Perspektywa pozostawienia stóp procentowych bez zmiany w 2018 r., aktualna kondycja polskiej gospodarki, tempo wzrostu wynagrodzeń, ujemne realne stopy a nauka płynąca z Amber Gold oraz udział NBP w rozwiązywaniu kwestii kredytów frankowych – to główne tematy poruszone w trakcie konferencji prasowej z udziałem prezesa NBP Adama Glapińskiego.
Zgodnie z wszelkimi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej ponownie postanowiła pozostawić stopy procentowe na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie. Zgodna z oczekiwaniami decyzja sprawiła, że ciężar uwagi przeniósł się na konferencję prasową, w której oprócz prezesa NBP wzięli udział także dwaj członkowie RPP: Łukasz Hardt i Eryk Łon.
RPP: inflacja w ryzach
Na wstępie dzisiejszej konferencji Adam Glapiński odczytał treść komunikatu RPP. Jego treść w całości dostępna jest na stronie NBP, najciekawsze fragmenty dotyczyły polskiej gospodarki.
- W ocenie Rady w kolejnych kwartałach inflacja pozostanie umiarkowana, czemu będzie sprzyjać dalsze wygasanie efektów wcześniejszego wzrostu cen surowców na rynkach światowych, przy jedynie stopniowym zwiększaniu się wewnętrznej presji inflacyjnej związanej z popraw krajowej koniunktury. W efekcie ryzyko trwałego przekroczenia celu inflacyjnego w średnim okresie jest ograniczone.
- Wyprzedzające wskaźniki koniunktury oraz dane o produkcji i sprzedaży – mimo ich niewielkiego osłabienia w ostatnim okresie – sygnalizują utrzymanie się stabilnego wzrostu gospodarczego w II kw.
Inwestycje ruszą
Kontynuując wątek dotyczący wzrostu gospodarczego, prezes NBP odniósł się do jego struktury, szczególnie do wysokiego wpływu zapasów i braku przyspieszenia w inwestycjach.
- Z inwestycjami jest tak, że – jak sygnalizujemy – niepokoi nas to, że nie rosną one tak, jak moglibyśmy się spodziewać. To nie jest zresztą nasza oryginalna sytuacja, we wszystkich gospodarkach w Europie tak to wygląda. Spodziewamy się, że inwestycje skokowo ruszą, kiedy środki unijne zaczną być wdrażane. Będzie to skokowo silny wzrost. Na razie budzi to niewielkie, ale jednak zaniepokojenie – powiedział Glapiński, przyznając jednocześnie, że choć Rada pochylała się nad kwestią zapasów, to w opinii jej członków wciąż za wcześnie, by stwierdzić, czy ich wzrost to zjawisko „pozytywne czy negatywne”.

- Podtrzymuje opinie, że na przestrzeni roku powinno być 4% wzrostu. Zdziwiłbym się, gdyby było mniej, a nie zdziwił, gdyby było więcej. (…) Wzrost w granicach 3-4% mieści się w naszym potencjale, nie powoduje żadnych nierównowag. Czasami bywało, że wzrost był szybszy, ale wiadomo było, że za kilka lat przyjdzie się zmierzyć z „bąblami”. Obecnie mamy idealnie ustabilizowany i zrównoważony wzrost - dodał Glapiński.
„Szukamy dziury w całym”
Do tej beczki miodu łyżkę dziegciu włożył sam prezes NBP. Jak przyznał, kierowana przez niego instytucja „szuka dziury w całym”.
- Szukając dziury w całym, zawsze analizujemy rynek pracy i potencjalne nierównowagi na rynku nieruchomości. Każdy bank centralny zawsze grzebie w tych dwóch rzeczach – powiedział.
- Uważamy, że wzrost płac bardzo szybko się dokonuje. Jako bank centralny zainteresowany jesteśmy stabilnością i wybiegamy w przód, że ten wzrost może być dla nas niepokojący, jeżeli będzie odbiegał od wzrostu wydajności pracy – stwierdził Glapiński, podkreślając również obawę o potencjalny brak rąk do pracy w niektórych sektorach.
Frankowa konferencja już była
Zapytany o wielokrotnie zapowiadają konferencję prasową, w trakcie której instytucje zajmujące się przygotowaniem rozwiązań dotyczących kredytów walutowych miały przedstawić wyniki swoich prac, prezes NBP nieoczekiwanie oświadczył, że konferencji takiej nie powinniśmy się spodziewać.
- W moim przekonaniu, konferencja się w jakiś sposób odbyła. Po ostatnim posiedzeniu KSFM został opublikowany obszerny komunikat opisujący zaawansowanie tych prac. Ten materiał zawiera wszystkie elementy, nad którymi pracowaliśmy. Proces wdrażania rekomendacji jest zaawansowany. Adresatami rekomendacji są minister finansów, KNF i BFG – stwierdził, dodając, że rolą NBP będzie odtąd raczej monitorowanie sytuacji.
- Trwają jeszcze prace w parlamencie, na które nasz wpływ jest ograniczony. Jesteśmy gotowi w każdej chwili służyć obliczeniami i wskazówkami, natomiast to już jest proces polityczny – powiedział.
Ujemne realne stopy to nie problem
Prezes polskiego banku centralnego, który niebawem obchodzić będzie pierwszą rocznicę przejęcia sterów od Marka Belki, ponownie podkreślił, że w jego mniemaniu występujące w Polsce realne ujemne stopy procentowe nie niosą negatywnych skutków.
- O ile pamiętam, nie zaobserwowaliśmy żadnych ujemnych skutków. Oczywiście niektórzy członkowie Rady podnoszą wpływ na skłonność oszczędności. Proszę pamiętać, ze na rynku nie jest to widoczne – pieniądz na rynku kosztuje, kredyt kosztuje, a pieniądze nie ma wartości ujemnej. Nikt nie wręcza panu procentów za to, ze będzie Pan uprzejmy wziąć kredyt – stwierdził.
Jak jednak zauważył Glapiński, sytuacja, w której „depozyty są tak nisko oprocentowane”, prowadzi do pojawienia się „dużej skłonności do poszukiwania bardziej atrakcyjnych lokat”.
- Będzie trzeba się przyglądać temu, żeby nie pojawiły się propozycje oferujące wyższego przychodu, które niosłyby jakieś niebezpieczeństwo. KSF będzie ostrzegał, jeżeli pojawią się takie produkty, które będą oferowały korzystne oprocentowanie, a nie będą posiadały licencji itd. Różne fantastyczne pomysły się pojawiają, nawet dotyczące walut wirtualnych. W innych krajach jest teraz ten sam problem i trzeba się pilnować, by ludzie nie ulegli magii nadzwyczajnych zysków lepszych niż skromne oprocentowanie – ostrzegł ekonomista.
- Nauczyliśmy się dużo na aferze Amber Gold jako społeczeństwo, ale nadal istnieje naturalna skłonność człowieka, żeby oszczędności rodzinne jakoś lepiej ulokować. Dużo osób niestety naiwnie myśli, że jeżeli coś jest oferowane na rynku, to jest w jakiś sposób bezpieczne. NBP i KNF będą się starały ostrzegać, choć proszę pamiętać, że każdy obywatel ponosi odpowiedzialność na własny koszt i starannie musi się zastanowić, jakie jest ryzyko – dodał.
W 2018 r. stopy też bez zmian?
Prezes NBP powtórzył prezentowany już w ostatnich miesiącach pogląd, według którego nawet w przyszłym roku stopy procentowe mogą nie zostać podniesione. Tymczasem rynkowy konsensus zakłada, że stopy wzrosną w Polsce w połowie przyszłego roku.
- Osobiście zdziwiłbym się, gdybyśmy podwyższali stopy w 2018 r. Oczywiście mamy pozycje „wait and see” i obserwujemy, zobaczymy jak to będzie. Nie przewiduję gwałtowniejszego wzrostu inflacji, ale przewidywać potrafi dobrze tylko Pan Bóg – stwierdził.
- Nie zawahamy się w odpowiednim momencie działać. (…) Obiecuje tylko, że jako Rada nie przegapimy żadnego momentu, ale nie ulegniemy też presji. Byliśmy pod presją, gdy było obniżanie stóp. Doszliśmy do pewnego pułapu, rynek oczekiwał dalszych obniżek, oparliśmy się temu i okazało się, że mieliśmy racje. Rada jest nauczona na tych wszystkich kadencjach, żeby nie być opóźnioną, ale żeby i w pospiechu nie działać – podkreślił Glapiński.
Prezes banku centralnego był tradycyjnie powściągliwy w komentowaniu sytuacji na rynku walutowym, jednak przyznał, że ma ona istotne znaczenie dla polityki monetarnej NBP.
- Kurs złotego jest ważny, aprecjacja złotego oznacza zawężanie, zacieśnianie polityki monetarnej. To element, który jest od nas niezależny, ale trzeba to brać pod uwagę – zakończył.
Następne, ostatnie przed wakacjami decyzyjne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się 4 i 5 lipca. Po raz kolejny członkowie Rady spotkają się na dwudniowym posiedzeniu dopiero we wrześniu (5-6).
Michał Żuławiński
































































