Poniedziałkowa sesja na Wall Street nie przyniosła większych zmian głównych giełdowych indeksów. Na rynku panuje przekonanie, że amerykańska gospodarka tym razem zaliczy „miękkie lądowanie” i że w związku z tym ostre obniżki stóp procentowych podniosą wyceny akcji.


Indeks S&P500 zakończył poniedziałkową sesję zwyżką o skromne 0,28%, docierając na wysokość 5 718,45 punktów. To najwyższy kurs zamknięcia w historii, ale leżący nieznacznie poniżej śródsesyjnego szczytu wszech czasów z ubiegłego czwartku.
Nasdaq Composite rozpoczął tydzień od wzrostu o 0,14% i zakończył dzień tuż poniżej 18 000 punktów. Kolejny z rzędu historyczny rekord zanotowała średnia przemysłowa Dow Jonesa, która w poniedziałek urosła o 0,15% i sięgnęła poziomu 42 124,65 pkt.
Od blisko dwóch lat na amerykańskim rynku akcji trwa hossa, w ramach której S&P500 wzrósł już o 63%. Od początku 2024 roku benchmark ten zyskał blisko 20% po zwyżce o 24% w roku ubiegłym. Od początku sierpnia na Wall Street trwa kolejna fala wzrostów napędzana nadziejami pokładanymi w zmianie polityki Rezerwy Federalnej. Fed w zeszłą środę ściął stopy procentowe o 50 pb. i zasygnalizował kolejne cięcia w tym i następnym roku. Rynek wycenia, że pod koniec 2025 roku stopa funduszy federalnych spadnie do niespełna 3% - wynika z obliczeń FedWatch Tool. Byłoby to o niemal połowę mniej poniżej stanu sprzed tygodnia (5,25-5,50%).

Choć w przeszłości tak gwałtowny początek cyklu obniżek stóp procentowych w Fedzie zawsze poprzedzał recesję w gospodarce USA lub bessę na Wall Street, to rynek chce wierzyć, że tym razem będzie inaczej. We wrześniowej ankiecie Bank of America niemal 80% zarządzających funduszami wyraziło przekonanie, że Stany Zjednoczone czeka „miękkie lądowanie” w horyzoncie następnych 12 miesięcy. Zaledwie 11% respondentów obstawiało „twarde lądowanie” – czyli mniej lub bardziej dolegliwą recesję. W ciągu ostatnich 30 lat tylko jednemu z sześciu cykli luzowania polityki Fedu nie towarzyszyła recesja lub jakiś kryzys finansowym.
W tych entuzjastycznych nastrojach inwestorów w poniedziałek upewniali kolejny oficjele z Rezerwy Federalnej. – Jeśli chcemy miękkiego lądowania, nie możemy zostać poza krzywą – powiedział szef Fedu z Chicago Austan Goolsbee. Z kolei Raphael Bostic przewodzący oddziałowi z Atlanty uznał, że gospodarka znajduje się na „normalnym” poziomie i że „normalizacja” polityki monetarnej jest tu jak najbardziej na miejscu. – Postęp na odcinku inflacji i ochłodzenie rynku pracy pojawiły się trochę zbyt szybko, niż to sobie wyobrażałem w lecie – zaznaczył Bostic.
Christoph Schon, strateg w Simcorp, wskazywał, że poprzednie dwa razy, kiedy Fed rozpoczął luzowanie polityki pieniężnej od obniżek o 50 punktów bazowych, miały miejsce w 2007 r. i 2001 r., poprzedzając wystąpienie poważnych recesji. - Za każdy razem słyszymy, że teraz będzie inaczej. Być może tym razem tak będzie, ale obawy rosną — skwitował Schon.
Wśród poszczególnych spółek w centrum uwagi inwestorów pozostawały walory Intela, które w poniedziałek podrożały o 3% po zwyżce o 8% w piątek. Już przed weekendem pojawiły się medialne doniesienia, jakoby pogrążony w kłopotach finansowych Intel miał zostać przejęty przez konkurencyjnego Qualcomma. Dziś pisano o potencjalnym dofinansowaniu Intela przez fundusz Apollo kwota 5 miliardów dolarów. Pomimo ostatnich zwyżek walory Intela notowane są o 56% niżej niż na początku roku.
KK




























































