Szef japońskiego rządu Shinzo Abe potwierdził w poniedziałek, że w dniach 17-20 kwietnia złoży wizytę w Stanach Zjednoczonych. Chce w przededniu historycznego szczytu USA-Korea Płn. skłonić prezydenta Trumpa do zapytania Kim Dzong Una o porwanych Japończyków.
Chodzi o losy porywanych przez agentów KRLD w latach 1977-1983 obywateli Japonii. Oficjalne Tokio mówi o 17 zaginionych Japończykach (ośmiu mężczyzn i dziewięć kobiet), ale niektóre źródła utrzymują, że liczba porwań przekraczała setkę.
W ubiegłym tygodniu rząd Japonii zgłosił gotowość do przeprowadzenia dwustronnego spotkania na szczycie z władzami Korei Płn. w czerwcu - po majowym spotkaniu Kim Dzong Una z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Szczyt mógłby odbyć się na początku czerwca - podał dziennik "Asahi".
Gabinet premiera Abe sygnalizował jeszcze w połowie marca gotowość przeprowadzenia rozmów z kierownictwem KRLD. Dostępne materiały nie wskazują, by w rozmowach miałby być poruszone inne tematy dot. poprawy relacji na linii Japonia-KRLD niż te uzgodnione w dwustronnym memorandum z 2002 r. - zauważył cytowany - dziennik. "Z całą pewnością strona japońska zażąda wyjaśnień nt. porwanych Japończyków, wśród których były też dzieci" - podkreśla.
Premier Japonii Shinzo Abe nie kryje obaw, że na planowanym szczycie USA-Korea Północna nie byłyby poruszone kwestie niepokojące Japonię, m.in. wystrzeliwanie przez Pjongjang pocisków balistycznych krótkiego i średniego zasięgu.

Przemawiając w parlamencie przed tygodniem, szef japońskiego rządu ocenił, że prezydent USA Donald Trump w rozmowach z północnokoreańskim przywódcą Kim Dzong Unem skupi się prawdopodobnie na kwestii międzykontynentalnych pocisków balistycznych zagrażających Ameryce, a nie tych, których obawia się Japonia.
Abe poinformował deputowanych, że chce przypomnieć Trumpowi o obawach Japonii w kwietniu, podczas podróży do USA.(PAP)
mars/




























































