Jesteśmy u progu skokowego wzrostu zapotrzebowania na systemy bezzałogowe – wynika z deklaracji przedstawicieli kluczowych polskich firm i instytucji publicznych. Czy to oznacza, że nasi menedżerowie zaczynają serio traktować innowacyjność?



Przedstawiciele Operatora Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A. dostrzegają w dronach (oficjalnie – Bezzałogowe Statki Powietrzne) szansę na obniżenie kosztów działania oraz zwiększenie efektywności w zakresie kontroli sieci przesyłowej i nadzoru nad pracami budowlanymi. Dzisiaj co kwartał doświadczony pracownik tej firmy siada obok pilota śmigłowca i sprawdza, czy na trasie gazociągu, czy nie pojawiły się tam jakieś zabudowania, drzewa, krzewy, gruzowiska albo mikronieszczelności. Zwraca też uwagę na stan zaawansowania prac nad nowymi gazociągami.
Tymczasem nitka gazociągu jamalskiego jest monitorowana z powietrza raz na miesiąc… również przez Gaz-System, tyle że na zlecenie spółki zarządzającej tą infrastrukturą. Ale znowuż obloty niemieckich gazociągów odbywają się co tydzień, co znakomicie poprawia wiedzę operatorów o stanie sieci. Tym tropem chce pójść polska spółka, lecz szuka na rynku tańszego i sprytniejszego rozwiązania niż obserwator na pokładzie śmigłowca.
Dwa lata temu rozpisała nawet przetarg na usługi teledetekcyjne, zachęcając firmy z bezzałogowcami do składania ofert. Ale okazało się, że drony cywilne działały wówczas raczej jako podniebne kamery telewizyjne. Pozyskany obraz musiałby na ziemi przejrzeć pracownik firmy, co byłoby o wiele bardziej kłopotliwe niż utrzymać dotychczasową metodę działania. „Nas nie interesuje 60 gigabajtów obrazów. Nas nie interesuje nawet 5 megabajtów danych. My chcemy wiedzieć wyłącznie, gdzie nastąpiła zmiana od ostatniego oblotu” – dobitnie wyłuszczył potrzeby Wojciech Burzyński, zastępca dyrektora Pionu Eksploatacji OGP Gaz-System S.A podczas tegorocznego konwersatorium „Dron w dom” zorganizowanego przez Fundację „Instytut Mikromakro”.
Takie podejście niewątpliwie jest innowacyjne, lecz przebija się do świadomości tylko niektórych menedżerów firm i instytucji publicznych. Niestety, większość z nich nie wie o nowych możliwościach przesyłania i analizy danych, ba! jest wręcz niechętna jakimkolwiek zmianom. Przyjmuje strategię „chciałabym, a boję się” lub jak kto woli - „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”. Za największą wyobrażalną sobie zmianę uznaliby sytuację, gdyby drony przejęły zadania załogowych statków powietrznych w skali 1:1. To droga donikąd.
Wola zmiany podstawą innowacyjności
Bierzmy przykład jednak z innowacyjnych menedżerów Gaz-System. Kiedy zatem spełni się ich wizja raportowania wyłącznie o zmianie? Kiedy drony zacznie się traktować jako narzędzie do pozyskiwania i analizy informacji?
Niezbędne jest spełnienie kilku warunków i po stronie usługodawców i samych zleceniodawców. Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o kwestie prawne, chociaż są one istotnym czynnikiem spowalniającym decyzje biznesowe.
Menedżerowie, czyli strona popytowa, winni bardziej precyzyjniej określić swoje potrzeby informacyjne i podzielić je na zadania, w których konieczny jest udział człowieka, a w których wystarczy maszyna. Niech dron/robot zajmie się na początek automatycznym ustalaniem, jakie zaszły zmiany w obrębie badanej infrastruktury. Dzięki temu jest szansa na zracjonalizowanie ilości pozyskiwanych i przetwarzanych danych. Chociaż rosną możliwości „cloud computing” oraz bezprzewodowej transmisji danych, to wciąż pozostaje pytanie o sensowność ciągłego przesyłania wielogigabajtowych obrazów z dronów bez wskazywania, gdzie zaszła zmiana. Słowem, liczy się przede wszystkim informacja o zmianie TAK/NIE. Tego chce właśnie Gaz-System.
Winniśmy przestać mówić o zdalnie sterowanych maszynach, zacząć zaś przygotowywać się do rozwoju w pełni autonomicznych pojazdów – robotów. Zmienia się wówczas paradygmat odpowiedzialności za wypadki: z operatora/pilota na programistę/informatyczne centrum kontroli.
Na marginesie, gdyby ratownicy WOPR mieliby wykorzystywać drony do poszukiwania ludzi wzywających pomocy na wodzie, miałoby to sens wyłącznie wtedy, jeśli po otrzymaniu sygnału np. z telefonu 112, koordynator ratowników podrywałby maszynę do akcji po naciśnięciu jednego guzika. Dron wykonywałby misję samodzielnie według zaprogramowanej wcześniej procedury. Inaczej szkoda inwestować w bezzałogowce, ponieważ nie ma mowy o innowacji.
Czynniki zmiany
Czynnikiem, który przyspieszy rozwój cywilnego rynku dronów/robotów są planowane na jesień 2015 r. konkursy o granty Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) poprzedzone rozstrzygnięciami w przetargach na zakup przez Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) dronów obserwacyjnych, dronów bojowych oraz robotów pirotechnicznych. Aktualnie Polska Platforma Technologiczna Systemów Bezzałogowych komunikuje, że na obszar systemy bezzałogowe zostanie przeznaczonych 400 mln złotych, w tym połowę wyłożą z własnych budżetów firmy, uczelnie i instytuty badawcze. Z chwilą gdy zostanie wreszcie przyjęty Narodowy Program Systemów Bezzałogowych vel Narodowy Program Robotyzacji pula może wzrosnąć do 800 mln zł.
Wszelako najważniejszym czynnikiem ryzyka w rozwoju tego sektora są niezbadane reakcje społeczeństwa. Czy jesteśmy gotowi na wszechobecność robotów w przestrzeni publicznej? Czy uda się pozyskać społeczną akceptację robotyzacji? Czy też z racji na lęki i uprzedzenia strony społecznej, politycy zastopują rozwój? O tym będziemy rozmawiać na Paradzie Robotów (Droniadzie) w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie 19 i 20 czerwca.
Sławomir Kosieliński
Autor jest prezesem zarządu Fundacji „Instytut Mikromakro”, think-tanku działającego na rzecz społecznej akceptacji systemów inteligentnych: dronów, robotów i systemów fuzji informacji. W ramach tego zadania organizuje Paradę Robotów (Droniadę): www.5zywiolow.pl.
/ harmonique.pl


























































