Hucznie obwieszczane jeszcze kilka miesięcy temu przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych zaczyna przypominać fatamorganę. Jakość amerykańskich danych makro w styczniu i lutym uległ drastycznemu pogorszeniu.
Przełom roku przyniósł epidemię optymizmu wśród amerykańskich ekonomistów. Oczekiwania względem dynamiki PKB największej gospodarki świata zostały drastycznie podwyższone. Większość ekonomistów w USA spodziewa się, że w roku 2014 dynamika PKB przyspieszy do około 3% wobec 1,9% osiągniętych w roku 2013. Byłby to więc najszybszy wzrost gospodarczy od rozpoczęcia kryzysu finansowego w 2007 roku.
Coś się zacięło...
Po bardzo obiecującym trzecim kwartale - który przypuszczalnie odpowiadał za wybuch entuzjazmu wśród ekonomistów i inwestorów - w gospodarce USA coś się zaczęło psuć. Annualizowany wzrost PKB w Q3 wyniósł aż 4,1%, ale w trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku zmalał do 3,2%. W obu przypadkach wynik podkręcał wzrost zapasów.

Źródło: Yardeni Research.
Fatalny początek 2014 roku zdruzgotał nadzieje optymistów, co dobitnie pokazuje Citigroup Economic Surprise Index. Ten wskaźnik mierzący, w jakim stopniu dane makroekonomiczne z USA różnią się od oczekiwań ekonomistów, w styczniu i lutym doznał zawału, spadając z blisko +80 pkt. do przeszło -10 pkt.
Lista rozczarowań jest dość długa i obejmuje fatalny grudniowy (i niewiele lepszy styczniowy) raport z rynku pracy (najmniejszy wzrost zatrudnienia od 3 lat), styczniowe załamanie indeksu ISM (spadek z 57 do 51,3 pkt.!), pogorszenie koniunktury w sektorze mieszkaniowym (indeks NAHB), wzrost liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz dwa z rzędu spadki sprzedaży detalicznej.

Bo to ciężka zima była
Oficjalnym i powszechnie obowiązującym wytłumaczeniem dla słabszych danych z USA jest... śnieżna i momentami bardzo chłodna zima na Wschodnim Wybrzeżu. Wytłumaczenie to jest co najmniej wątpliwe, ponieważ równocześnie odnotowano niemal rekordowo wysokie temperatury powietrza za zachodzie Ameryki, a Kalifornię nawiedziła potężna susza.
Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że profesjonalni ekonomiści całą winą obarczają pogodę, nie wspominając o wpływie kryzysu na rynkach wschodzących, rosnących rynkowych stóp procentowych, wciąż bardzo złej sytuacji na rynku pracy, ukrytej inflacji i realnego spadku dochodów Amerykanów.
Najbliższe miesiące będą prawdziwym testem dla wiarygodności optymistycznych prognoz z początku roku. Jeśli jednak dane statystyczne napływające z największej gospodarki świata nie zaczną się szybko poprawiać, to będzie można zapomnieć o kontynuacji giełdowej hossy.
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl




















































