Piątkowa sesja na Wall Street przyniosła mieszane uczucia. Dow Jones i S&P500 zakończyły sesję neutralnie, ale już Nasdaq zaliczył solidny spadek. „Sprzedaj w maju i wyjdź z rynku” - stare giełdowe powiedzonko znów może okazać się trafne.


To nie była szczególnie pasjonująca sesja. Dow Jones zdołał zyskać 0,12%, S&P500 zakończył dzień ledwo (nie)widocznym wzrostem o 0,1 punktu (mniej niż 0,01%), a Nasdaq spadł o 0,83%. Taki nijaki dzień pojawił się po czwartkowych spadkach oraz po tym, jak w środę DJIA I S&P500 wspięły się na lokalne maksima.
Warto jednak odnotować, że w piątek zarówno na NYSE jak i na Nasdaqu spółek rosnących było więcej niż zniżkujących. Wyższy od średniej był także wolumen obrotu.
Widoczna na indeksach dywergencja to efekt silnej przeceny największych spółek technologicznych. Akcje Alphabet Inc. (dawny Google) potaniały o 7,2%, co było najsilniejszym spadkiem od 2012 roku. Kurs Microsoftu znurkował o 5,4%, a walory Facebooka potaniły o 2,5%.
Od śródsesyjnego dna z 11 lutego S&P500 urósł o 16%. Zwyżce nie towarzyszyła poprawa tzw. fundamentów. Według danych Thomson Reuters w pierwszym kwartale zyski spółek tworzących S&P500 spadły o 7,5% rdr. Analitycy tną też prognozy na resztę roku, w wyniku czego S&P500 jest wyceniany na 17,8-krotność oczekiwanych zysków. To najwięcej od 2004 roku.

Mamy zatem sytuację przewartościowanych akcji, hamującego wzrostu gospodarczego w USA i recesji w przemyśle. W kwietniu indeks PMI dla amerykańskiego przemysłu spadł z 51,5 pkt. do 50,8 pkt., osiągając najniższą wartość od 6 lat. Wszystko to zdaje się sugerować, że wzrost PKB Stanów Zjednoczonych w pierwszym kwartale był zbliżony do zera.
Przeciwko akcjom przemawia też sezonowość. Statystycznie maj jest słabym miesiącem dla amerykańskich indeksów, a lepsza koniunktura wraca dopiero jesienią.
Krzysztof Kolany





























































