Duńczycy poczuli najwyraźniej przesyt samochodami elektrycznymi, bo rząd kraju zapowiedział podwyższenie podatku na tego typu auta. Za 5 lat takie auta mają być opodatkowane tak samo jak pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. Dla mieszkańców może oznaczać to tyle, że za popularną w Skandynawii Teslę zapłacą 3 razy więcej.
Zmiany w budżecie Danii pokazują, że nie wszystkie kraje będą dążyć do wspierania ekologicznych technologii. Podczas gdy Volkswagen zbiera baty za oszukiwanie podczas badań emisji spalin, Duńczycy rezygnują ze wsparcia zakupu elektryków i likwidują opłatę za zanieczyszczenie, nakładaną na kierowców aut z silnikami diesela – donosi Bloomberg.
Jak mówi duński minister finansów, ta decyzja ma swoją przyczynę w próbie zwolnienia firm z części kosztów działalności, co ma przełożyć się na zwiększenie liczby miejsc pracy na rynku. Konsekwencją zmian ma być także zlikwidowanie preferencyjnej opłaty za samochody z zerową emisją spalin – wszystkich ma obowiązywać jednolite prawo. Minister dodał także, że choć poprzedni rząd zapewniał wyjątkowe traktowanie elektryków, nie znalazł środków na sfinansowanie takiej inicjatywy.
To oznacza, że kupujący samochód elektryczny zapłacą standardowe 180 proc. opłaty za emisję spalin przy zakupie auta. W przypadku samochodów Tesli, które są marką premium i swoje kosztują, ich cena wzrośnie 3-krotnie. Z ok 100 000 dolarów, nabywca musiałby zapłacić aż 280 000 dolarów.
/mg





























































