

Wprawdzie z formalnego punktu widzenia recesja w Japonii dobiegła końca, jednak tempo wzrostu gospodarczego w Kraju Kwitnącej Wiśni jest wciąż dalekie od oczekiwań. Gorsze od oczekiwań analityków dane o PKB nie wystraszyły inwestorów z tokijskiego parkietu. Indeks Nikkei zyskał dziś 0,51% i zatrzymał się na poziomie 18 004,77 pkt. Po raz ostatni główny indeks japońskiej giełdy był w lipcu 2007 roku.

W czwartym kwartale ubiegłego roku annualizowany wzrost PKB w trzeciej największej gospodarce świata wyniósł 2,2%, zaś wzrost kwartalny sięgnął 0,6%. Odczyty te można traktować jako negatywne niespodzianki, ponieważ analitycy spodziewali się odpowiednio 3,7% i 1%.
Japońscy statystycy z Kancelarii Premiera zrewidowali także dane o PKB z drugiego i trzeciego kwartału, w których stwierdzono recesję wywołaną podwyżką podatku od sprzedaży (1 kwietnia). W pierwszym kwartale PKB spadł o 6,7%, w drugim natomiast o 2,3%.
Wzrost wydatków konsumpcyjnych (0,3%) i inwestycyjnych (0,1%) wciąż pozostaje relatywnie niskie, a japońską gospodarkę ciągnie eksport, który był o 2,7% wyższy niż kwartał wcześniej i aż 11,4% wyższy niż przed rokiem. Jak nietrudno się domyślić jest to efekt słabego jena, który odkąd Shinzo Abe przejął władzę w grudniu 2012 r. osłabił się do dolara o 28%.
To, co dobre dla eksporterów dusi jednak import, na czym cierpią konsumenci. Tym bardziej, że realne płace w Japonii spadają już od 18 miesięcy. Nieco oddechu japońskiej gospodarce może dać tańsza ropa naftowa oraz odsunięcie przez władze perspektywy kolejnej podwyżki podatku od sprzedaży na połowę 2017 r.
Podane dziś dane o wzroście PKB stanowiły dopiero wstępny odczyt - finalny poznamy 9 marca.
Michał Żuławiński






























































