Nauczony doświadczeniem zwolniłem Mariusza Kamińskiego z dochowania tajemnicy - poinformował w poniedziałek premier Donald Tusk. Były szef MSWiA i koordynator służb specjalnych stawił się przed komisją śledczą ds. afery wizowej.


"Przypomniałem sobie po prostu wymówki Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że nie może nic powiedzieć, bo nie został przeze mnie zwolniony z tajemnicy" - powiedział szef rządu podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.
W połowie marca br. prezes PiS Jarosław Kaczyński złożył niepełne przyrzeczenie przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa. Jak tłumaczył, komisja nie dysponuje zgodą premiera na zwolnienie go z tajemnic klauzulowanych. Kaczyński zwracał uwagę na jeden z zapisów ustawy o komisjach śledczych (art. 11 e).
"Mówi on, że osoba przesłuchiwana nie może ujawnić tajemnic klauzulowanych, tzn. tajne i ściśle tajne, tych najwyższych klauzul, jeżeli nie ma odpowiedniej zgody ze strony osoby uprawnionej. W tym wypadku osobą uprawnioną jest premier" - oświadczał Kaczyński.
Komisja ds. afery wizowej przesłucha Mariusza Kamińskiego na posiedzeniu niejawnym
Pod koniec posiedzenia Szczerba zapowiedział, że komisja zaproponuje w innym terminie przesłuchanie Kamińskiego w trybie niejawnym. "Mamy wrażenie, że nasza wiedza o programie Poland.Business Harbour jest trochę inna, niż pana. (...) Chcemy panu pokazać pewne dokumenty i dowiedzieć się, czy pan je czytał, a jeśli nie, to dlaczego i czy to było zgodne z rozporządzeniem prezesa Rady Ministrów z 2019 r., które wprost określało zadania pana jako koordynatora służb specjalnych" - powiedział do świadka Szczerba.
Program Poland.Business Harbour zakładał uproszczoną procedurę wizową dla firm, startupów i specjalistów IT. Pod koniec stycznia br. został zawieszony.
Kamiński był też pytany, czy z perspektywy czasu uważa, że można było zrobić więcej ws. korupcyjnych praktyk Edgara Kobosa. Zdaniem polityka PiS, "nie można było zrobić więcej, ani szybciej". B. szef MSWiA dodał, że nie może mówić o wszystkich okolicznościach, które spowodowały ustalenie, że to Edgar Kobos stoi za braniem łapówek, natomiast - jak mówił - wymagało to ogromnej pracy ze strony służb.
Pytany, czy szef MSZ Zbigniew Rau w odpowiedni sposób nadzorował MSZ, w szczególności departament konsularny, polityk PiS odparł, że jako świadek nie jest od wyrażania opinii na temat innych osób, tylko od mówienia o faktach. Jak stwierdził, odniósł wrażenie, że kształt projektu rozporządzenia ws. centrum decyzji wizowych, które miało wprowadzić uproszczony system przyznawania wiz obcokrajowcom z 21 krajów, był zaskoczeniem dla ministra Raua. Dodał, że trudno mu natomiast powiedzieć, czy Rau wiedział o przygotowywaniu projektu.
Świadek był też pytany o pismo od niemieckiej minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser, w której wyrażała ona zaniepokojenie nieprawidłowościami w wydawaniu wiz w Polsce.
Kamiński zrelacjonował, że wyjaśnił Faeser, że "to, co do niej dociera, jest tępą propagandą" i że nieprawidłowości dotyczą kilkuset wiz. Jak ocenił, afera wizowa zaszkodziła reputacji Polski zagranicą wyłącznie z powodu tego, co opozycja mówiła na ten temat.
Kamiński: Nie bagatelizuję tego, co działo się w MSZ; ale mówimy o kilkuset wizach, a nie kilkuset tysiącach
W trakcie przesłuchania świadek był pytany m.in. o to, czy sprawę z wizami w MSZ nazwałby aferą. Według Kamińskiego „jeśli mówimy o tej sprawie, jest to sprawa absolutnie naganna, godna największego potępienia”. „Wydaje mi się jednak, że ta sytuacja miała ograniczony charakter" - dodał.

"Mówimy tutaj o kilkuset wizach. Gdyby to było kilkaset tysięcy wiz, jak głosiliście opinii publicznej, to byłaby to gigantyczna afera. Mówimy tu o przestępczym procederze, który mógłby się rozwinąć w dużą aferę, ale dzięki skuteczności polskich służb nie rozwinął się” – mówił Kamiński.
Zdaniem polityka PiS służby zadziałały bardzo szybko i wykryły sprawę na wczesnym etapie. Ponadto - przekonywał Kamiński - doprowadziły do tego, że wszystkie osoby zaangażowane w ten proceder zostały zatrzymane i postawiono im zarzuty. Według niego dodatkowo Edgarowi Kobosowi, czyli osobie, która dopuściła się przestępstw, odebrano korzyści majątkowe w wysokości 250 tys. zł.
W opinii Kamińskiego „wmawianie społeczeństwu, że mamy do czynienia z gigantyczną aferą, gdzie kilkaset tysięcy nielegalnych wiz było wydanych w wyniku korupcji, jest po prostu zwykłym kłamstwem". "Absolutnie nie bagatelizuję tego, co się wydarzyło w MSZ. Państwo polskie wykazało się skutecznością w tym zakresie, odpowiednie osoby poniosły adekwatne konsekwencje, ale stanowczo protestuję przeciwko temu, żeby w celach politycznych manipulować opinia publiczną. Tu mieliśmy do czynienia z gigantyczną manipulacją opinia publiczną" - mówił Kamiński. Jego zdaniem "nie było żadnej wielkiej afery".
W opinii świadka teraz "na siłę usiłuje się tworzyć wrażenie", że program Poland.Business Harbour „jest jakąś tutaj wykrytą przez naszego Sherlocka Holmesa, który tutaj siedzi przy stoliku, gigantyczną aferą”.
„Proszę świadka, żeby jednak swoją rolę widział tak, jak to przewiduje ustawa o komisji śledczej. Pan nie jest tutaj od inwektyw, od oceniania, od wygłaszania jakichś poglądów politycznych, pan tutaj przyszedł, żeby podzielić się swoją wiedzą” – odpowiedział kierujący pracami komisji Michał Szczerba.
„Panie przewodniczący, jeśli poczuł się pan dotknięty, to przepraszam, ale to był komplement dla pana. Nie mówiłem, że jest pan inspektorem Clouseau, tylko Sherlockiem Holmesem” – odparł Kamiński.
Według polityka PiS wśród 286 osób, które nielegalnie otrzymały wizy, nie było osób niebezpiecznych. Jak mówił, najpierw zostały one sprawdzone rutynowo przez ABW, a po wykryciu nieprawidłowości ponownie. „Oczywiście, te osoby są beneficjentami przestępstwa, ale same z siebie nie generowały żadnych niebezpieczeństw związanych z terroryzmem, ze szpiegostwem, z działalnością w grupach przestępczych. Byli to klasyczni nielegalni imigranci” – ocenił Kamiński.
Zbigniew Bogucki z PiS przywołał z kolei wypowiedź premiera Donalda Tuska z lipcu 2023 r., który - według niego - mówił, że setkach tysięcy ludzi wyposażonych w polskie wizy i przerzucanych do Polski. Zdaniem Boguckiego ta wypowiedź była "całkowicie niewiarygodna, sprzeczna z ustaleniami służb".
Kamiński: Nie było przesłanek, by sądzić, że program PBH generował problemy dla bezpieczeństwa
"Nie miałem takich sytuacji, żeby być bezpośrednio informowany jako minister i jako koordynator służb specjalnych przez szefów służb o realnych zagrożeniach związanych z tym programem. Gdyby takie realne informacje do mnie dotarły, na pewno podjąłbym działania przeciwdziałające dalszemu funkcjonowaniu tego programu" - tłumaczył Kamiński.
Jak zauważył, "w założeniu ten program był niezwykle korzystny dla Polski". "Gdyby udało się to zrealizować i z całego świata młodzi informatycy, młodzi ludzie z branży IT przyjeżdżali tu zakładać swoje interesy, byłoby to dla Polski coś bardzo pozytywnego" - mówił Kamiński. "Nigdy nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek przesłanki twarde, aby sądzić, że ten program generował niebezpieczeństwa dla naszego kraju" - dodał.
W odpowiedzi poseł Marek Sowa (KO) zapytał o współpracę z Urzędem ds. Cudzoziemców i przytoczył fragment notatki z 27 października 2022 roku, która - jak mówił - informowała o tym, że program Poland.Business Harbour "jest wykorzystywany do łatwego uzyskiwania wiz, a w sprawie interweniowały służby, np. ABW".
"Prezes Urzędu ds. Cudzoziemców czy szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdyby był to rzeczywiście poważny problem, z całą pewnością przyszliby do mnie bezpośrednio. Ja nie wiem o jakiej notatce pan mówi, nie przypominam sobie notatki szefa Urzędu ds. Cudzoziemców skierowanej bezpośrednio do mnie. Być może była to jakaś notatka do ministerstwa" - odpowiedział Kamiński.
"Naszą ambicją było, aby polska gospodarka +doszlusowała+ do gospodarki światowej, stąd takie pomysły, jak program PBH" - tłumaczył Kamiński. Polityk PiS zauważył, że "ten program funkcjonował stosunkowo krótko, więc trudno powiedzieć, jakie byłyby długofalowe efekty". "Rozumiem, że obecny rząd zlikwidował ten program i nie będą do nas przyjeżdżać pracownicy IT z Białorusi czy innych państw świata" - mówił były minister.
Program PBH powstał we wrześniu 2020 r. w celu przyciągnięcia do Polski informatyków i firm z branży IT z Białorusi, a następnie został rozszerzony na kraje takie jak Gruzja, Rosja, Ukraina, Mołdawia i Armenia. Od września 2022 r., w ramach tzw. ścieżki biznesowej, objęto nim firmy z branż strategicznych z całego świata. Zasady funkcjonowania programu były określane przez jego operatorów: Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, Polską Agencję Inwestycji i Handlu oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. W styczniu br. szef MSZ Radosław Sikorski podjął decyzję o zawieszeniu udziału resortu w programie do czasu przyjęcia rozwiązań gwarantujących właściwą weryfikację firm i cudzoziemców będących jego beneficjentami.
Kamiński w poniedziałek zwrócił się do polityków obecnie rządzącej większości, mówiąc o problemie "inspirowanej z zewnątrz nielegalnej migracji będącej elementem nacisku na nasze państwo". "Tu należy działać ponad podziałami. Byłem przerażony tym, co wy wyczynialiście w Sejmie, jak atakowaliście każdą nowelizację prawa, każdą ustawę. (...) Byliśmy zagrożeni ogromną falą nielegalnej migracji, ale udało nam się to powstrzymać" - powiedział.
Szczerba, zwracając się Kamińskiego, odpowiedział: "To jest czysta polityka, co pan w tej chwili uprawia. (...) Pan pozwolił, żeby Piotr Wawrzyk do końca sierpnia był nadal wiceszefem MSZ, a Lech Kołakowski do grudnia 2023 roku był wiceministrem rolnictwa. Nic pan w tej sprawie nie zrobił". Przewodniczący komisji Michał Szczerba (KO) przytoczył również nazwiska wiceministrów z czasów rządów PiS wiązanych - jak mówił - z kwestią wydawania lub przyspieszania wydawania wiz obcokrajowcom.
Kamiński: Projekt rozporządzenia ws. Centrum Decyzji Wizowych był sprzeczny z naszą polityką i został wycofany
Według Kamińskiego afera wizowa sprowadza się do kilkuset wiz, a nie kilkuset tysięcy. "Nie było 607 wręczeń łapówki, było kilka, to jest udokumentowane. Czym innym jest liczba osób, o które być może zabiegał Edgar Kobos, być może to było 600 osób, a czym innym są osoby, które wjechały w wyniku tych nielegalnych działań na teren UE, tu mówimy o 268 osobach" - powiedział.
Porównał to do korupcji w konsulacie RP w Malezji z 2008 r., gdzie również wydano kilkaset wiz za łapówki, a CBA zatrzymało konsula w Malezji. Jego zdaniem "mamy porównywalną aferą co do ilości łapówek i kwot".
Szef komisji Michał Szczerba (KO) pytał, dlaczego proceder wiz za łapówki trwał przez rok i nie został zatrzymany odpowiednio szybko. Podkreślił, że - według zeznań świadków - pierwsze interwencje ws. priorytetowego potraktowania aplikantów wizowych były wysyłane do konsulatów w kwietniu 2022 r., tymczasem do zatrzymania Edgara Kobosa doszło dopiero 27 kwietnia 2023 r.
Szczerba poprosił też o odniesienie się do wywiadu b. wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka dla serwisu Goniec. Wawrzyk stwierdził w nim m.in., że służby powinny go poinformować o korupcyjnych praktykach Kobosa, a następnie całkowicie odciąć go od nieuczciwego współpracownika.
Kamiński odpowiedział, że to śmieszne, że jest pytany o wywiad udzielony przez osobę podejrzaną. Na uwagę Szczerby, że Kobos utrzymywał też kontakty z innymi politykami PiS, m.in. Jadwigą Emilewicz, Anną Krupką czy Piotrem Glińskim, świadek odparł, że "to jest wiec polityczny, a nie dążenie do ustalenia prawdy".
Według Szczerby Edgar Kobos twierdził, że jego dotychczasowe działania ws. wiz to miał być dopiero "pilotaż". "Czy pan w tej chwili łamie prawo, ujawniając to, co mówił Kobos na posiedzeniu niejawnym?" - zaoponował wiceszef komisji Daniel Milewski (PiS).
W dalszej części przesłuchania Szczerba pytał m.in. o projekt nowelizacji rozporządzenia ws. Centrum Decyzji Wizowych, które miało wprowadzić uproszczony system przyznawania wiz obcokrajowcom z 21 krajów. Za projekt odpowiadał Wawrzyk. 19 czerwca 2023 r. MSZ wysłało pismo do MSWiA z prośbą o zajęcie stanowiska ws. projektu.
Kamiński oświadczył, że projekt był absolutnie sprzeczny z polityką rządu Zjednoczonej Prawicy. "Powiedziałem swojemu zastępcy, Bartoszowi Grodeckiemu, że odpowiedź może być jedynie negatywna. I taka odpowiedź została przekazana MSZ" - dodał. "Mając wiedzę, że inicjatorem projektu jest Piotr Wawrzyk i że jego współpracownikiem był zatrzymany Edgar Kobos, uznałem, że może być w tej sprawie jakieś inne dno. Natychmiast skontaktowałem się z ministrem Rauem (ówczesny szef MSZ Zbigniew Rau - przyp. PAP) i odpowiadającym za sprawy bezpieczeństwa Jarosławem Kaczyńskim. Poinformowałem premiera Kaczyńskiego, że taki projekt pojawił się do konsultacji z bardzo krótkim terminem na odpowiedź. On znał już sprawę, rozmawiał już z ministrem Rauem. Rau powiedział, że projekt został przekazany do konsultacji bez jego wiedzy i że natychmiast wycofuje projekt" - relacjonował Kamiński.
Dodał, że opinię MSWiA do projektu przygotowali urzędnicy resortu, którzy nie wiedzieli, że może być w tej sprawie "drugie dno". "Rozporządzenie zostało zablokowane i nie weszło w życie" - zaznaczył świadek.
Zapytany, jak to się stało, że Wawrzyk pilotował projekt, który dotyczył bezpieczeństwa, mimo zatrzymania w kwietniu jego współpracownika, Kamiński wyjaśnił, że Edgar Kobos zaczął składać obszerne zeznania w ostatnich dniach czerwca i w lipcu 2023 r. "Wtedy wyłaniał się obraz roli Wawrzyka. Wcześniej został zatrzymany jego współpracownik. Należało się zachować ostrożnie. Jeszcze nie było procesowo, dowodowo materiałów, by stawiać mu zarzuty i dymisjonować" - powiedział b. szef MSWiA.
Według niego rola Wawrzyka w pierwszym okresie po zatrzymaniu Kobosa nie była jasna, dlatego uprzedził Raua i Kaczyńskiego, by "uważać i nie powierzać Wawrzykowi spraw związanych z bezpieczeństwem państwa".
Szczerba dowodził, że prace nad projektem rozporządzenia zostały wstrzymane 3 lipca ub.r. po tym, jak 1 lipca Donald Tusk opublikował spot na ten temat. Kamiński utrzymywał, że podjął natychmiastową interwencję ws. projektu, która spowodowała, że został on wycofany.
Pytania dotyczyły też programu Poland.Business Harbour, który zakładał uproszczoną procedurę wizową dla firm, startupów i specjalistów IT.
Kamiński przekazał, że dowiedział się o programie w sierpniu 2020 r.; ówczesna minister rozwoju Jadwiga Emilewicz poprosiła go o spotkanie i poinformowała, że jest przygotowywany program, dedykowany młodym Białorusinom, by mogli prowadzić dalej swoją działalność zawodową w sektorze IT. "Poprosiłem, by lista osób (ubiegających się o wizy w ramach programu - przyp. PAP) trafiała do ABW, by dokonać sprawdzeń i wyeliminować osoby niebezpieczne" - zeznał świadek.
Podkreślił, że nie konsultowano z nim rozszerzenia tego programu na obywateli innych krajów, w tym Federacji Rosyjskiej. Dodał, że nie docierały do niego informacje, żeby osoby, które korzystają z wiz w ramach Poland.Business Harbour, stanowiły zagrożenie.
Szczerba odpowiedział, że na posiedzeniu niejawnym przedstawi mu "materiały z Agencji Wywiadu i innych służb, które mogły dotyczyć tej kwestii".
Świadek został też zapytany, czy słyszał o przypadkach rosyjskich obywateli, którzy dostali wizy biznesowe w ramach programu i prowadzili działalność o charakterze wywiadowczym. "Wiem, że mówił pan publicznie o jakimś człowieku, który został zatrzymany w związku z dronem, był w nieodpowiednim miejscu(...). ABW sprawdziła tę sprawę i przekazała mi, że nie ma kontekstu szpiegowskiego. Ta osoba nigdy nie otrzymała zarzutu szpiegostwa, więc proszę o niewprowadzanie opinii publicznej w błąd" - zaznaczył Kamiński.
Kamiński o aferze wizowej: Z ustaleń CBA nielegalnie do Polski mogło przedostać się 268 osób
Kamiński powiedział przed komisją śledczą, że kiedy odbierał informacje od szefa CBA „liczba ustalonych przez CBA osób, które mogły nielegalnie przedostać się na teren Polski czy UE było to 268 osób”.
Dodał, że na jego polecenie CBA oraz ABW sprawdziły czy którakolwiek z tych osób mogła stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego czy też międzynarodowego. „Otrzymałem uspokajającą odpowiedź po sprawdzeniach, że żadna z tych osób nie figurowała w bazach osób niebezpiecznych, ryzykownych. Tak więc ten proceder korupcyjny nie zwiększył realnie zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, na szczęście” – powiedział Kamiński.
Zapewniał też, że wszyscy ministrowie traktowali bardzo poważnie sprawę afery po tym, gdy okazało się, że w sprawie został zatrzymany Edgar Kobos, bliski współpracownik ówczesnego wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka.
Relacjonował, że o sprawie poinformował ówczesnego szefa MSZ Zbigniewa Raua. Zaznaczył, że zanim to zrobił, upewnił się w CBA, że nie ma żadnych przesłanek, że Rau jest w jakikolwiek sposób zaangażowany w proceder.
Kamiński dodał, że poinformował też o sprawie ówczesnego wicepremiera, szefa komitetu ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego. „Poprosiłem obu panów o odsunięcie ministra Wawrzyka od spraw związanych z bezpieczeństwem” – powiedział. Zwrócił przy tym uwagę, że zdarzało się, że Wawrzyk brał udział w posiedzeniach komitetu ds. bezpieczeństwa w zastępstwie Raua.
„W sierpniu kiedy odebrałem informacje od szefa CBA o złej roli ministra Wawrzyka w całej tej sprawie, o tym, że co najmniej wiedział, że jego współpracownik prowadzi działania przestępcze i tolerował to, i pomagał mu, rozmawiałem o tej sprawie z premierem Mateuszem Morawieckim, premierem Kaczyńskim i ministrem Rauem. Przekazałem im te informacje i wspólnie uzgodniliśmy dymisję oraz – jestem wiceprezesem PiS – że ta osoba nie może mieć rekomendacji do dalszej działalności publicznej z ramienia naszego ugrupowania. Czyli nie może kandydować w wyborach do Sejmu z list PiS, choć jako poseł spodziewał się zapewne, że będzie miał prawo do reelekcji” – mówił Kamiński.
Przekonywał, że „zrobiono wszystko co możliwe, żeby tę aferę szybko wyjaśnić, ukarać sprawców i żeby wszystkie osoby zaangażowane poniosły wszelkiego typu konsekwencje – prawnokarne jak i polityczne”.
Świadek powiedział też, że już po zatrzymaniu Kobosa zgłosił się do niego szef Agencji Wywiadu przekazując informację, iż „dziwne zachowania miały miejsce w centrali MSZ i naciski na konsuli w Indiach”. Kamiński zeznał, że poprosił szefa AW o przekazanie informacji do CBA, a także o współpracę obu służb.
„Służby, które są odpowiedzialne za zapewnienie bezpieczeństwa i porządku w naszym kraju w sposób skoordynowany wspierały CBA w wykryciu tej sprawy”- zapewnił.
Kamiński powiedział też, że w czasie zatrzymania Kobosa funkcjonariusze znaleźli w jego domu ok. 150 tys. zł, a niedługo potem na posesji jego rodziców wykryto skrytkę, w której znajdowało się ok. 100 tys. zł.
Kamiński: byłem pierwszą osobą, która uzyskała informacje o możliwych nadużyciach w MSZ
W swobodnej wypowiedzi świadka Kamiński powiedział, że był pierwszą osobą, która uzyskała informacje o możliwych nadużyciach dotyczących wiz w MSZ. „I to ja, osobiście zleciłem CBA podjęcie tej sprawy i pełne wyjaśnienie tej sprawy” – powiedział polityk PiS.
Dodał, że w drugiej połowie lipca 2022 r. zgłosiła się do niego „osoba informująca”, która przekazała mu informację, że „znany jej na gruncie zawodowym przedsiębiorca złożył jej de facto korupcyjną propozycję dotarcia do MSZ i wzięcia udziału w nielegalnym przyznawaniu wiz obcokrajowcom". Dodał, że wskazany przedsiębiorca prowadził firmę, w której pracowali cudzoziemcy, że utrzymywał, iż ma już dojście do resortu, ale jest ono drogie i szuka innego, tańszego, by załatwiać wizy dla swoich pracowników.
„Osoba ta odmówiła, była oburzona tą propozycją i dotarła z tą informacją do mnie” – powiedział Kamiński. Poinformował, że po uzyskaniu tych informacji zadzwonił do ówczesnego szefa CBA Andrzeja Stróżnego i poinformował go o sytuacji. Dodał, że do spotkania informatora z funkcjonariuszami CBA doszło 27 lipca 2022 r.
Kamiński zeznał też, że CBA przez wiele tygodni gromadziło informacje wykorzystując wszelkie możliwe legalne metody działania, aby zweryfikować czy przedsiębiorca ma kontakty w MSZ i czy te kontakty mają charakter przestępczy.
„Była to bardzo trudna sprawa, ale po wielu tygodniach wytypowano osobę, która miała kontakt z tym przedsiębiorcą. Nie był to pracownik MSZ, był to Edgar Kobos” – poinformował. Dodał, że "kiedy funkcjonariusze zorientowali się, że jest to osoba, która może mieć bardzo realne kontakty w MSZ, gdyż był to bliski współpracownik osobisty, polityczny wiceministra MSZ Piotra Wawrzyka, sprawa została uznana za niezwykle poważną” – powiedział Kamiński.
Mówił, że prowadzono bardzo zaawansowane metody działań operacyjnych, dwukrotnie przeprowadzono kontrolowane wręczenia korzyści majątkowych. Odbyło się to – zaznaczył – za zgodą prokuratury. Kamiński poinformował, że w wyniku pierwszej operacji zostały zatrzymane dwie osoby, w tym wspomniany wcześniej przedsiębiorca. Z kolei 27 kwietnia z zastosowaniem tej samej metody zatrzymano Edgara Kobosa, "przyjmującego 160 tys. z łapówki od funkcjonariusza pod przykryciem”. Dodał, że była to pierwsza rata z 800 tys. zł jakiej Kobos zażądał.
Świadek dodał, że Kobos po kilku miesiącach osadzenia w areszcie tymczasowym zaczął składać szerokie zeznania, które były na bieżąco weryfikowane przez prokuratorów i CBA. Zaznaczył, że przełomowe zeznania zaczął składać na przełomie czerwca i lipca 2023 r.
Kamiński: Żadna informacja na temat afery nie została zlekceważona
Świadek, kontynuując wątek przesłuchań Edgara Kobosa, wskazywał, że pozwoliły one na zatrzymanie na początku września 2023 r. czterech kolejnych osób, którym postawiono zarzuty. Jego zdaniem „wydaje się, że wiedza na temat procederu korupcyjnego, jaki miał miejsce, związanego z aktywnością Edgara Kobosa i MSZ na ten moment jest pełna”.
Według Kamińskiego ostatnią z osób zatrzymanych, której postawiono zarzuty, był były wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk. „Czyli w sumie, w tym wątku dotyczącym korupcji w MSZ zatrzymano osiem osób” – zauważył.
Kamiński mówił też, że ze zweryfikowanych przez CBA zeznań wynika, iż cały proceder rozpoczął się w połowie 2022 r. „Wtedy Edgar K. przyjął pierwszą korzyść majątkową i zakładał, że trafił na żyłę złota” – mówił Kamiński.
Jak relacjonował, po dwóch miesiącach dotarła do niego informacja, że „coś złego dzieje się w MSZ”. „Po kilku miesiącach wszyscy sprawcy zostali zatrzymani przez CBA, przekazani prokuraturze, usłyszeli zarzuty” – tłumaczył.
Kamiński zeznał też, że w sierpniu 2023 r., kiedy otrzymał informacje od szefa CBA o ustaleniach, „uznał, że to czas, aby zakończyć działalność pana Wawrzyka w rządzie”. „Informacje na jego temat były takie, że miał świadomość i umożliwił Edgarowi Kobosowi skorzystanie z instrumentów, jakie ma MSZ związanych z wydawaniem wiz. Wszystko wskazywało na to, że miał świadomość, iż Edgar Kobos przyjmuje korzyści majątkowe z tego tytułu”- mówił Kamiński.
Zaznaczył, że obecnie nie wie, jaka jest „na tym etapie śledztwa (...) wiedza prokuratury”. „Ale w momencie, kiedy uzyskiwałem te informacje, nie było informacji, że przyjmował osobiście korzyści majątkowe”- dodał Kamiński.
Według świadka wiadomo, iż w pomoc Kobosowi zaangażowanych było kilku urzędników resortu. Dodał, że śledztwo miało odpowiedzieć na pytanie, jaka była ich rola i motywacja. „Czy uzyskiwali korzyści majątkowe, czy mieli świadomość, że uczestniczą w procederze korupcyjnym, czy też wykonywali polecenia swojego przełożonego. Na te pytania śledztwo nie jest zamknięte; nie ma na te pytania zapewne końcowych odpowiedzi, a być może już są” – zastrzegł.
Kamiński zwrócił przy tym uwagę, że główny zarzut postawiony Wawrzykowi jest z art. 231 par. 2, czyli nadużycie stanowiska w celu przysporzenia korzyści majątkowej innej osobie. „To by wskazywało, że nie ma tego klasycznego zarzutu korupcyjnego, ale śledztwo trwa i dalsze odpowiedzi zapewne padną” – powiedział.
Świadek zapewniał ponadto, że żadna informacja na temat afery nie została zlekceważona. „Wręcz przeciwnie, podjęto maksymalnie intensywne działania i w krótkim okresie czasu proceder został ujawniony, winni otrzymali zarzuty i poniosą odpowiedzialność karną. A osoba, która umożliwiła działania przestępcze na terenie MSZ, czyli wiceminister Wawrzyk został zdymisjonowany z tego tytułu, poniesie też konsekwencje karne” – podkreślił Kamiński.
Zapewnienia przed rozpoczęciem przesłuchania
W poniedziałek o godz. 13 przed sejmową komisją śledczą ds. afery wizowej stawił się b. szef MSWiA Mariusz Kamiński. "Będziemy pytać o konkretne dokumenty, o konkretne decyzji, które zostały podjęte lub też ich nie podejmowano" - mówił PAP szef tej komisji Michał Szczerba (KO).
Kamiński powiedział dziennikarzom przed rozpoczęciem przesłuchania, że chce, by opinia publiczna dowiedziała się "prawdy o sprawie wizowej".
Komisja bada nadużycia, zaniedbania i zaniechania w zakresie legalizacji pobytu cudzoziemców w Polsce w okresie od 12 listopada 2019 r. do 20 listopada 2023 r. Zakończenie jej prac jest planowane na koniec czerwca. Ostatnim świadkiem ma być prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Z kolei we wtorek Kamiński ma zostać przesłuchany przez sejmową komisję śledczą ds. wyborów korespondencyjnych.
Dańda: Proszono o priorytetowe potraktowanie 286 osób. Konsulowie zostali w tym procederze wykorzystani jako narzędzie
Aleksander Dańda powiedział przed komisją śledczą ds afery wizowej, że jako konsul generalny w Hongkongu otrzymał z MSZ 17 maili z prośbą o priorytetowe potraktowanie łącznie 286 obcokrajowców przy wydawaniu wiz. Ocenił, że konsulowie zostali w tym procederze wykorzystani jako narzędzie.
W poniedziałek sejmowa komisja śledcza ds. badania legalności, prawidłowości oraz celowości działań, a także występowania nadużyć, zaniedbań i zaniechań w zakresie legalizacji pobytu cudzoziemców na terytorium Polski od listopada 2019 r. do listopada 2023 r., przesłuchała Aleksandra Dańdę, obecnie konsula generalnego RP w Mumbaju, który do września 2023 r. pełnił obowiązki konsula generalnego RP w Hongkongu.
Dańda zeznał, że pierwszy mail od Departamentu Konsularnego MSZ, którzy przekierowywał prośbę ówczesnego wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka ws. aplikantów wizowych, wpłynął do konsulatu w Hongkongu 27 kwietnia 2022. Wyjaśnił, że korespondencja początkowo była adresowana do konsula RP w Manili i zawierała 124 nazwiska obcokrajowców.
"Po sprawdzeniu przez konsulat w Manili okazało się, że te osoby, mimo że mają obywatelstwo filipińskie, nie zapisały się w konsulacie w Manili. Wtedy wicedyrektor (Departamentu Konsularnego Beata) Brzywczy przesłała tego maila do mnie. Okazało się, że te osoby zapisały się u nas w Hongkongu w systemie e-konsulat i oczekiwały na wylosowanie terminu na złożenie wniosku wizowego. Był to pierwszy mail, który otrzymaliśmy z prośbą o priorytetowe potraktowanie wniosków i umożliwienie złożenia wniosków w jak najszybszym terminie" - relacjonował świadek.
Pytany, ile Filipińczycy płacą pośrednikom za pomoc w uzyskaniu zezwoleń na pracę, świadek odpowiedział, że z informacji, które do niego docierały, to była kwota ok. 35 tys. dolarów hongkońskich, czyli ok. 18 tys. zł. Dodał, że o tej kwocie konsulat w Hongkongu informował Departament Konsularny MSZ w grudniu 2021, po spotkaniu z konsulem generalnym na Filipinach. "Wtedy otrzymaliśmy od niego taka informację, że tyle jest pobierane od wnioskujących" - uściślił.
Zapytany, dlaczego wnioski wizowe obywateli Filipin były składane do konsulatu w Hongkongu, zaznaczył, że procedura powinna się odbywać w Manili, zgodnie z prawem filipińskim. "Natomiast zgodnie z prawem lokalnym Hongkongu i prawem polskim, te pracownice mogły składać wnioski u nas ze względu na zmianę w ustawie o cudzoziemcach i wnioskowanie o wizę u nas nie wymagało ze strony obywatelek Filipin przechodzenia cyklu szkoleń, które organizuje ich rząd, uzyskiwania certyfikatów filipińskich odnośnie umiejętności językowych" - powiedział.
Poinformował, że odpisał na maila z MSZ wskazując na obiektywne przeszkody w przyjęciu tych osób w tak szybkim terminie. Wytłumaczył, że wynikały one z warunków pandemicznych w Hongkongu - była to piąta fala zachorowań na Covid, która była tam najbardziej dotkliwa.
Dańda powiedział, że wprowadził wówczas zmianowość pracy w konsulacie i ograniczenia w przyjmowaniu aplikantów do 5, 6 dziennie, co spowodowało wzrost liczby wniosków wizowych oczekujących na rozpatrzenie. Podkreślił, że konsulat przyjmował sam wszystkie wnioski; nie korzystał z outsourcingu. Zaznaczył, że w momencie otrzymania maila konsulat miał kolejkę oczekujących na 3, 4 miesiące, natomiast wcześniej obsługiwał wnioski na bieżąco.
Świadek przekazał, że wnioski wizowe obcokrajowców z maila były przyjmowane dodatkowo, w nadgodzinach, "starając się zachować zasadę równości wnioskodawców". Dodał, że trwało to, cztery miesiące, do sierpnia 2022.
Z treści maili przytoczonych przez wiceprzewodniczącego komisji Marka Sowę (KO) wynikało, że kolejne osoby otrzymywały odpowiedź już w ciągu kilku dni. Świadek wyjaśnił, że proces przyspieszono, ponieważ we wrześniu 2022 r. zniesiono "najbardziej rygorystyczne przepisy covidowe w Hongkongu".
Dańda powiedział, że łącznie z Departamentu Konsularnego MSZ przyszło 17 maili z nazwiskami 286 obcokrajowców ubiegających się o wizy. "Te wnioski były dużo lepiej przygotowane niż przeciętne wnioski składane u nas w konsulacie" - podkreślił.
Poinformował, że pierwszy mail od współpracownika Wawrzyka, Edgara Kobosa, wpłynął w lipcu 2022 i było to zapytanie o dokumenty potrzebne do złożenia wniosku wizowego. Zeznał, że Kobos przedstawiał się jako przedsiębiorca rolny. Podkreślił, że w tamtym czasie konsulat nie miał informacji, żeby Kobos był powiązany z listą 124 nazwisk z maila, który się pojawił kilka miesięcy wcześniej.
Dańda podał, że Edgar Kobos wysłał w lipcu kolejne maile z "prośbą, by wydać wizę przed otrzymaniem przez daną osobę oceny z krajowego systemu konsultacji". Wyjaśnił, że system jest wykorzystywany przy ocenie wniosków wizowych, w której na wniosek konsula lub z urzędu wysyłane są prośby o sprawdzenie wniosku wizowego pod kątem osoby, która ubiega się o wizę i pod kątem potencjalnego pracodawcy. Dodał, że podmioty konsultujące Straż Graniczna, policja, Państwowa Inspekcja Pracy, a wiodącym jest Urząd ds. Cudzoziemców.
"Odpisałem, że takiej rzeczy zrobić nie możemy i musimy czekać na efekty sprawdzenia wysłanego w krajowym systemie konsultacji" - zrelacjonował Dańda.
Zapytany o jego spotkanie z Edgarem Kobosem, odpowiedział, że spotkali się z inicjatywy Kobosa w Warszawie, a było to poprzedzone korespondencją mailową i telefoniczną z Departamentem Konsularnym MSZ. Według Dańdy, Kobos "miał pretensje, że były za wolno rozpatrywane wizy". Świadek podkreślił, że zgodnie z prawem okres oczekiwania na możliwość wjazdu do Polski wynosi dla każdej osoby 1,5 miesiąca; Kobos miał wymuszać na konsulacie w Hongkongu, żeby odstąpił od tego terminu.
"W końcówce lipca dowiedziałem się od dyrekcji Departamentu Konsularnego, że do ministra Wawrzyka dochodzą informacje, że mimo że mieliśmy mieć zamknięty konsulat ze względu na remont to i tak są przyjmowane wnioski. (...) Pytałem się w Departamencie, kto te oszczerstwa przedstawia - nie wiedzieli, mieli to wyjaśnić. W tym momencie zacząłem dostawać telefony od pana Kobosa o spotkanie. Wiedziałem, że jeżeli się z nim nie spotkam, to prawdopodobnie w dalszym ciągu będę poddawany dalszym naciskom i oczernianiu w oczach kierownictwa" - powiedział Dańda.
Zeznał, że Kobos pisał do konsulatu z prywatnej skrzynki mailowej i że pierwsze wiadomości od niego wskazywały na to, że jest to jeden z wielu przedsiębiorców rolnych, którzy się odzywali do placówki.
Świadek przyznał, że od końca lipca 2022 r. konsulat zaczął wiązać pewne osoby z list obcokrajowców przysłanych z departamentu MSZ z Kobosem. Dodał, że nie dołączał tych maili do dokumentacji wizowej danych osób, natomiast wydrukował je i przechowywał w swoim sejfie. "Uważałem te listy za sytuację niecodzienną" - powiedział.
Mówiąc o spotkaniu z Kobosem, świadek zeznał, że "nie widział celu" poinformowania o nim Departamentu Konsularnego MSZ i nie sporządził z niego notatki służbowej. Dodał, że "w obecnym składzie osobowym", poinformowałby MSZ o takim spotkaniu.
Relacjonując przebieg spotkania, podkreślił, że na początku Kobos pokazał mu serię zdjęć uwiarygodniających go jako osobę, która "funkcjonuje w otoczeniu wiceministra Wawrzyka".
Dańda przyznał, że Kobos kontaktował się z nim także za pomocą trzech komunikatorów: Whatsappa, Messengera i Signala. Dopytywany, dlaczego przystał na taką nieformalną komunikację zamiast oficjalnej ścieżki, odparł, że "nie widział celowości powtórzenia tego samego w mailu". Chwilę później przyznał, że czuł się zastraszony.
Doprecyzował, że "nie do końca rozumiał, dlaczego taka osoba, jak Kobos funkcjonuje w bliskim otoczeniu wiceministra Wawrzyka", a Departament Konsularny o tym wiedział.
"Cała ta sytuacja związana z informowaniem ministra, że my przyjmujemy, a nie powinniśmy przyjmować (wnioski wizowe), sygnalizowanie, że w konsulacie dzieją się jakieś niestworzone rzeczy, doprowadziły do tego, że uznałem, że jedynym sposobem ucięcia tych dywagacji jest moje spotkanie z Kobosem" - powiedział Dańda.
Zeznał, że podczas urlopu w Polsce spotkał się z kierownictwem Departamentu Konsularnego MSZ i rozmawiał o kwestii "dodatkowych osób do przyjęcia z polecenia wiceministra Wawrzyka", nie udało mu się jednak umówić z samym wiceministrem. Przyznał, że odsetek odmów przyznania wizy w przypadku osób z list przysyłanych z centrali MSZ był mniejszy niż w pozostałych przypadkach.
Poseł Sowa zauważył, że konsulat w Hongkongu był chwalony w mailach przez wicedyrektor Departamentu Konsularnego Beatę Brzywczy. "Jesteście państwo placówką, która zasługuje na order z uwagi na to, co zrobiliście państwo z nawisem wizowym" - zacytował Sowa. "Nie dostałem ani orderu, dodatku motywacyjnego ani nagrody przez 5 lat swojej służby" - odpowiedział Dańda.
Na pytanie, jak odbierał interwencje przesyłane za pośrednictwem Departamentu Konsularnego MSZ ws. list obcokrajowców, odparł, że nigdy nie używano w tych mailach słów "trzeba, należy, musicie", tylko mówiono raczej o prośbach. "Czułem, że jest to prośba sugerująca, że należy te wnioski rozpatrzyć. Dla mnie i moich pracowników były to dyspozycje, które powinniśmy w sposób poważny potraktować" - uzupełnił.
Kiedy, jak mówił, 4 maja otrzymał maila z Departamentu Konsularnego MSZ, by nie traktować już wcześniejszych próśb jako obowiązujących, poczuł ulgę, "że to się skończyło, że nie będziemy musieli dodatkowo przyjmować wniosków w trybie przyspieszonym ponad te wnioski, które już realizujemy".
Poseł Sowa zapytał świadka, czy miał świadomość, że jako urzędnik został wmanewrowany w działalność przestępczą. "Uważam, że konsulowie zostali w całym tym procederze wykorzystani jako narzędzie" - powiedział Dańda.
autorzy: Marcin Jabłoński, Edyta Roś, Rafał Białkowski, Karolina Mózgowiec
mja/ ero/ mok/ kmz/ rbk/ sdd/






























































