Euro traciło na wartości już w czasie, gdy walutami obracali głównie inwestorzy z Azji. Gdy do gry weszli Europejczycy, spadek kursu EUR/USD jeszcze się pogłębił. Po decyzji szwedzkiego banku centralnego, który ściął stopy aż o 175 pb. (do 2,00%), eurodolar znalazł się nawet na poziomie 1,2548$. W tym momencie oczekiwano bardzo odważnego cięcia ze strony Europejskiego Banku Centralnego.
EBC zaskoczył ekonomistów, tnąc stopy o 75 pb. (oczekiwano 50 pb.), ale rynek był już nastawiony na przynajmniej taką obniżkę. W efekcie skala osłabienia euro była niewielka.
Większego wrażenia nie zrobiły też słowa Jean-Claude Tricheta, który tłumaczył tak dużą obniżkę stóp procentowych spadkiem presji inflacyjnej. Zdaniem EBC w przyszłym roku Euroland odnotuje spadek PKB, zaś taniejące surowce oraz mniejsza aktywność gospodarcza sprowadzą inflację do założonego celu.
Mimo „gołębiego” tonu tej wypowiedzi euro zaczęło szybko zyskiwać względem dolara. W efekcie o godzinie 16:50 za euro płacono już 1,2732 dolara, a więc o 0,1% więcej niż wczoraj i o 180 pipsów więcej niż rano. Względem jena europejska waluta ograniczyła spadki do 0,5% i była wyceniana na 117,98 jenów.
K.K.






























































