Inflacja była we wrześniu wyższa od oczekiwań, ale niewiele, bo tylko o 0,1 pkt proc. – wyniosła 1,9 proc., wobec szacowanych na początku miesiąca przez GUS 1,8 proc. Kluczowy jest fakt, że inflacja wciąż utrzymuje się poniżej 2,5 proc., czyli celu inflacyjnego NBP, mimo rozgrzanej koniunktury. Wzrost gospodarczy w tym roku jest znacznie wyższy od oczekiwań formułowanych na początku roku, a dynamika cen – znacznie niższa. Dlaczego?


Kluczowe znaczenie dla inflacji w Polsce mają następujące cztery czynniki: inflacja w strefie euro, ceny ropy, ceny surowców rolnych, kurs walutowy i dynamika płac w kraju. Jak łatwo zauważyć, cztery z tych pięciu czynników zależą w znacznej mierze od zmian w światowej gospodarce, a nie w Polsce. Mamy świetną koniunkturę, ale inflacja w strefie euro wynosi ok. 2 proc., ceny surowców rolnych na świecie spadają, a kurs walutowy jest stabilny. I to sprzyja stabilizacji dynamiki cen w Polsce, nawet w warunkach rosnących cen ropy i rosnących płac. Nie wygląda na to, by któryś z tych czynników miał się w najbliższych miesiącach istotnie zmienić.
Natomiast bardzo ważne pytanie jest takie, czy wpływu na inflację w najbliższym roku nie będą miały rosnące ceny prądu? Cena prądu na giełdzie jest o 70 proc. wyższa niż przed rokiem i firmy już zaczynają za to niedługo płacić, a gospodarstwa domowe zaczną płacić wtedy, gdy zgodzą się spółki sprzedające im prąd oraz Urząd Regulacji Energetyki (obie decyzje zależą de facto od decyzji politycznej). Największy wpływ na inflację ceny prądu będą miały wtedy, gdy przełożą się na ceny płacone przez gospodarstwa domowe. Udział prądu w koszyku konsumpcyjnym przeciętnego gospodarstwa to ok. 3 proc., a więc podwyżka cen na przykład o 50 proc. oznacza inflację wyższą o 1,5 pkt proc. W przypadku podwyżek cen dla firm, przełożenie na inflację jest znacznie mniejsze, ponieważ firmy nie przerzucą całości rosnących kosztów energii na ceny – część wezmą „na klatę”, redukując marże.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że wzrost cen prądu to typowy szok podażowy – wynika z ograniczonej podaży surowca, jakim dziś są prawa do emisji CO2, i tym samym wzrost cen tych praw. Wzrost cen wynikający z szoku podażowego wpływa na obniżenie płac realnych ludności i tym samym niższą dynamikę konsumpcji. To z kolei ma negatywny wpływ na inflację w średnim i dłuższym okresie.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.



























































