Drugi dzień z rzędu juan wyraźnie umacnia się do dolara po tym, jak kurs amerykańskiej waluty osiągnął 6-letnie maksimum. Zdaniem analityków winna jest kombinacja nowego roku i regulacji wprowadzonych przez władze Chińskiej Republiki Ludowej.


O 10:43 na rynku offshore za jednego dolara amerykańskiego płacono 6,8367 juanów, czyli o 1,2% mniej niż dzień wcześniej. Wczoraj kurs USD/CNH spadł o 0,76%, a we wtorek o 0,16%. Jeszcze pod koniec grudnia kurs dolara zbliżał się do granicy siedmiu juanów – najwyższego poziomu od czerwca 2016 roku.
Analitycy sądzą, że przyczyną tej dość gwałtownej aprecjacji juana są anomalie na hongkońskim rynku międzybankowym, gdzie stawka oprocentowania depozytów podskoczyła do 38,335% (!) i była dwa razy wyższa niż dzień wcześniej. Tymczasem oprocentowanie juanowych lokat w chińskich bankach nie przekracza 2,75%.
Nie ma wątpliwości, że taka anomalia nie byłaby możliwa bez interwencji władz w Pekinie, choć nie do końca wiadomo, na czym miałaby ona polegać. W Chinach nie ma wolnego rynku – władze reglamentują dostęp do walut obcych, aby ograniczyć odpływ kapitału z kraju. Gdyby istniał swobodny przepływ kapitału między ChRL a Hongkongiem, taka anomalia, jaką obecnie obserwujemy, nie byłaby możliwa.
Cześć ekspertów twierdzi, że tak skrajne warunki na hongkońskim rynku międzybankowym utrzymają się jeszcze przez jakiś czas. Okres poprzedzający chińskie święta Nowego Roku Księżycowego cechuje się bowiem zwiększonym zapotrzebowaniem na gotówkę. W tym roku te chińskie wakacje zaczynają się 27 stycznia i trwają praktycznie przez cały pierwszy tydzień lutego.

Uważa się, że poprzez ograniczenia administracyjne chińskie władze dążą do umocnienia juana, ale bez konieczności wydawania rezerw walutowych. Te zaś w 2016 roku szybko topniały i na koniec listopada spadły do najniższego poziomu od marca 2011 roku.
Krzysztof Kolany




























































