36-letni lewicowy deputowany Gabriel Boric został w piątek zaprzysiężony na prezydenta Chile jako najmłodsza w historii kraju osoba na tym stanowisku. Jak wskazują komentatorzy, jego prezydentura oznacza zwrot w chilijskiej polityce po prezydenturze konserwatysty Sebastiana Pinery.


Jak podkreśla większość chilijskich mediów, Pinera odchodzi ze stanowiska jako szef państwa, który zyskał powszechne uznanie dzięki swej strategii walki z pandemią koronawirusa, opartej na powszechnych szczepieniach. Jego zwolennicy podkreślają, że skrajnie prawicowa opozycja w Kongresie uniemożliwiła mu przeprowadzenie reform, m.in. w systemie podatkowym i emerytalnym, nieodzownych po fali masowych protestów ulicznych z 2019 roku, które stanowiły reakcję na szalejącą drożyznę.
„Rząd współdziałania społecznego” - tak określił Boric swój gabinet, powołany w wyniku wyborów, w których uzyskał 55 proc. głosów, pokonując skrajnie prawicowego przeciwnika Jose Antonio Kasta (zdobył 44 proc. głosów). Nowy rząd składa się z 24 kobiet i 14 mężczyzn i jest pierwszym chilijskim gabinetem, w którym kobiety mają liczebną przewagę i będą kierowały niektórymi kluczowymi resortami.
Komentatorzy latynoamerykańskich mediów odnotowali, że na uroczystości zaprzysiężenia nowego prezydenta w Sali Honorowej Senatu chilijskiego w Valparaiso obecni byli król Hiszpanii Filip VI i prezydenci lub wiceprezydenci kilkunastu krajów Ameryki Łacińskiej, ale nie zostały zaproszone delegacje z rządzonych przez dyktatorów Wenezueli i Nikaragui.(PAP)
ik/ akl/
































































