Gorączka złota wciąż ogarnia świat. Jak to z każdym modnym aktywem finansowym rozpala zmysły i nadzieje na szybkie bogactwo. Pojawia się też sporo interpretacji dotyczących tego przed czym złoto może chronić i dlaczego. Wiele z tych interpretacji wiąże się raczej z „ludowymi” przekonaniami i należy do kategorii analiz, w których słowa „zawsze”, „na pewno”, „nie można na tym stracić” pełnią rolę aksjomatów.
Jak bardzo powszechne mniemania mogą prowadzić na manowce przekonał się relatywnie niedawno zarządzający Umknęła mu drobnostka, jaką jest fakt że brak korelacji i ujemna korelacja to nie jest to samo.
W przywołanym tekście znajdziecie Państwo tabele z zestawieniami miesięcznych stóp zwrotu od początku lat 70′ między cenami złota oraz zachowaniem indeksu Dow Jones Industrial Average. Wynika z nich, że jakakolwiek korelacja między tymi dwoma rodzajami aktywów jest dość słaba. Żeby było zabawniej nie jest to jakieś wiekopomne odkrycie, gdyż w 2001 roku (!!!! Złoto po 270$/uncję) zwracał uwagę na ten fakt Marc Faber (nie znam jego dokonań, ale warto sięgnąć do tekstu z tezami wbrew ówczesnym modom). Co więcej wskazywał na atrakcyjność inwestycji w złoto, właśnie ze względu na jego brak korelacji z innymi aktywami finansowymi. W sumie więc zalecał to co robi wielu zarządzających funduszami hedge - szukaj rynków nieskorelowanych.
Niestety wielu inwestorów - profesjonalnych oraz amatorów - zamiast skupiać się na budowie portfela jak najmniej narażonego na wahania pojedynczych (oraz grup) aktywów, szuka tego „czegoś” co da najlepsze stopy zwrotu w wybranych okresach. (...)
Ciąg dalszy tekstu na blogu Grzegorza Zalewskiego. Zapraszamy!





























































