Średnia przemysłowa Dow Jonesa 12. sesję z rzędu wyznaczyła nowy rekord wszech czasów. Coś takiego przytrafiło się dopiero po raz drugi w historii. Tymczasem Marc Faber znów wieści spadki, które niczym lawina ściągną indeksy z zimowych szczytów.


Słowa „rekord”, „historyczny” czy „wszech czasów” w odniesieniu do amerykańskich indeksów stały się już tak wyświechtane, że aż żal ich używać. Niemniej jednak tak długą serię rekordów mogą pamiętać tylko naprawdę doświadczeni inwestorzy.
Dow Jones zakończył poniedziałkową sesję skromnym wzrostem o 0,08%, na zamknięciu osiągając wartość 20.837,44 pkt. W ten sposób po raz 12. z rzędu DJIA zameldował się na nowym szczycie wszech czasów. W ponad stuletniej historii tego indeksu taki przypadek zdarzył się tylko raz – w roku 1987. Jeśli we wtorek znów ujrzymy nowe maksimum, będzie to bezprecedensowa seria.
Amerykańskie indeksy podążają w górę bez wytchnienia od 9 listopada – czyli od ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich w USA. Wygrana Donalda Trumpa – która według analityków miała doprowadzić do krachu – wprawiła inwestorów euforię, balansującą na granicy paniki kupna. Dość powiedzieć, że od blisko stu sesji S&P500 nie zanotował dziennego spadku o więcej niż 1%.
Trudno znaleźć racjonalne wyjaśnienie tak silnej postawy Wall Street. Owszem, amerykańska gospodarka radzi sobie zadziwiająco nieźle, ale nie aż tak, aby ceny akcji miały strzelać przez sufit. Także zyski spółek, które w poprzednim kwartale drgnęły w górę po dwóch latach spadku, oględnie mówiąc, nie zachwycają. W efekcie wyceny akcji w relacji do przypadających nań zysków są już astronomicznie wysokie. Słowo „przewartościowane” byłoby w tym miejscu tanim eufemizmem.
Oficjalna historia jest taka, że rynek spodziewa się czegoś wielkiego po nowym prezydencie i jego planach radykalnej obniżki podatków. Tyle że Donald Trump – czasem już (i mocno na wyrost) przyrównywany do Ronalda Regana - odziedziczył po poprzedniku niemal 20 bilionów dolarów długu publicznego, co stanowi ok. 106% PKB. W tych warunkach w polityce ciężko będzie cokolwiek zrobić.
Przed ryzykiem gwałtownej korekty ostrzega Marc Faber. Inwestor znany z „niedźwiedziego” nastawienia znów zabrał głos po tym, jak nie sprawdziła się jego przepowiednia spadków z sierpnia 2016 roku. „Dr Zagłada” twierdzi, że spadki zadziałają „jak lawina”: pierwsze próby realizacji zysków doprowadzą do kaskady zleceń sprzedaży znoszących ceny akcji coraz niżej. Według Fabera akcje są mocno przewartościowane a nastroje na rynku zbyt optymistyczne. A to potencjalnie wybuchowa mieszanka.
Krzysztof Kolany




























































