013 r. Czeski Bank Narodowy poszedł w ślady Szwajcarskiego Banku Narodowego i postanowił publicznie ogłosić, że będzie interweniował na rynku walutowym tak, aby utrzymać kurs na poziomie minimum około 27 koron za euro. Minimum, ponieważ zobowiązanie złożone przez CNB było „jednostronne” i dopuszczało możliwość osłabienia waluty na zasadach rynkowych. Około, ponieważ bank centralny nie zdecydował się na podanie dokładnego kursu, aby nie dawać pożywki spekulantom.

Jak zapewniał wówczas czeski bank, instrument ten został wykorzystany po to, aby osiągnąć cel inflacyjny – wcześniejsze, bardziej standardowe środki w postaci obniżania stóp procentowych (0,05% od listopada 2012 r.) nie przyniosły bowiem efektu. Poza deklarowaną obawą o zbyt niską inflację (im mocniejsza waluta, tym dla jej posiadaczy tańsze są importowane dobra), dodatkowym, acz niewypowiedzianym, powodem ścisłego powiązania własnej waluty z euro była obawa czeskich władz przed raptownym i wyraźnym umocnieniem korony. Takie zjawisko mogłoby bowiem zaszkodzić lokalnym eksporterom i stać się kulą u nogi dla nie najgorzej rosnącej i nastawionej na wymianę zagraniczną gospodarki (im mocniejsza waluta, tym dla eksporterów niższa opłacalność prowadzenia biznesu). 

Interwencje na rynku walutowym w celu trzymania kursu własnej waluty w ryzach polegają na skupowaniu przez bank centralny walut zagranicznych za walutę własną, a więc taką, której nigdy mu nie zabraknie (bo sam może ją kreować). Oddajmy głos samemu bankowi:

- Czeski Bank Narodowy może użyć nieskończonej ilości koron w celu zakupu zagranicznych walut, jako że sam jest emitentem czeskiej waluty, zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej. Jeżeli będzie to konieczne, CNB będzie gotów do interwencji na rynku walutowym w takiej skali i przez taki okres, jakie będą potrzebne do utrzymania założonego kursu walutowego, co ma na celu wypełnienie celu inflacyjnego banku – czytamy na stronie CNB.

Wystarczy rzut oka na kurs EUR/CZK, aby zauważyć moment, w którym Czesi zdecydowali się przyjąć poziom 27.

Napływ skupowanych walut zagranicznych prowadzi do wzrostu rezerw walutowych. Od listopada 2013 r. do grudnia 2016 r. (ostatnie dostępne dane), stan czeskich rezerw wyrażony w koronach i euro niemal się podwoił (stan w dolarach wzrósł mniej, ze względu na umocnienie amerykańskiej waluty).

Poruszając się przez gąszcz wykresów i wyliczeń, warto wciąż mieć w pamięci, co było oficjalnym celem powiązania kursu korony z kursem euro. Inflacja, której czeski bank centralny nie był w stanie wywołać samym obniżeniem stóp (w świecie taniejącej ropy naftowej nie udało się to niemal nikomu), na początku tego roku wróciła nad Wełtawę z przytupem i o wiele wcześniej, niż się spodziewano.

Już grudniowe dane pokazały roczną dynamikę cen na poziomie 2%, co stanowi dokładny środek tarczy celu inflacyjnego CNB. Spora w tym zasługa efektu niskiej bazy (to samo zjawisko obserwujemy w Polsce), a głównym komponentem inflacji jest wzrost cen paliw oraz żywności. Dodatkowo, w ramach walki z szarą strefą, pod koniec roku wdrożono w Czechach system elektronicznej ewidencji sprzedaży (na razie tylko w hotelach i gastronomii, niebawem w kolejnych sektorach), co zdaniem banku centralnego dodatnio wpływa na inflację.

W takiej sytuacji przedstawiciele banku centralnego powtarzają, że cel inflacyjny interpretują w dłuższym okresie, zaś sama inflacja musi być stabilna i widoczna także w drugiej połowie roku. Ba, nawet perspektywa przekraczania celu inflacyjnego zdaje się być na stole.

- Jako że pozostawaliśmy poniżej celu przez długi czas, byłoby uzasadnione pozostawanie powyżej tej granicy również przez pewien czas. To, że inflacja dobije do 2%, nie jest absolutnie kluczowe dla naszej decyzji – powiedział w wywiadzie dla HlídacíPes były premier, a obecny prezes CNB Jiri Rusnok, który latem ubiegłego roku zastąpił odchodzącego po sześciu latach Miroslava Singera.

fot. DAVID W CERNY / / FORUM

W ostatnich komunikatach banku da się jednak zauważyć świadomość konieczności zmiany kursu – skoro bowiem inflacja wraca do Czech, to będzie trzeba odstawić instrument, który miał ją pobudzić. Najnowsze „twarde zapewnienie” (nie pierwsze, ale wszystkie poprzednie daty graniczne sukcesywnie przekładano w przyszłość) mówi, że CNB nie zrobi nic przed nadejściem drugiego kwartału. Z ust przedstawicieli banku najczęściej słychać jednak, że nad kwestią zerwania powiązania z euro pochylą się w połowie tego roku. Rzut oka na kalendarz posiedzeń decyzyjnych wskazywałby na 29 czerwca lub 3 sierpnia, choć oczywiście zarząd banku może zebrać się dowolnego dnia na nadzwyczajnym posiedzeniu (tak, jak w 2015 r. zrobił to Szwajcarski Bank Narodowy).

Mimo nasuwających się skojarzeń, Narodowy Bank Czech nie ustaje w wysiłkach, które mają na celu przekonanie całego świata, że odejście od powiązania korony z euro nie odbędzie się na podstawie „scenariusza szwajcarskiego”. Dystansując się od Helwetów, Czesi przygotowali solidny zbiór różnic między sytuacją obu krajów, walut i banków centralnych.

Czechy to nie Szwajcaria

Po pierwsze, CNB zauważa, że w swoich poczynaniach kieruje się celem inflacyjnym, zaś SNB – przynajmniej formalnie – nie jest „zakładnikiem” inflacji CPI. Owszem, jak każdy bank centralny, również SNB ma przede wszystkim dbać o „stabilność cen”, jednak sam bank przyznaje, że w realizacji tego celu nie kieruje się jedynie wskaźnikiem CPI.

Po drugie, bilans i wyniki SNB stanowiły i stanowią istotną kwestię polityczną w Szwajcarii. Bank ten formalnie należy do wielu udziałowców (w tym władz kantonów i regionalnych banków), którym należy się dywidenda. Następująca w rok po rekordowym zysku z 2014 r. rekordowa strata za 2015 r., na które wpływ miały zmiany kursu prowadzenia polityki monetarnej, znacząco wahnęły strumieniem pieniędzy, który ostatecznie popłynął do akcjonariuszy. W przypadku Czech taka sytuacja nie występuje (interesariuszy jest mniej), zaś samym rezerwom w relacji do PKB (ok. 50%) daleko jeszcze do stanu, do którego doprowadzili Szwajcarzy (ponad 80%). Mało tego, CNB przez lata funkcjonował z ujemnym kapitałem, udowadniając tym samym, że banki centralne obowiązuje nieco inny rodzaj księgowości niż wszystkie inne podmioty.

fot. / / ingimage

Po trzecie, CNB zauważa, że czeski sektor eksportowy o wiele bardziej reaguje na zmianę kursu walutowego, a przy tym oparty jest głównie o relacje z partnerami ze strefy euro. W słynącej z luksusowych dóbr Szwajcarii handel zagraniczny jest natomiast zdywersyfikowany między euro i dolara.

Po czwarte i być może najważniejsze, Czesi od początku starali się grać z rynkiem we (w miarę) otwarte karty. Odejście od powiązania z euro uzależnione było osiągnięciem celu inflacyjnego (choć, jak wykazano powyżej, interpretować można go różnie), podczas gdy Szwajcarzy po prostu jednego dnia „weszli do strefy euro”, a po kilku latach z niej „wyszli”. CNB uważa dodatkowo, że korona była przewartościowana, a obecnie jej kurs odpowiada makroekonomicznym fundamentom, podczas gdy SNB tak przed laty, jak i obecnie twierdzi, że frank jest znacząco przewartościowany.

Ponadto, CNB już teraz zapowiada, że porzucając powiązanie kursu własnej waluty z kursem euro, nie przystąpi automatycznie do systemu „płynnych kursów walutowych”. Przeciwnie, Czesi zaznaczają, że zamierzają aktywnie stosować "kierowany kurs płynny”, czyli inaczej mówiąc, dokonywać interwencji na rynku walutowym w przypadku gwałtownych zmian kursu. Owszem, interwencjami regularnie straszą także Szwajcarzy, jednak w świecie banków centralnych, gdzie mocne słowa bywają warte miliardy, sięgnięcie po podręcznikowe pojęcie „kierowanego kursu płynnego” jest godne odnotowania.

Na koniec porównań czesko-szwajcarskich warto dodać, że CNB z dużą rezerwą podchodzi do ujemnych stóp procentowych, które SNB wprowadził tuż przed „frankogedonem” i które w tym pamiętnym dniu obniżył do rekordowo niskich poziomów. Opcja taka nie została zdjęta ze stołu, lecz czeski bank jasno zaznacza, że jej użycie wymagałoby bardzo specyficznych okoliczności. Co ciekawe, CNB przywołuje w tym kontekście m.in. spore zamiłowanie Czechów do gotówki, której obecność w obiegu ogranicza efektywność ujemnych stóp i możliwe komplikacje prawne (stopa depozytowa CNB warunkuje wysokość wielu stawek, kar itp.)

Koronna kwestia

Wszystkie powyższe rozważania w istocie stanowią wstęp do jednego, podstawowego pytania – jak zachowa się kurs czeskiej korony, gdy bank centralny odstąpi od obrony jej kursu? Elementarna logika podpowiada, że skoro korona jest sztucznie osłabiana, to „puszczona luzem” powinna się umocnić. Taki scenariusz kreślą rozmaite instytucje finansowe, które w raportach z ostatnich miesięcy nazywały umocnienie korony mianem „okazji 2017 r.”. W raportach tych najczęściej przewija się zejście z poziomu 27 koron za euro w rejony 25 – 25,50, a zatem powrót do stanu sprzed brzemiennej w skutki decyzji CNB.

Na przeszkodzie stoją jednak dwa czynniki. Pierwszy, o którym już wspomniano, to zapowiedź interwencji ze strony CNB. Drugi, znacznie ciekawszy, o którym również głośno mówi sam bank, to rozmiary rynku czeskich aktywów, które są nieporównywalnie mniejsze od frankowych.

- Widzimy znaczący wzrost długich pozycji. Mówimy o dziesiątkach miliardów euro. Porównując te kwoty z rozmiarami czeskiego eksportu, logicznym jest, że rynek jest wykupiony. Spekulanci grający na raptowne umocnienie korony mogą się nieźle sparzyć – powiedział w wywiadzie dla agencji Reutera, wiceszef CNB Vladimir Tomsik.  

Jeszcze prościej sprawę ujmował drugi wiceprezes, Mojmir Hampl, który w wywiadzie dla Bloomberga podzielił się kilkoma interesującymi spostrzeżeniami.

- Nie byłbym taki pewien, że po odstąpieniu od naszego zobowiązania, kurs korony może poruszać się tylko w jednym kierunku. Spodziewam się raczej zmiennej i bardziej wyboistej drogi do nowej równowagi. (…) Mamy hipotezę „braku drugiej strony”. My jako bank będziemy mieli euro, a skoro wszyscy będą chcieli kupić euro i wyjść z korony, to kto będzie drugą stroną transakcji jeżeli nie bank centralny? Dodatkowo inwestorzy posiadający obligacje rządowe będą musieli opuścić dwa rynki – rynek obligacji i rynek walutowy – aby zamknąć swoje pozycje. Będą musieli to zrobić w realiach relatywnie płytkiego rynku – stwierdził Hampl.

Czeski eksperyment

Porzucenie obrony kursu korony w obliczu nasilającej się inflacji będzie bez wątpienia tegorocznym ekonomicznym tematem numer jeden w Czechach. Mimo wszystkich podobieństw, korona to nie frank (czyt. jedna z głównych walut świata, na dodatek istotna dla kredytobiorców w naszym regionie) i rozmiary ewentualnego "koronogedonu" będą o wiele mniejsze.

Pewne jest jednak to, że za naszą południową granicą w najbliższych miesiącach działo się będzie bardzo, bardzo ciekawe. W obliczu tego, że RPP o podwyżce stóp dyskutować zacznie najpewniej pod koniec roku, warto zainteresować się Czechami. To, że w obecnym rozdaniu Polska była po skrajnie „konserwatywnej” i „tradycjonalistycznej” stronie bankowego peletonu, nie znaczy, że będzie tak zawsze. O działaniu wszelkich wynalazków – również tych monetarnych – najlepiej przekonywać się na cudzej skórze i walucie.

Źródło:
Michał Żuławiński
Michał Żuławiński
analityk Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Rynki Bankier.pl. Wraz z zespołem śledzi bieżące wydarzenia na polskiej giełdzie i globalnych rynkach finansowych, analizuje dane gospodarcze z kraju i ze świata, monitoruje politykę banków centralnych itp. Miłośnik nowych technologii, zarówno w obszarze mediów, jak i szeroko pojętego inwestowania. Laureat nagrody specjalnej w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego im. Władysława Grabskiego. Tel: 604 678 518

Tematy
Tanie konta dla zwolenników nowoczesnych rozwiązań – listopad 2021 r.

Tanie konta dla zwolenników nowoczesnych rozwiązań – listopad 2021 r.

Komentarze (68)

dodaj komentarz
~vt
Nie wiecie o co chodzi, w kwestii gospodarki Czesi dużo nadrabiają "przemysłem rozrywkowym" https://www.google.pl/#q=czech+videos
To jest fenomen, żadne inne analogiczne wyszukiwania z innymi państwami nie dają takich wyników :)
~niepelnosprawny_org
ja tam widze wzgledne umacnianie i stabilizowanie korony, choć ta lini od jakiegoś czasu moze lekko sugerowac jakby ktos chciał (komus pasowało) by pozostał na tym poziomie, szczegół, jest na razie u was lepiej, duzo lepiej i wolałbym aby tak pozostało, jednak niekoniecznie tak bedzie...
~czeskisen
Ciekawie pod tym kątem wygląda możliwość zarobku na EURCZK. Presja na spadki pary z punktu widzenia kontraktów forward jest pokaźna i rośnie. Szczerze zachęcam do lektury publikacji na ten temat od stricte inwestycyjnej strony - http://insiderfx.pl/
~che
Na własnej fladze Polacy umieszczali już wszystko i świadczy to o kompletnym braku szacunku dla symboliki narodowej co zresztą już przestało dziwić naszych sąsiadów, ale oto Bankier wyskoczył przed szereg i zaczął malować na fladze Republiki Czeskiej.
Kto następny?
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~bing
tak, jak i nie nienawidza siebie nawzajem, nie maja 4mln urzedasow z czego 90% winni byc nazywani stalinowcowymi oprawcami, nie mieli tez rzadow bandytow i zlodzieji, rozliczyli rowniez komunistow, kacykow i SB'kow i odsuneli ich od wladzy i administracji publicznej, wiedza tez ze dobrobyt buduje sie madrze zarzadzajac krajem tak, jak i nie nienawidza siebie nawzajem, nie maja 4mln urzedasow z czego 90% winni byc nazywani stalinowcowymi oprawcami, nie mieli tez rzadow bandytow i zlodzieji, rozliczyli rowniez komunistow, kacykow i SB'kow i odsuneli ich od wladzy i administracji publicznej, wiedza tez ze dobrobyt buduje sie madrze zarzadzajac krajem i inwestycjami, w ogole interesuja sie swoim krajem i kierunkiem w ktorym zmierza, no mozna tak wymieniac jeszcze dlugo kolego, jak pracuejsz w jakiejs korporacji to doskonale wiesz o czym mowa, kazdy manago nic ale to dokladnie nic nie robi i robi wszystko by wszyscy robili za niego ale zeby jego du....a byla kryta, nic poza tym, w tym wlasnie mniej wiecje problem.
~glos_rozsadku
od Kościoła to wara bo krew się będzie lać !
~che odpowiada ~bing
Masz cholernie ostre widzenie świata, akurat wystarczające pracownikowi korporacji.
Trzeba Ci to wiedzieć przyjacielu że akurat Czesi zawsze stali gospodarczo i politycznie o trzy szczeble wyżej niż Polacy i to niezależnie od tego kto akurat w Czechach rządził.
Taka nacja, i wypada tylko zazdrościć.
A i papieży
Masz cholernie ostre widzenie świata, akurat wystarczające pracownikowi korporacji.
Trzeba Ci to wiedzieć przyjacielu że akurat Czesi zawsze stali gospodarczo i politycznie o trzy szczeble wyżej niż Polacy i to niezależnie od tego kto akurat w Czechach rządził.
Taka nacja, i wypada tylko zazdrościć.
A i papieży mieli przynajmniej dwóch.
~marco
Kluczem do wzrostu CHF są akcje kredytowe oparte na instrumentach pochodnych CIRS/FX SWAP które ciągną tę walutę obecnie do góry. Banki nie pożyczają klientom pieniędzy indeksując ich do franka, więc nie ma zupełnie powodu by ta waluta na trwałe się umacniała.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki