Ryzyko,
że USA zmienią podejście do sankcji nałożonych na Rosję, jest wysokie, Europa
musi więc rozważyć, czy jest w stanie sama wpływać na Moskwę. Rosja jest
uzależniona gospodarczo od Europy o wiele bardziej niż USA, więc europejskie
sankcje muszą skupiać się na handlu - ocenił „Foreign Policy”.


W odróżnieniu od USA Unia Europejska była przed inwazją na
Ukrainę z 2022 roku kluczowym partnerem handlowym Rosji, odpowiadając za niemal
40 proc. rosyjskiego importu i absorbując mniej więcej taką samą część jej
eksportu. Pokazuje to, jak UE może wpływać na decyzje Kremla - zaznaczył w
opublikowanym we wtorek artykule amerykański magazyn.
Jako przykład skuteczności europejskich sankcji wskazał
uziemienie przez rosyjskie linie lotnicze S7 aż 31 z 39 posiadanych samolotów
Airbus A320neo z powodu braku części zamiennych. „Jeśli sankcje zostaną
utrzymane, przewoźnik będzie musiał wycofać wszystkie samoloty tego typu do
2026 roku” - zauważył „FP”.
Kolejnym środkiem nacisku UE na Rosję są surowce energetyczne. „Od
2022 roku kraje europejskie ciężko pracowały, by zdywersyfikować swoich
dostawców energii, zbudować infrastrukturę do importu skroplonego gazu ziemnego
(LNG) i przyspieszyć rozwój energii odnawialnej. Nie ma powodu, dla którego nie
miałyby one kontynuować tych wysiłków, których zwieńczeniem będzie unijny zakaz
importu wszystkich rosyjskich węglowodorów od 2027 roku” - napisał magazyn.
W tym kontekście zwrócił uwagę, że USA i Rosja konkurują o rynek
europejski, a Stany Zjednoczone stały się w ciągu ostatnich trzech lat głównym
dostawcą LNG do UE i dlatego „prezydent (USA Donald) Trump może sceptycznie
odnosić się do potencjalnego »resetu« w relacjach energetycznych UE i Rosji”.

Możliwość powrotu europejskich firm na rynek rosyjski „FP”
wskazał jako kolejny obszar wpływu UE na decydentów na Kremlu. „Przed 2022
rokiem jedynie 18 proc. zachodnich firm (działających) w Rosji posiadało
siedziby w USA, a dwie trzecie pochodziło z państw unijnych. Rosyjskie władze
zdają sobie sprawę, że prawdziwym problemem jest przyciągnięcie z powrotem firm
europejskich, a nie amerykańskich” - podkreślił magazyn.
„UE wydaje się głównym graczem w kwestii przyszłości zamrożonych
rosyjskich aktywów. Ostrożne szacunki pozwalają sądzić, że ponad 60 proc. z
tych środków jest trzymanych w euro, jednak możliwe jest, że Rosja spisała już
je na straty i trudno będzie wykorzystać je przy próbach naciskania na Kreml” -
ocenił „FP”.
„Jeśli UE pozostanie zjednoczona, co nie jest oczywiste, będzie
miała ogromny wpływ na Moskwę w postaci powiązań handlowych i jej znaczenia dla
rosyjskiego sektora prywatnego. To atuty, których nie posiada Waszyngton.
Oznacza to, że Trump nie może dać Putinowi wszystkiego, czego ten chce w
negocjacjach w sprawie Ukrainy” - podsumował „Foreign Policy”.(PAP)
jbw/ akl/































































