REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Inflacja rośnie. Gdzie jest granica bezpieczeństwa?

Ignacy Morawski2021-04-01 09:13główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2021-04-01 09:13

Przed dwoma tygodniami pisałem, że spadek inflacji na początku roku w Polsce jest przejściowy i wkrótce wrócimy do wyższej dynamiki cen konsumpcyjnych. Szybko się to potwierdziło. Inflacja w marcu mocno podskoczyła i wiele wskazuje, że będzie podwyższona przez cały rok. Sięgnęła 3,2 proc. wobec 2,4 proc. w lutym. Przez resztę roku może znajdować się w przedziale 3-4 proc., a może nawet powyżej.

Inflacja rośnie. Gdzie jest granica bezpieczeństwa?
Inflacja rośnie. Gdzie jest granica bezpieczeństwa?
fot. Bartolomiej Pietrzyk / / Shutterstock

Podwyższona inflacja w warunkach wychodzenia z kryzysu jest zjawiskiem korzystnym - z wielu powodów. Pozwala ograniczyć przyrost wskaźników zadłużenia, który był nieunikniony w trakcie ratowania firm w czasie pandemii. Podnosi zyski firm i tym samym przyspiesza ożywienie inwestycji. Nie da się jednak ukryć, że coraz bardziej aktualne staje się pytanie, jaki jest punkt przegięcia, powyżej którego korzyści zaczną blednąć w relacji do kosztów. Kiedy powinniśmy zacząć się obawiać o nadmierny wzrost inflacji?

Z inflacją jest trochę jak z deszczem: na pytanie, czy deszczu jest za dużo, czy za mało, nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Zależy dla kogo i w jakich warunkach. W ekonomii powszechny jest jednak bardzo szeroki konsensus: dynamika cen powinna być stabilna i nie za wysoka. Spróbujmy więc znaleźć wspólny mianownik.

fot. / / Puls Biznesu

Do odpowiedzi na pytanie, kiedy inflacja staje się za wysoka, można podejść na kilka sposobów.

Pierwsze podejście zakłada, że inflacja powinna być blisko celu banku centralnego, który w Polsce wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami +/- 1 pkt proc. Jeżeli inflacja jest blisko celu, to bezpieczny jest najważniejszy czynnik stabilizujący ceny w długim okresie – oczekiwania inflacyjne. Dynamika cen zależy bowiem od tego, jaka jest relacja między nominalnym popytem a realną zdolnością jego zaspokajania (nazywa się to w ekonomii luką popytową), oraz – co bardzo ważne – od oczekiwań podmiotów gospodarczych dotyczących inflacji w przyszłości. Jeżeli oczekiwania są stabilne, to bank centralny nie musi zbyt mocno manewrować stopami procentowymi, by ustabilizować dynamikę cen. Z tego punktu widzenia inflacja w Polsce zacznie być niebezpieczna, gdy wzniesie się trwale i znacząco powyżej celu. Czyli powiedzmy, gdy na dłużej zagości w okolicach 4 proc. (lub wyżej). Ten scenariusz jeszcze się nie realizuje, ale widnieje gdzieś na horyzoncie.

Drugie podejście zakłada, że inflacja powinna być po prostu bardzo niska – jak najniższa. Im jest ona wyższa, tym gorzej. Czyli deflacja jest lepsza od inflacji, niska inflacja od wysokiej. Jest to dość radykalne podejście, od którego w mainstreamowej ekonomii raczej się odeszło, ale wielu ekonomistów w Polsce wciąż przyjmuje ten punkt widzenia. Wynika to zapewne z faktu, że Polska jeszcze niedawno – w latach 90. – była krajem bardzo wysokiej inflacji i w naszej kulturze zakorzeniło się przekonanie, że wzrost cen jest po prostu zły. Z tego punktu widzenia sytuacja w Polsce jest coraz gorsza. Ceny w kraju rosną, a dodatkowo osłabia się waluta, co wzmaga presję na ich dalszy wzrost.

Trzecie podejście zakłada, że inflacja powinna być wyraźnie dodatnia, ale nie za wysoka. Jest to podejście podobne do pierwszego (trzymać inflację blisko celu banku centralnego), ale znacznie bardziej łagodnie traktujące epizody podwyższonej dynamiki cen. Pytanie, co to znaczy „nie za wysoka”? Nie ma niestety dobrej definicji. Za wysoka inflacja to taka, która przestaje odzwierciedlać wysokie tempo wzrostu gospodarczego, a zaczyna być sama w sobie czynnikiem szkodzącym gospodarce - zaburza decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw (bo trudno im się zorientować w przyszłej dynamice cen i wysokości stóp procentowych), zubaża obywateli (bo ceny rosną szybciej niż płace), dewaluuje zaufanie do kraju na świecie.

Powiedziałbym, że w polskich warunkach za wysoka byłaby inflacja wynosząca trwale około 5 proc. lub więcej. Byłby to poziom na tyle odstający od normy przyjętej dla podobnych nam krajów i od celu inflacyjnego, że powszechny mógłby stać się brak wiary w dbałość banku centralnego o stabilność cen. Od takiego scenariusza jesteśmy jeszcze daleko.

Myślę, że w banku centralnym dominuje spojrzenie pierwsze i trzecie. Pierwsze jest doktryną oficjalną, trzecie - przekonaniem dominującym faktycznie. To oznacza, że rzeczywiście jesteśmy jeszcze daleko od podwyżek stóp procentowych. Gdyby się jednak okazało, że z tego powodu wiarygodność Polski na rynkach ulega erozji, bank centralny pewnie zmieni podejście.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Centrum ESA w Warszawie i nowy fundusz kosmiczny. Branża czeka na konkrety
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (17)

dodaj komentarz
jas2
Logiczna i fachowa analiza. Bardzo rozsądny, wyważony komentarz. Brawo panie Morawski.
rekin1986
Inflacja jest tą formą podatku którą można nałożyć bez ustawy a lud się nie sprzeciwia Milton Friedman wiecznie żywy

Cyrk się zaczyna jak papier toaletowy jest droższy od papieru do drukowania pieniędzy to jest dopiero cyrk na kółkach tego typu cyrk mamy obecnie w Wenezueli

Trzymanie dzisiaj gotówki to realna
Inflacja jest tą formą podatku którą można nałożyć bez ustawy a lud się nie sprzeciwia Milton Friedman wiecznie żywy

Cyrk się zaczyna jak papier toaletowy jest droższy od papieru do drukowania pieniędzy to jest dopiero cyrk na kółkach tego typu cyrk mamy obecnie w Wenezueli

Trzymanie dzisiaj gotówki to realna strata stopy mogły by pójść w górę tylko , że przy obecnych wydatkach oraz przy 3 mln hipotek może spowodować , że albo będzie krach na rynku nieruchomości albo koszt obsługi długu pójdzie ostro do góry

Nie należy zapominać , że w latach 2021-22 będzie do zrolowania 110 mld zł 10 latków obligacji z czasów rządu Tuska i Rostowskiego
bechas
Należy zastanowić się w pierwszym rzędzie czy faktycznie stała inflacja to takie wspaniałe dobro a ta znienawidzona deflacja jest taka zła, należy się zastanowić czy to nie aby kłamstwo i manipulacja stulecia, rozwadniające stale pieniądze korzystają najwięcej bankierzy jak i rządy, wspaniała symbioza.
Rządy  największych Państw
Należy zastanowić się w pierwszym rzędzie czy faktycznie stała inflacja to takie wspaniałe dobro a ta znienawidzona deflacja jest taka zła, należy się zastanowić czy to nie aby kłamstwo i manipulacja stulecia, rozwadniające stale pieniądze korzystają najwięcej bankierzy jak i rządy, wspaniała symbioza.
Rządy  największych Państw mają stałe narzędzie do kupowania głosów w postaci cudownych pieniędzy zrzucanych w te miejsca, gdzie zupełnie "przypadkiem" jest największy elektorat.
Bankierzy centrali mają swoje odsetki, wszyscy szczęśliwi, aż doszliśmy i do czasów 2021, kiedy statystyczny John Doe i Kowalski zmuszony jest do spekulacji aby próbować zachować siłę nabywczą pieniądza! 
Pieniądza na który musiał zapracować gołymi rękami, najczęściej harując, podczas gdy drukarze centralni naciskają guziki i po robocie!Wystarczy wmówić ludziom że inflacja jest dobra a deflacja zła.  Innymi słowy okłamali ludzi  i dalej kłamią iż  darmowy obiad naprawdę istnieje!, to tak samo jak wmówić ludziom że Alicja z krainy czarów jest prawdziwa.

W tej całej kampanii dezinformacji jest  jeszcze wiele "zapomnianych" badań które mówią że utrzymująca się siła nabywcza pieniądza nie spowoduje krachu i depresji!, tak w obecnych czasach spowoduje, ponieważ cała gospodarka jest aktualnie oparta na długu, ale mamy całe 100 lat historii USA pomiędzy 1800-1900 gdzie  deflacja wyniosła przez 100 lat około 50% i kraj rozwijał się świetnie! 
Ludzkość mogła się bogacić bez nie zadłużając się pod nadmiernie, bez pętli na szyi, wystarczył jeden facet aby utrzymać całą rodzinę na zadowalającym poziomie, teraz pracuje całe małżeństwo i to coraz dłużej i ciągle mało, ciągle mało....

Zrobili z nas chomików kręcącymi kółeczkami i nikt już tego nie zauważa, nikt nie zauważą też tego że przez ostatnie lata dekady dokonuje się tak duży postęp w produktywności iż wszystko powinno być coraz tańsze.
Dzieje się jednak na odwrót, banki pokazują inflację 2-3 % które jest jeszcze  liczona tak, aby  wychodziło "korzystniej" dla statystyk i nie jest to tajemnica jak ktoś zbada temat, ale nikt do cholery nie dolicza do tego deflacyjnych warunków, gdzie produkty i dobra  powinny tanieć ze wglądu na ciągły wzrost produktywności, dolar stracił przez sto lat "tylko" ponad 95%  swoje wartości nabywczej według FED, ale mało kto bierze pod uwagę fakt że stracił o wiele więcej ze względu na  długi okres ciągłego ulepszania produkcji i produkowania coraz to tańszym kosztem.
Innymi słowy od stuleci mamy warunki deflacyjnie i powinniśmy klupować taniej, a mamy  ciągłą inflację, czasem niższą, czasem wyższą, aż dochodzimy zdaje się do kresu tego cyrku.... Kto za to zapłacił??  Ty, ja i nasi przodkowie,  a co jeśli system oparty na długu finalnie zapadnie się pod własnym ciężarem jak czarna dziura  ?  Być może jedynym winnym i najgorszym zostanie sławny i popularny Dawid_19.  Być może Dawid 20 lub 21
jas2
Przebija u ciebie dziecinne myślenie, że fajnie było jakby każdy miał dużo pieniędzy, które w dodatku nabierałyby z czasem coraz większej wartości.

Tylko kto w twoim dziecinnym modelu będzie pracował?
Przecież przy deflacji nikt nie będzie budował domu, bo lepiej trzymać pieniądze. Pieniądze drożeją a domy tanieją.
To
Przebija u ciebie dziecinne myślenie, że fajnie było jakby każdy miał dużo pieniędzy, które w dodatku nabierałyby z czasem coraz większej wartości.

Tylko kto w twoim dziecinnym modelu będzie pracował?
Przecież przy deflacji nikt nie będzie budował domu, bo lepiej trzymać pieniądze. Pieniądze drożeją a domy tanieją.
To samo dotyczy wszystkich produktów.
Deflacja oznacza stopniowy upadek gospodarki.
adrada odpowiada jas2
Wow... nieźle. Zarzucasz komuś dziecinne myślenie, a sam możesz się pochwalić takimi brakami w wiedzy historycznej? Przytoczony powyżej okres w historii USA to nie jedyny przypadek gospodarki deflacyjnej, która bardzo dobrze sobie radziła. Ciekawe, że kończy się zawsze w momencie w którym władza czuje się zbyt pewnie i zaczyna rozwadniać Wow... nieźle. Zarzucasz komuś dziecinne myślenie, a sam możesz się pochwalić takimi brakami w wiedzy historycznej? Przytoczony powyżej okres w historii USA to nie jedyny przypadek gospodarki deflacyjnej, która bardzo dobrze sobie radziła. Ciekawe, że kończy się zawsze w momencie w którym władza czuje się zbyt pewnie i zaczyna rozwadniać walutę.

Spadek popytu w gospodarce deflacyjnej, to jedna z wielu tez która fajnie wygląda, ale jest już o wiele trudniejsza do udowodnienia. Zresztą z deflacji przejście do inflacji to wcale nie taka trudna sprawa. Spróbujmy pójść w odwrotną stronę. Ile możemy podnieść stopy procentowe, żeby nasz zadłużony do granic możliwości system się nie zapadł?

Ja osobiście dziękuję bardzo za system w którym z miesiąca na miesiąc moja wypłata i zgromadzone oszczędności tracą na wartości, a system sam w sobie jest tak stabilny, ze od bańki spekulacyjnej i krachu do następnego mamy max 10 lat względnego spokoju.
mishigana
"Z inflacją jest trochę jak z deszczem: na pytanie, czy deszczu jest za dużo, czy za mało, nie ma jednej dobrej odpowiedzi."
hahahhah, co??
Już widzę jak deflacja przyczynia się do śmierci milionów, bo tak bardzo spragnieni są spadku siły nabywczej pieniądza, że umierają w męczarniach.
r4k
Problemem są ujemne realne stopy procentowe, -3,5% po 10 latach daje stratę 30%. Po 20 latach starata wyniesie 50%.
W takim środowisku wypracowywanie nadwyżek i oszczędzanie na emeryturę to głupota.

techs
Rozsądna osoba na emeryturę się nie oszczędza tylko regularnie inwestuje z długim horyzontem. Głupio głosujemy to głupio mamy (niskie stopy, śmiesznie liczone CPI, wszystkie "plusy", trzynastki itd). Niestety wszyscy złożymy się na tą mniej zaradną część społeczeństwa.
kutjas odpowiada techs
Tak, tak... wszyscy nagle muszą zostać inwestorami, bo inaczej ich okradną. Inna rzecz, że na tych "inwestycjach" też w pewnym momencie mogą zostać wydymani. Pfff..

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki