Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek, że rozmawiał z prezydentem Libanu Josephem Aounem i premierem Izraela Benjaminem Netanjahu i obaj przywódcy zgodzili się na 10-dniowe zawieszenie broni. Walki mają być przerwane o godz. 17 czasu waszyngtońskiego (północ w Bejrucie i Tel Awiwie; godz. 23 w Polsce).


„Obaj przywódcy zgodzili się, że aby osiągnąć pokój między swoimi państwami rozpoczną 10-dniowe zawieszenie broni” - napisał Trump w swoim serwisie Truth Social. Amerykański prezydent dodał, że rozwiązał dziewięć wojen na całym świecie, a „ta będzie dziesiąta”.
Trump napisał, ze zaprosi Aouna i Netanjahu do Białego Domu, a jego urzędnicy, w tym wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio, będą pracować nad osiągnięciem trwałego pokoju między Izraelem a Libanem.
Izrael od półtora miesiąca walczy w Libanie z szyickim ugrupowaniem Hezbollah. Ta wspierana przez Iran grupa pozostaje poza kontrolą libańskiego rządu, który dąży do jej rozbrojenia, na co nalega również Izrael.
Hezbollah: rozejm musi uniemożliwić działania wojsk izraelskich
Hezbollah oświadczył w czwartek, że ogłoszony przez USA rozejm w Libanie musi uniemożliwić wojskom izraelskim dalsze działania w tym państwie. Dodano, że obecność Izraelczyków w Libanie da jego mieszkańcom „prawo do oporu”. Izrael walczył w Libanie nie z armią tego państwa, ale ze wspieranym przez Iran Hezbollahem.
Zawieszenie broni musi obejmować całkowite wstrzymanie izraelskich ataków i uniemożliwienie ruchów wojsk izraelskich - napisano w oświadczeniu ruchu cytowanym przez BBC. Dodano, że rozejm musi obejmować powrót do sytuacji sprzed 2 marca, a „utrzymywanie izraelskiej okupacji daje Libanowi i jego mieszkańcom prawo do stawiania oporu”.
Hezbollah od lat walczy z Izraelem, obecna odsłona konfliktu wybuchła po ataku sił amerykańsko-izraelskich na Iran 28 lutego. W konflikcie z Iranem trwa dwutygodniowy rozejm.

Przedstawiciele Hezbollahu deklarowali wcześniej, że nie złożą broni i krytykowali prowadzone przez libański rząd rozmowy z Izraelem. Organizacja nie odniosła się jak na razie bezpośrednio do ogłoszenia Trumpa o rozejmie.
To, czy Hezbollah będzie przestrzegał rozejmu, zależy od tego, czy Izrael wstrzyma wszelkie walki - powiedział agencji Reutera Hasan Fadlallah, jeden z parlamentarzystów Hezbollahu, który jest również partią polityczną. Słowa Fadlallaha zostały przytoczone jeszcze przed wypowiedzią prezydenta USA, gdy media spekulowały już o rychłym zawieszeniu broni.
Liban i Izrael od czasu powstania tego drugiego państwa w 1948 r. formalnie pozostają w stanie wojny i nie utrzymują oficjalnych relacji dyplomatycznych.
Izrael włączył się w rozpoczętą w 1975 r. wojnę domową w Libanie i aż do 2000 r. okupował południe tego państwa. Hezbollah, który powstał w reakcji na okupację, stoczył z Izraelem kilka wojen. Ostatnią z nich w 2024 r. Konflikt poważnie osłabił proirańskie ugrupowanie, które było przez lata silniejsze niż regularna armia libańska i stworzyło na południu tego kraju quasipaństwo.
We wtorek odbyło się spotkanie ambasadorów Izraela i Libanu w USA, które było najpoważniejszymi od dekad bezpośrednimi rozmowami obu państw.
Nastawiony na współpracę z Zachodem rząd w Bejrucie już wcześniej zapowiadał rozbrojenie Hezbollahu, nie ma jednak realnej siły, by wyegzekwować tę decyzję.
Na początku marca Hezbollah ostrzelał północ Izraela w reakcji na ataki na Iran. W odpowiedzi Izael rozpoczął intensywne naloty na cele tej grupy w całym Libanie i operację lądową na południu kraju.
Izraelska ofensywa zmusiła do ucieczki z południowego Libanu ponad 1 mln osób. Cały kraj liczy około 6 mln mieszkańców. Liban jest od lat pogrążony w kryzysie politycznym, gospodarczym i humanitarnym.
W izraelskich atakach zginęło 2196 osób, w tym 260 dzieci i 172 kobiety - przekazało ministerstwo zdrowia Libanu w czwartek. Urząd nie informuje w swoich komunikatach, jaką część z 1764 zabitych mężczyzn stanowili bojownicy Hezbollahu. Izraelska armia podała, że w kampanii zabito ponad 1700 członków proirańskiej grupy.
W walkach w Libanie zginęło też 13 izraelskich żołnierzy, a w atakach Hezbollahu na północ Izraela - dwóch cywilów - dodała agencja Reutera.
Netanjahu: Nasze wojska pozostaną w Libanie, ale rozejm to historyczna szansa na pokój
Premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział w czwartek, że ogłoszony przez USA rozejm to historyczna szansa na pokój między Izraelem a Libanem. Dodał, że wojska izraelskie pozostaną na południu Libanu. Zawieszenie broni ma zakończyć trwające od półtora miesiąca walki Izraela ze wspieranym przez Iran Hezbollahem.
Netanjahu podkreślił, że rozbrojenie się Hezbollahu jest dla Izraela podstawowym warunkiem wszelkich dalszych porozumień.
Izraelskie siły zbrojne pozostaną w przygranicznej „rozszerzonej strefie buforowej” sięgającej 10 km w głąb libańskiego terytorium - dodał premier w przemówieniu opublikowanym przez jego biuro.
Netanjahu zgodził się na rozejm w Libanie na prośbę Trumpa i nie poddał tej decyzji pod głosowanie na posiedzeniu swojego rządu - przekazały izraelskie media.
Przedstawiciele izraelskiej opozycji skrytykowali premiera, argumentując, że rozejm został narzucony, a wcześniej nie osiągnięto celu walk, czyli zlikwidowania zagrożenia ze strony Hezbollahu dla mieszkańców północnego Izraela.
Pałac Elizejski: zawieszenie broni między Izraelem a Libanem to „wspaniała wiadomość”
W ocenie władz Francji rozejm między Izraelem i Libanem to „wspaniała wiadomość”, która jednak powinna zostać zweryfikowana w terenie. Ocenę tę wyraził w rozmowie z AFP niewymieniony z nazwiska doradca prezydenta Emmanuela Macrona.
Doradca zapewnił także, że gdy władze libańskie będą potrzebowały wsparcia w przywróceniu bezpieczeństwa, „wielu będzie zadowolonych, że mogą liczyć na Francję”.
W ten sposób przedstawiciel Pałacu Elizejskiego skomentował słowa ambasadora Izraela w USA Yechiela Leitera, który po dwustronnych rozmowach 14 kwietnia z wysłanniczką Libanu powiedział, że nie chce, by Francja „znajdowała się w pobliżu” negocjacji z Libanem.
W połowie marca prezydent Macron zaproponował, apelując o bezpośrednie rozmowy izraelsko-libańskie, by doszło do nich w Paryżu.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
"Porozumienie między Libanem i Izraelem nie będzie ani łatwe, ani szybkie"
Zdaniem politologa z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni Rafała Ożarowskiego, rozmowy na linii Izrael–Liban „to wyjątkowa okoliczność, ponieważ te państwa są w stanie wojny od 1948 roku, a między nimi nigdy nie było układu pokojowego”.
– Nawet jeśli w przyszłości dojdzie do bezpośrednich rozmów między Netanjahu a Aounem, nie zachłystywałbym się takim wydarzeniem, bo może być ono jedynie bramą do dalszych negocjacji. Pamiętajmy, że między Libańczykami - zarówno chrześcijanami, jak i muzułmanami - a Izraelczykami konflikt trwa od kilkudziesięciu lat. W tym czasie mieliśmy do czynienia z okupacją części terytorium Libanu przez siły izraelskie. Stąd duża nieufność obu stron – powiedział politolog.
Przypomniał, że elity rządzące w Bejrucie są „zakładnikiem” zbrojnego skrzydła Hezbollahu, który jest cały czas militarnie i finansowo wspierany przez Iran. Gdyby nie było tego wsparcia ze strony Teheranu, pojawiłaby się zdaniem eksperta możliwość, aby państwo libańskie z Hezbollahem sobie poradziło.
- Hezbollah przyciśnięty trochę do ściany, jeśli w związku z trwającą blokadą Cieśniny Ormuz i konfliktem amerykańsko-irańskim będzie tracił grunt pod nogami, może przejść do działań ostatecznych i wrócić na drogę terroryzmu wewnętrznego w Libanie. To zaś może doprowadzić do uaktywnienia się wewnętrznych konfliktów w państwie – zaznaczył rozmówca PAP.
Jednocześnie polityczne skrzydło Hezbollahu jest reprezentowane w rządzie i stanowi elektorat sporej części libańskich szyitów, jednej z trzech dominujących w kraju grup religijnych, obok chrześcijan i sunnitów.
Według Ożarowskiego codzienność Libanu jest bardzo trudna. – Libańczycy zmagają się z obecnością uchodźców z Syrii, ale przede wszystkim mierzą się brakiem realizacji wszystkich potrzeb egzystencjalnych. Niebotyczny kryzys gospodarczy ciągnie się tam od dekad. Libański funt jest zdewaluowaną walutą. Zaś mieszkańcy cierpią z powodu braku trwałych dostaw prądu – opisał libańską rzeczywistość ekspert.
- Patrząc przez pryzmat wydarzeń z ostatnich dni, można powiedzieć, że przed Libanem pojawiała się szansa na zmianę sytuacji w tym kraju. Związana jest z tym, że Iran będzie prawdopodobnie negocjował ze Stanami Zjednoczonymi. Mamy doniesienia, że obie strony ponownie usiądą do rozmów z udziałem mediatorów, czyli przedstawicieli władz Pakistanu, choć trudno dziś stwierdzić, do jakich ustaleń może dojść – zastrzegł politolog.
Ożarowski przyznał, że „wykorzystanie tej szansy przez Liban może być bardzo trudne”. - Z jednej strony nie wykluczam, że Hezbollah nie odda pozycji wypracowanej i ugruntowanej przez ponad 40 lat, czyli od 1985 roku, kiedy to pojawił się formalnie pod taką nazwą. Z drugiej Libańczycy mogą wejść w nowy okres, jeśli udałoby się ograniczyć, a najlepiej rozwiązać skrzydło zbrojne Hezbollahu. Zresztą szef libańskiego rządu Nawaf Salam niedawno uznał zbrojne skrzydło Hezbollahu za nielegalną organizację – przypomniał politolog.
W jego opinii libańsko-izraelskie rozmowy mogą „stanowić fundament pod ewentualnie przyszłe zawarcie układu pokojowego”. – Zawarcie pokoju w relacjach izraelsko-arabskich nie jest nieprawdopodobne, o czym świadczy historia. Takim przykładem jest traktat pokojowy podpisany w 1979 roku między Izraelem i Egiptem, który zmienił całkowicie relację między stronami. Podobna sytuacja miała miejsce w 1994 roku, kiedy podpisano układ pokojowy między Izraelem a Jordanią. Zawarcie pokoju z Libanem nie będzie żadnym wyjątkowym przypadkiem, tylko kontynuacją pewnych wydarzeń, które się w świecie arabskim zdarzyły. Jednak droga do tego wydaje się znacznie dłuższa niż w przypadku Egiptu i Jordanii – ocenił Ożarowski.
Marta Zabłocka
(PAP)






























































