To, że nie słyszymy huku największych dział, wcale nie oznacza, że wojna handlowa między USA a Chinami skończyła się zanim na dobre się zaczęła. Amerykanie sięgnęli po rozum do głowy i wysłali silne oddziały na front, gdzie dotychczas dominowali Chińczycy.
W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o decyzji Departamentu Handlu, który postanowił odciąć chińskiemu potentatowi branży technologicznej - firmie ZTE - dostęp do komponentów niezbędnych do produkcji urządzeń, tj. smartfony czy sprzęt telekomunikacyjny. Pretekstem było naruszenie przez Chińczyków warunków porozumienia zawartego z Departamentem Handlu ws. kar za sprzedaż urządzeń do objętego embargiem Iranu.
Wczoraj "The Wall Street Journal" poinformował, że sprawa sprzed kilku lat może uderzyć w innego chińskiego giganta - Huawei. Postępowanie przeciw spółce ma prowadzić nie amerykański Departament Handlu czy Skarbu, a Sprawiedliwości, więc sprawa może mieć jeszcze poważniejsze konsekwencje. Trzeci największy na świecie producent smartfonów, popularnych m.in. w Polsce, również może zostać pozbawiony dostępu do wytwarzanych w USA części, a zarządzający spółką mogą usłyszeć zarzuty kryminalne.
Obaj giganci od lat mają na pieńku z Waszyngtonem. W 2012 r. były przedmiotem śledztwa Komisji ds. wywiadu Izby Reprezentantów. Amerykanie ustalili, że ekspansja chińskich firm telekomunikacyjnych zagraża bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych i zarekomendowali administracji publicznej oraz firmom prywatnym, by nie korzystały z chińskich urządzeń i komponentów. Zalecili również blokowanie przejęć, na które chrapkę mieli Chińczycy. Wszystko z powodu obaw, że władze w Pekinie w każdej chwili mogą polecić formalnie prywatnym (w rzeczywistości powiązanych siecią interesów i znajomości z aparatem państwowym) firmom działanie na szkodę USA - czy to zakłócenie komunikacji, czy zbieranie i przetwarzanie wrażliwych danych. A może, jak wskazują Chińczycy, chodziło o ograniczenie rozwoju taniej, zagranicznej konkurencji?
Z danych Dell'Oro Group przytaczanych przez "WSJ" wynika, że Huawei jest największym na świecie producentem sprzętu telekomunikacyjnego z udziałem w wysokości 27 proc. rynku. Tymczasem w USA jego udział sięga ledwie 1 proc., a dominujące pozycje zajmują Nokia i Ericsson.
O ile chińscy potentaci poradzili sobie z kłodami rzucanymi im pod nogi na bogatym, amerykańskim rynku zbytu (stosowanymi na dużo większą skalę wobec podmiotów zagranicznych inwestujących za Murem), prowadząc ekspansję w Państwie Środka i Europie, to odcięcie od oprogramowania i części wytwarzanych za oceanem jest dla nich poważnym ciosem. ZTE ocenił nawet, że decyzja Waszyngtonu zagraża jej przetrwaniu. Chińczycy wciąż nie są w stanie samodzielnie wyprodukować niezbędnych komponentów, nie za bardzo wchodzi w grę nabycie ich po odpowiedniej cenie i w dużych ilościach u innych dostawców.
W tym świetle działania amerykańskiej administracji mogą odnieść efekt odwrotny do zamierzonego przez Donalda Trumpa, który jako pierwszy amerykański prezydent od lat postanowił stawić Pekinowi czoła z otwartą przyłbicą. Co prawda Trump niejednokrotnie wskazywał, że zapowiadane przez niego cła na towary produkowane za Murem mają ograniczyć deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych oraz zmusić Pekin do lepszej ochrony amerykańskich praw własności intelektualnej i szerszego otwarcia chińskiego rynku dla amerykańskich inwestorów, to w rzeczywistości (w której Trump nieprzypadkowo został prezydentem najpotężniejszego kraju świata) jego celem jest niedopuszczenie do realizacji planu Made in China 2025. W ramach tej koncepcji Chiny miałyby nie tylko zdominować globalny rynek zaawansowanych technologii, ale i stać się w tym obszarze samowystarczalne, niezależne od importu z takich krajów jak USA, Niemcy (główny partner handlowy Polski), Korei Południowej czy Japonii. Aby to osiągnąć, władze stosują narzędzia niezgodne z ustaleniami, do których przestrzegania Chiny zobowiązały się, przystępując do Światowej Organizacji Handlu. Nie ma się zatem co dziwić, że obecni liderzy technologiczni patrzą na strategię Pekinu z mieszaniną strachu i złości.
Dlatego na Zachodzie wciąż trwają poszukiwania sposobu, który powstrzymałby Chińczyków. Dotychczasowe działania USA - proponowane cła, ograniczenia akwizycji oraz postępowania przeciw ZTE i Huawei - oceniane oddzielnie nie mają większego sensu, ale jako element większej całości mogą być skutecznym narzędziem nacisku na Pekin. Do tego brakuje jednak wspólnego frontu z innymi krajami rozwiniętymi, pewnego rodzaju "gospodarczego NATO", które "odstraszałoby" rosnącą na Wschodzie potęgę.


























































