Pomysł wydłużenia godzin sesyjnych w Warszawie nie jest nowy. Poprzednia zmiana dotyczyła godzin porannych i zmusiła aktywnie handlujących inwestorów do wstawania o godzinę wcześniej. Tym razem zarząd GPW chce odebrać inwestorom dodatkową godzinę z wolnego popołudnia.
Argumentem za zmianami miało być zwiększenie płynności rynku dzięki dłuższym godzinom handlu. Po doświadczeniach poprzedniego wydłużenia sesji wiemy, że nie udało się tego osiągnąć. Dodatkowa godzina ma marginalne znaczenie dla ilości zawieranych transakcji na rynku i obrazu notowań.
Dziś podnoszony jest argument dłuższego czasu pokrywania się notowań z największymi światowymi giełdami: w Nowym Jorku i na zachodzie Europy. Tutaj zmiana in plus jest ewidentna. Dłuższe godziny handlu popołudniu zwiększą możliwość reakcji inwestorów w Warszawie na wydarzenia za oceanem.
Kontrargumentem jest cytowany za każdym razem, gdy wraca ten pomysł, slogan "maklerzy są przeciwni". To duże uproszczenie. Przeciwni są właściciele i zarządzający domów i biur maklerskich, ponieważ to oni będą musieli zapłacić więcej za obsługę rynku. Tymczasem pracy dla maklerów i innych osób zw. z giełdą będzie więcej - dlaczego więc mieliby oni przeciwko takim zmianom protestować?
Abstrahując od dylematów brokerów, inwestorów i samej giełdy w związku z nowymi proponowanymi godzinami handlu, można stwierdzić że są to obiektywnie zmiany na lepsze. Jeżeli giełda aspiruje do roli największego rynku w regionie, chce przyciągać zagraniczny kapitał i zwiększać zainteresowanie inwestycjami kapitałowymi w społeczeństwie, na pewno jest to krok w dobrym kierunku.
Jarosław Ryba
Bankier.pl


























































