Wyniki sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych zszokowały ekonomistów, notując trzeci spadek z rzędu. To rozczarowanie przełożyło się na osłabienie dolara i pozwoliło wygenerować korektę na parze euro-dolar.


W lutym sprzedaż detaliczna w USA spadła o 0,6% mdm po spadku o 0,8% w styczniu, podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu o 0,3%. Choć tak słabe dane jak zwykle będą tłumaczone „ciężką zimą”, to przecież pogoda na Wschodnim Wybrzeżu była dobrze znana w momencie sporządzania rynkowych prognoz. Po raz ostatni sprzedaż detaliczna w USA malała przez trzy miesiące z rzędu zimą 2009 roku, czyli w apogeum recesji wywołanej upadkiem Lehman Brothers.

Roczny wzrost sprzedaży detalicznej w USA spowolnił do 1,7%, co jest najniższym odczytem od roku. Kiepsko wypadła także statystyka po wyłączeniu sprzedaży samochodów: tak liczona sprzedaż zmalała o 0,1% mdm po spadku o 1,1% w styczniu. W ujęciu rocznym sprzedaż bez aut była już tylko o 0,8% wyższa niż przed rokiem wobec 1,7% rdr w styczniu.
Kolejne słabe dane o sprzedaży detalicznej podważają prognozy tych ekonomistów, zdaniem których spadek cen paliw doprowadzi do wzrostu wydatków konsumpcyjnych Amerykanów. Tymczasem jest dokładnie na odwrót: wartość sprzedaży benzyny (zaliczanej do statystyk sprzedaży detalicznej) była w lutym aż o 23% niższa niż przed rokiem, co przeważyło wzrosty w pozostałych kategoriach.
Ponieważ konsumpcja stanowi ponad 70% PKB Stanów Zjednoczonych, to również dynamika tego wskaźnika w pierwszym kwartale może się okazać znacząco gorsza od oczekiwań ekonomistów.

Słabsze dane z USA dobrze wkomponowały się w czwartkowy krajobraz n a rynku walutowym, gdzie od rana trwa odreagowanie silnego umocnienia dolara z ostatnich dni. O 13:45 za euro płacono 1,0634 dolara wobec 1,0551 na zamknięciu wtorkowych notowań. Jeśli inwestorzy zaczną zwracać uwagę na inne niż raporty z rynku pracy dane makroekonomiczne z USA, to rajd dolara może poczuć się zagrożony.
Krzysztof Kolany

























































