Jeżeli chcemy być stroną, która będzie przestrzegała ewentualnego porozumienia, to tylko w ramach NATO - ocenił w rozmowie z PAP Bartłomiej Wypartowicz z portalu Defence24. Jego zdaniem bez twardych gwarancji na Ukrainie może wrócić prorosyjski sentyment, albo Rosjanie zaatakują ponownie.


Wypartowicz ocenił, że nie jest zaskoczony rozmową Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Stwierdził, że bardziej jest zaskoczony "tym, w jaki sposób administracja Donalda Trumpa prezentuje swój pomysł na ewentualne zakończenie wojny, czy w postaci zamrożenia, czy w postaci jakiejś wersji pokoju". Jego zdaniem, "jest to błąd administracji Trumpa".
"Mówiąc na samym początku, że być może Ukraina nie odzyska, i nie ma na to szans, granic z 2014 roku, już daje Rosji w ręce pewien argument, który mówi o tym, że +okej, nawet Amerykanie nie wierzą, że te negocjacje będą jakieś trudne, z tego względu, że Ukraińcy będą chcieć odzyskać te terytoria+. Tutaj wydaje się, że mamy przynajmniej część terytoriów nowo zajętych, zagwarantowane dla Rosji" - ocenił Wypartowicz.
Wypartowicz odniósł się do słów ministra obrony USA Pete'a Hegseth'a, który powiedział w środę w Brukseli, że "wojska te nie powinny zostać tam (na linię rozgraniczenia - PAP) jednak wysłane w ramach misji NATO i nie powinny być objęte art. 5 (Traktatu Północnoatlantyckiego - PAP)". Ocenił, że dla Polski jest to "jasnym sygnałem, że my tych żołnierzy nie powinniśmy tam wysyłać, co zresztą też już zdołał powiedzieć minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, że takich planów nie ma".
"Polska nie powinna pchać się do tej linii rozgraniczenia i jeżeli chcemy być stroną, która będzie przestrzegała ewentualnego porozumienia, to tylko w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego jako całe NATO i z gwarancją NATO. W innym wypadku, moim zdaniem, nie powinniśmy tego robić" - powiedział ekspert.
Jego zdaniem, w strzeżenie ewentualnej linii rozdzielenia powinno włączyć się całe NATO. Inaczej - jak ocenił - "nie możemy się w to włączyć, bo wtedy po prostu możemy zostać wciągnięci w wojnę bez udziału Stanów Zjednoczonych".

"Wydaje się, że administracja Donalda Trumpa chyba chce skupić się bardziej na kwestii rywalizacji z Chinami, na polityce wewnętrznej. Dla nas jest to zła wiadomość o tyle, że jeżeli nie będzie jakichś trwałych gwarancji, no to niestety na Ukrainie może wrócić jakiś albo prorosyjski sentyment, albo Rosjanie zaatakują ponownie" - powiedział ekspert.
Wypartowicz ocenił, że "Europa uległa mitowi końca czasów, że wojen już nie będzie". Dodał, że po trzech latach pełnoskalowego konfliktu i ponad dziesięciu latach wojny "nadal nie jesteśmy gotowi, żeby bronić sami siebie".
W kontekście rozmowy Trumpa z Putinem ekspert wyraził przekonanie, że "musi być brane pod uwagę zdanie Ukrainy".
"Pamiętajmy o tym, że to Rosja zaatakowała Ukrainę, nie Ukraina zaatakowała Rosję, i to Ukraina jest tu państwem poszkodowanym i to Ukraina bardziej chce tego pokoju. Rosja wcale nie musi teraz iść na zawieszenie broni czy przystępować do rozmów pokojowych. Tym bardziej, jeżeli administracja Donalda Trumpa mówi o tym, że pomoc Ukrainie, nawet ta militarna, musi być przemyślana. Tutaj już mówi się o tych surowcach, materiałach, metalach ziem rzadkich, że może to za broń, a może broni w ogóle. Europejczycy nie są w stanie tyle broni dostarczyć. A Rosjanie zaciskając zęby byliby w stanie jeszcze z tą gospodarką przestawioną w tryb wojenny, która już funkcjonuje, pociągnąć dalej i tę Ukrainę wykrwawić" - powiedział.
Ekspert ocenił, że sytuacja, w której rozmowy pokojowe odbywałyby się "bez przedstawicieli państw wschodniej flanki NATO", byłyby niebezpieczne. "Polska, Rumunia czy kraje bałtyckie, chociażby jeden przedstawiciel spośród tych krajów, powinien się pojawić przy ewentualnych rozmowach pokojowych, bo to jest dla nas bardzo wrażliwy region i od tego zależy nasze bezpieczeństwo. Powinni też się pojawić przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec, którym też powinno zależeć na spełnieniu tego czy innego rodzaju warunków" - powiedział.
Wypartowicz dostrzega niebezpieczeństwo w późniejszych relacjach krajów europejskich z Rosją po ewentualnym zawieszeniu broni. Ocenił, że najprawdopodobniej będzie je cechowała "większa wstrzemięźliwość".
"Widzieliśmy, co próbowali robić Rosjanie podczas wybuchu pełnoskalowej inwazji, jak ten szantaż gazowy wszedł na najwyższy poziom. Moim zdaniem, na przykład odbudowa gazociągów Nord Stream to byłby błąd. Jeżeli chodzi o ewentualne rozmowy na temat jakiejś współpracy gospodarczej, jak najbardziej, dlaczego nie. Tylko, że wtedy państwa europejskie powinny sobie ustalić limit, że na przykład powiedzmy 15 proc. czy 10 proc. w miksie energetycznym może pochodzić z rosyjskiego gazu, ale nie więcej, żeby nie było sytuacji, że państwa są po prostu w 100 proc. uzależnione od Federacji Rosyjskiej" - zaznaczył ekspert.
Zdaniem Wypartowicza, po zakończeniu konfliktu nie może być mowy, aby kraje Europy wróciły do "takiego totalnego +business as usual+ z Rosją. "Myślę, że nawet państwa Europy Zachodniej, takie jak Niemcy czy Francja zdają sobie z tego sprawę i nie popełnią drugi raz tego samego błędu" - podkreślił.
Michał Torz (PAP)
mt/ mhr/



























































