Komisja Europejska wezwała w czwartek Polskę do pilnego przesłania informacji na temat sposobu wprowadzenia do prawa krajowego unijnych regulacji dotyczących wypadków przemysłowych.
Chodzi o dyrektywę Seveso III z 2012 roku, która ma na celu zapobieganie poważnym awariom z udziałem substancji niebezpiecznych oraz ograniczanie ich skutków dla obywateli i środowiska.

Polska miała obowiązek przesłania informacji o sposobie wprowadzenia tych przepisów do 31 maja ubiegłego roku. Poza nami również Niemcy nie dotrzymały tego terminu. Dlatego w lipcu 2015 r. KE przesłała do obu tych krajów "wezwanie do usunięcia uchybienia".
"Komisja przesyła obecnie do tych państw uzasadnione opinie. Jeżeli Niemcy i Polska nie podejmą działań w ciągu dwóch miesięcy, sprawy przeciw nim mogą zostać skierowane do Trybunału Sprawiedliwości UE" - podkreślano w komunikacie KE.
KE zwróciła się do Polski o wdrożenie przepisów w sprawie kolei
Komisja Europejska zwróciła się do Polski o dostosowanie krajowego prawa do dyrektywy w sprawie interoperacyjności europejskiego systemu kolei. Jeśli to nie nastąpi, Polsce grozi sprawa w Trybunale Sprawiedliwości UE.
Interoperacyjność oznacza zdolność systemu kolejowego do zapewnienia bezpiecznego i nieprzerwanego przejazdu pociągów spełniających odpowiednie wymogi. W praktyce pełna interoperacyjność oznaczałaby, że odpowiednio dostosowany tabor może poruszać się po infrastrukturze kolejowej i przemieszczać pomiędzy sieciami kolejowymi różnych krajów bez konieczności zatrzymywania się na granicach czy wymiany lokomotywy lub załogi, a nawet bez potrzeby wykonywania przez maszynistów jakichkolwiek czynności specyficznych dla danej infrastruktury.
Komisja Europejska wytknęła polskim władzom, że zezwalają krajowemu systemowi kolei na zbyt daleko idące odstępstwa od technicznych specyfikacji interoperacyjności (TSI). To właśnie one mają zapewnić zgodność różnych elementów systemu kolejowego i kompatybilność systemów we wszystkich krajach członkowskich. Polska - co zauważyła KE - nie wdrożyła też regulacji dotyczących "procedury badania pojazdów na sieci kolejowej". Przepisy te miały obowiązywać od 19 lipca 2010 roku.
"Polska ma dwa miesiące na powiadomienie Komisji o wszystkich środkach podjętych w celu zapewnienia pełnego wykonania dyrektywy, w przeciwnym razie Komisja może podjąć decyzję o skierowaniu przeciw niej sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE" - podkreślono w komunikacie KE.
Przepisy Unii Europejskiej w sprawie interoperacyjności kolei mają na celu poprawę konkurencyjności sektora kolejowego, na przykład poprzez umożliwienie łatwiejszej wymiany sprzętu kolejowego w całej Europie. Jest to możliwe dzięki technicznej harmonizacji kolei europejskich oraz usuwaniu barier technicznych i administracyjnych, np. poprzez wspólne procedury wydawania zezwoleń w zakresie przekazywania infrastruktury kolejowej do eksploatacji.
Brak ocen środowiskowych odwiertów, m.in. łupkowych
KE wnosi do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Polsce w związku brakiem prawidłowych ocen oddziaływania na środowisko rozpoznawczych odwiertów górniczych. Stosuje się je m.in. w celu poszukiwania gazu łupkowego.
Polskie przepisy przewidują, że wiercenia na głębokość do 5 tys. metrów nie muszą być poprzedzone oceną potencjalnego oddziaływania na środowisko. Tymczasem zgodnie z prawem unijnym głębokie wiercenia wymagają oceny.
Jak poinformowała KE, w szczególności chodzi o powstające w wyniku odwiertów odpady, skutki dla wody i gruntu, wykorzystanie zasobów naturalnych, ryzyko wypadków oraz wszelkie skutki, które mogą pojawić się w wyniku kumulacji z innymi podobnymi projektami lub podobną działalnością.
"We wprowadzonej do polskich przepisów wysokiej wartości progowej nie uwzględniono wszystkich istotnych kryteriów i norm ustanowionych w dyrektywie w sprawie oceny oddziaływania na środowisko, które należy zastosować przy określaniu, jakie typy projektów wymagają przeprowadzenia oceny" - uznała KE.
Również unijny Trybunał Sprawiedliwości jest zdania, że głębokie odwierty wymagają oceny. Przepisy dyrektywy w sprawie oceny oddziaływania na środowisko służą temu, by projekty o potencjalnie znacznym oddziaływaniu na środowisko były zatwierdzane dopiero po przeprowadzeniu odpowiedniej oceny.
Dlatego - jak podkreśliła KE - przed podjęciem każdej decyzji o zgodzie na realizację takiego projektu należy ocenić jego potencjalny wpływ na środowisko. Inwestorzy mogą wówczas dostosować projekty, aby zminimalizować negatywne skutki jeszcze zanim faktycznie wystąpią. "W dyrektywie zapewnia się udział społeczeństwa w podejmowaniu decyzji i w ten sposób podnosi się ich jakość" - zwróciła uwagę KE.
Ekolodzy od dawna krytykują Polskę za podejście do niekonwencjonalnych metod pozyskiwania gazu wskazując, że w większości przypadków odwierty w Polsce są płytsze niż 5 tys. metrów.
Zgodnie z unijnym prawem to państwa członkowskie określają warunki wykorzystywania zasobów energetycznych i decydują o wykorzystaniu źródeł energii i strukturze zaopatrzenia w energię. Komisja zaś ma pilnować, by rządy przestrzegały unijnego prawa. W przypadku Polski upomnienia, że tak nie jest, pojawiły się już w zeszłym roku.
Z danych ministerstwa środowiska wynika, że zainteresowanie łupkami w Polsce systematycznie spada. Do końca marca w Polsce obowiązywało 31 koncesji na poszukiwanie złóż węglowodorów uwzględniających gaz z łupków.
Ich liczba jednak stale maleje, bo jeszcze według stanu na dzień 31 sierpnia 2015 roku obowiązywało 40 koncesji, a w końcu 2014 roku - 53 koncesje.
Obecnie wydobyciem węglowodorów w Polsce zainteresowanych jest 9 polskich i zagranicznych podmiotów. Według najnowszych danych do końca marca wykonano w Polsce 72 otwory rozpoznawcze.
(PAP)
stk/ ksaj/ ro/ mag/



























































