Indeks S&P500 zakończy 2016 rok na poziomie zbliżonym do kursu z wtorkowego zamknięcia notowań – prognozują analitycy banku Goldman Sachs. Jeśli mają rację, to czeka nas drugi z rzędu rok flauty na Wall Street.


Prognozowana wartość S&P500 na koniec 2016 roku to 2.100 punktów wobec 2089,14 pkt. odnotowanych na zakończeniu wtorkowej sesji. Od początku roku S&P500 zyskał niespełna 1,5% i zdaniem analityków Goldmana przez następne 13 miesięcy urośnie o... 0,5%. To prognoza raczej zniechęcająca do kupowania niemal rekordowo drogich akcji amerykańskich blue chipów. W maju S&P500 ustanowił historyczny rekord na wysokości 2134,72 pkt.
Taka prognoza nie oznacza obwieszczenia bessy. Według szacunków Goldman Sachs zysk przypadający na indeks S&P500 (EPS) po tegorocznym spadku (do 109 USD wobec 113 USD w 2014 r.) wzrośnie do 120 USD 2016 roku, 129 USD rok później i 137 USD w 2018. Docelowe poziomy dla S&P500 na kolejne lata to: 2200 pkt na koniec 2017 i 2300 pkt. rok później.
Goldman Sachs: nowe rekordy na S&P500 dopiero w roku 2017: pic.twitter.com/pYwLBc1Pr3
— Krzysztof Kolany (@kkolany) listopad 24, 2015
Oznacza to, że relacja cen do oczekiwanych zysków utrzyma się na obecnym poziomie ok. 17, co trudno uznać za wycenę okazyjnie niską. To już raczej strefa przewartościowania akcji w skali całego indeksu. Co więcej, C/Z bazujący na oczekiwanych wynikach spółek jest obecnie wyższy niż w szczycie poprzedniej hossy. C/Z bazujący na skorygowanych o inflację CPI średnich zyskach za ostatnie 10 lat (tzw. Shiller P/E) dla indeksu S&P500 sięga już 26,4 – do czasów bańki internetowej wyższe wartości odnotowano tylko w roku 1929.
Nawet przy dość optymistycznych założeniach makroekonomicznych (PKB USA ma według Goldmana rosnąc w tempie ponad 2% rocznie) i całkiem przyzwoitej dynamice zysków (rzędu 6-10% rdr) czołowy bank inwestycyjny świata nie widzi potencjału w amerykańskich akcjach. Analitycy Goldmana jako czynniki hamujące wzrost S&P500 wskazują na prognozowane podwyżki stóp procentowych w USA oraz cykliczny szczyt poziomu marż osiąganych przez przedsiębiorstwa.

Największym dawcą kapitału na Wall Street mają pozostać same spółki tworzące S&P500, które na dywidendy i skup akcji własnych wydają rekordowe ilości gotówki.




























































