Przy analizie sobotniej decyzji agencji Moody’s najważniejsze jest to, jakie były przesłanki przemawiające za obniżeniem perspektywy oceny wiarygodności kredytowej Polski. A także to, czym się one różniły od tego, co w styczniu przedstawił Standard & Poor’s.


W nocy z piątku na sobotę Moody’s podjął decyzję o utrzymaniu długoterminowego ratingu Polski na poziomie A2, równocześnie obniżając perspektywę ratingu ze stabilnej do negatywnej - we wrześniu lub grudniu (to daty następnego przeglądu oceny Polski) Moody’s może obniżyć nam rating.
Decyzja agencji nie była zaskoczeniem i w związku z tym nie doprowadziła do osłabienia złotego czy przeceny polskich obligacji. Nie oznacza to jednak, że była bez znaczenia. To poważne ostrzeżenie dla rządzących, którzy lekką ręką zwiększają wydatki państwa i równocześnie deklarują utrzymanie w ryzach deficytu fiskalnego poniżej unijnego limitu 3% produktu krajowego brutto PKB.
Co mówi Moody’s?
Agencja wyróżniła dwa zasadnicze powody obniżenia perspektyw polskiego ratingu. Pierwszym jest znaczący wzrost wydatków publicznych. Moody’s wymienia tu „Program 500+”, który w przyszłym roku będzie kosztował 22 mld złotych, czyli 1,1% PKB. Stopniowe podnoszenie kwoty wolnej od podatku oznacza uszczuplenie dochodów państwa o 4 mld zł (0,2% PKB) w 2017 roku i więcej w latach następnych.
Przeczytaj także
Bardzo kosztowne dla budżetu byłoby też wycofanie się z podwyżki wieku emerytalnego (do 67 lat dla kobiet i mężczyzn). Moody’s oszacował koszt tej decyzji na 7 mld zł w 2017 roku, czyli 0,4% PKB. Co ważne, obniżenie wieku emerytalnego z roku na rok będzie przynosić coraz wyższe wydatki. Agencja zwraca też uwagę, że negatywnym czynnikiem dla polskiego ratingu była rezygnacja z „reguły wydatkowej” ograniczającej (przynajmniej w teorii) nominalny wzrost wydatków państwa.
Pieniądze to nie wszystko
Mimo rozrzutności nowego rządu Moody’s zakłada, że tegoroczny deficyt fiskalny wyniesie 2,8% PKB, a dopiero w roku 2017 przekroczy 3% PKB. O tym ryzyku polscy ekonomiści mówią od dawna i nawet minister finansów ma świadomość, że realizacja wszystkich obietnic wyborczych nie jest możliwa bez drastycznego zwiększenia deficytu budżetowego.
Przeczytaj także
Dlatego w mojej opinii ważniejszy jest drugi powód, jakim według Moody’s jest „ryzyko pogorszenia się klimatu inwestycyjnego”. Oddajmy głos panom Marco Zaninelliemu oraz Yvesowi Lemayowi, analitykom agencji Moody’s: „Drugim czynnikiem zmiany naszego nastawienia jest ryzyko nadwyrężenia klimatu inwestycyjnego ze strony bardziej nieprzewidywalnej polityki i legislacji”.
Moody’s pisze wprost, że chodzi tu o przedłużający się spór wokół Trybunały Konstytucyjnego oraz prezydencką ustawę frankową. Według Zaninelliego i Lemaya kryzys w sprawie TK ma potencjał, aby podważyć u inwestorów percepcję istnienia w Polsce rządów prawa. Z kolei wisząca nad sektorem bankowym groźba przewalutowania kredytów frankowych została oszacowana jako potencjalny koszt rzędu 66,9 mld złotych (to szacunki Komisji Nadzoru Finansowego), czyli równowartość 3,7% PKB i 4,5-krotność zeszłorocznego zysku brutto całego sektora.
Moody’s docenia polską gospodarkę
W uzasadnieniu do swej decyzji analitycy Moody’s wręcz wychwalają siłę polskiej gospodarki, podkreślając jej wielkość, zdywersyfikowanie i solidny wzrost PKB – zarówno ten prognozowany, jak i historyczny, odnotowany w okresie ciężkiego kryzysu finansowego. Obaw nie budzą zarówno parametry makroekonomiczne Polski, jak i stan finansów publicznych oraz wysokość długu publicznego. Wynika z tego, że w ocenie Moody’s jedynym źródłem ryzyka obniżki ratingu kredytowego jest polityka obecnych władz.
Przeczytaj także
„Pogorszenie pozycji fiskalnej rządu lub znaczące osłabienie klimatu inwestycyjnego będące efektem wdrożenia propozycji władz może wytworzyć negatywną presję na rating i doprowadzić do jego obniżki. Jednocześnie przedłużający się (lub eskalujący) konflikt pomiędzy rządem a Trybunałem Konstytucyjnym, który prowadziłby do znaczącego odpływu kapitału, także może skutkować negatywną presją na rating” – konkludują analitycy Moody’s.
Agencje ostrzegają rząd
To komunikat dość jednoznaczny, stanowiący kolejne ostrzeżenie dla polskich władz przed prowadzeniem nieroztropnej polityki fiskalnej. Jeśli zrealizujecie obietnice wydatków bez pokrycia w dochodach, to obniżmy wam rating – tak można streścić komunikat Moody’s.
Przeczytaj także
Ale według mnie równie ważne jest to, co w majowej notatce Moody’s się nie znalazło, a co pojawiło się w styczniowym raporcie Standard & Poor’s. Otóż Moody’s nawet nie podniósł kwestii niezależności Narodowego Banku Polskiego, co było jednym z głównych zmartwień analityków S&P. Ponadto eksperci Moody’s łagodniej ocenili wpływ zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i nie wspomnieli o zmianach w TVP, nad którymi rozpaczał analityk S&P.
„Możemy obniżyć ratingi, jeśli dostrzeżemy dalsze osłabienie niezależności, wiarygodności i efektywności kluczowych instytucji, a przede wszystkim NBP” – napisali w styczniu analitycy S&P.
Tego ryzyka Moody’s nawet nie podniósł, co jest dobrą wiadomością dla polskich władz. Sugerowałoby to, że rynek uwierzył w zachowanie niezależności NBP i RPP pod kierownictwem prof. Adama Glapińskiego. Jeśli tak faktycznie jest, to wystarczy, aby rząd nie robił głupot w polityce fiskalnej, a prezydent i Sejm nie wyprodukowali zbyt szkodliwej „ustawy frankowej”, aby agencja Standard & Poor’s podniosła perspektywę polskiego ratingu, a Moody’s zrezygnował z obniżki samego ratingu.





























































