Czwartkowa sesja w Nowym Jorku przebiegała pod znakiem oczekiwania na początek sezonu raportów kwartalnych. Giełdowe byki wyczekiwały jednak aktywnie, wynosząc średnią przemysłową Dow Jonesa na nowy rekordowy kurs zamknięcia.


Trzeba uczciwie przyznać, że na Wall Street niewiele się działo. Poza perturbacjami po otwarciu główne indeksy przez większość dnia nie notowały większych zmian. Dow Jones wzrósł o skromne 0,10 proc. Nie poprawił w ten sposób środowego, śródsesyjnego rekordu wszech czasów, ale wyznaczył nowy maksymalny kurs zamknięcia (21 553 pkt.).
Do historycznego szczytu przybliżył się także S&P 500, który zyskał 0,19 proc. Nasdaq po zwyżce o 0,21 proc. wciąż nie odrobił strat po czerwcowej niby-korekcie. To trochę dziwne, ponieważ to właśnie duże spółki technologiczne nadawały ton czwartkowym „wzrościkom”. Akcje Apple'a i Microsoftu zdrożały po ok. 1 proc., zaś walory Alphabetu (d. Google) urosły o 0,35 proc.
Wielu inwestorów może się wstrzymywać z decyzjami do czasu publikacji wyników za drugi kwartał. Przed piątkową sesją worek z raportami otworzą wielkie banki: Citigroup, JP Morgan Chase oraz Wells Fargo. Analitycy szacują, że w minionym kwartale zyski spółek przypadające na indeks S&P 500 zwiększyły się o 6,5 proc. rdr.
Spokojnie było też na froncie makroekonomicznym. Regularne statystyki inflacji producentów (PPI) czy liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych na nikim nie robią większego wrażenia. Drugi dzień przed Kongresem (tym razem w komisji senackiej) zeznawała przewodnicząca Rezerwy Federalnej Janet Yellen. Ale szefowa Fedu nie powiedziała niczego nowego, choć w wielu komentarzach można przeczytać, że to jej słowa stały za ostatnimi wzrostami cen akcji.

Krzysztof Kolany






























































