Do końca roku mają być gotowe wstępne założenia regulacji prawnych określających zasady wprowadzenia cyfrowego euro. Wokół europejskiego CBDC nadal toczy się dyskusja i nie brakuje sceptycznych głosów. Do najważniejszych wątpliwości odniósł się niedawno Piero Cipollone z Rady Zarządzającej Europejskiego Banku Centralnego.


17 listopada przedstawiciel EBC spotkał się europarlamentarzystami zasiadającymi w Komisji Gospodarczej i Monetarnej (ECON). Tym razem jednak głównym wątkiem w prezentacji nie było przekazanie informacji o postępach prac nad cyfrowym euro, a raczej rozstrzygnięcie najbardziej kontrowersyjnych kwestii pojawiających się w dyskusjach nad projektem. Piero Cipollone skupił się na czterech pytaniach:
- Jaki jest cel wprowadzenia kolejnego rozwiązania płatniczego?
- Czy CBDC nie zagrozi pozycji banków komercyjnych w Europie?
- Czy cyfrowe euro ma zastąpić pieniądz gotówkowy w strefie euro?
- Czy CBDC może zostać użyte jako narzędzie kontroli nad obywatelami?
Gotówka nie nadaje się do płatności cyfrowych
Jednym z regularnie powracających pytań w kontekście projektu cyfrowego euro jest kwestia głównego celu budowania od zera nowej formy pieniądza i towarzyszącej jej infrastruktury. Skoro mamy karty płatnicze, natychmiastowe przelewy i inne instrumenty płatnicze, to jaką lukę wypełniać ma cyfrowy pieniądz banku centralnego?
Cipollone wskazał na dwa wątki. Po pierwsze, już dziś jedna trzecia codziennych transakcji Europejczyków odbywa się w środowisku cyfrowym. Gotówka jest w tym otoczeniu nieobecna. Cyfrowe euro ma przenieść korzyści typowe dla pieniądza gotówkowego do cyfrowego świata. Konsumentom da więcej opcji do wyboru, akceptantom – mocniejszą pozycję negocjacyjną w relacjach z dostawcami innych typów usług płatniczych.
Po drugie, Europa nadal nie ma własnego rozwiązania płatniczego o szerokim zasięgu. Jak wskazuje przedstawiciel EBC, w 15 z 20 krajów nie istnieją lokalne rozwiązania dla płatności w fizycznym świecie, na połowie rynków brak jest liczącego się systemu dla transakcji e-commerce. Musimy polegać na „uprzejmości obcych”, jak delikatnie ujął uzależnienie od wielkich, amerykańskich z pochodzenia organizacji płatniczych, Cipollone. „Cyfrowe euro będzie europejskim rozwiązaniem, zbudowanym na europejskiej infrastrukturze” – podkreślił, odnosząc się do wielokrotnie przytaczanego argumentu o konieczności wsparcia niezależnego od zewnętrznych dostawców systemu.

Banki mają dziś wiele do stracenia
Bezpieczna, elektroniczna forma pieniądza będącego bezpośrednio zobowiązaniem banku centralnego może konkurować z pieniądzem bezgotówkowym i zagrozić stabilności banków – taka wątpliwość towarzyszy idei CBDC od wielu lat. Cipollone zwrócił uwagę, że od początku projektu cyfrowego euro założono, że banki komercyjne pełnić w nim będą kluczową rolę.
Europejskiemu CBDC mają towarzyszyć limity kwotowe, nie będzie można przechowywać w tej postaci znaczących sum. Posiadacze cyfrowego euro nie otrzymają także odsetek, uspokaja przedstawiciel EBC. Te mechanizmy powinny sprawić, że nowy pieniądz nie będzie konkurować z depozytami w bankach komercyjnych.
„W przypadku międzynarodowych schematów kartowych banki tracą przez opłaty na ich rzecz. Dzięki rozwiązaniom płatności mobilnych dostarczanym przez Big Techy – tracą opłaty i dane. A w przyszłości, dzięki stablecoinom – które nie mają limitów kwotowych – straciłyby one opłaty, dane i stabilne depozyty detaliczne” – ostrzega Cipollone. Cyfrowe euro ma być konkurencyjne cenowo, dzięki braku opłat systemowych i za rozrachunek. Banki będą wynagradzane za pośrednictwo w transakcjach i będą mogły zintegrować nowe źródło pieniądza w swoich usługach, podkreśla. To z kolei pozwoli na wymuszenie na wielkich graczach z kartowego rynku lepszych warunków współpracy.
Nie mamy powodu, by skończyć z gotówką
Gotówka to pieniądz banku centralnego, banknoty emituje Europejski Bank Centralny. „Nie mamy interesu w tym, by przestać dostarczać taki pieniądz. Przeciwnie, jest to centralnym punktem naszych zadań” – wskazał Cipollone. Cyfrowe euro ma stanowić dodatek do gotówki, a nie ją zastąpić, mocno zadeklarował przedstawiciel EBC. Dodał również, że bank popiera inicjatywę wzmocnienia statusu gotówki jako prawnego środka płatniczego, w ramach przedstawionego w 2023 r. tzw. Single Currency Package.
Nikt nie będzie zmuszony do używania cyfrowego euro, a europejski CBDC nigdy nie będzie miał cech tzw. programowalnego pieniądza. To oznacza, że nie będzie technicznej możliwości narzucenia sposobu wydatkowania e-euro czy ograniczenia jego zastosowań.
Prywatność taka, jak w gotówce (?)
Najbardziej kontrowersyjnym tematem w dyskusjach wokół CBDC pozostaje wgląd w transakcje użytkowników pieniądza. Nie da się ukryć, że o pełnej anonimowości nie ma mowy. Cipollone wskazał, że porównywalny poziom ochrony prywatności jak w przypadku gotówki cyfrowe euro osiąga, ale tylko w przypadku transakcji P2P offline, czyli operacjach, które będą miały narzucone limity. Przypomnijmy, że zakłada się, że taki scenariusz będzie oparty na osobnych portfelach offline, które trzeba zasilić przed ich wykorzystaniem. Zasilenie portfela z kolei pozostawia ślad informacyjny, dostępny nie tylko dla stron przekazujących sobie potem e-euro.
W transakcjach online zidentyfikować płatnika lub odbiorcę będzie w stanie tylko bank obsługujący odpowiednią stronę. Eurosystem ma nie mieć dostępu do tego typu informacji, a dokładniej, do powiązania ich z tożsamościami użytkowników. Co więcej, obowiązkami związanymi z zapobieganiem praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu obarczone będą banki, tak samo, jak obecnie w przypadku pieniądza bezgotówkowego.
2029 – rynkowy debiut
Cipollone powtórzył wcześniejsze deklaracje dotyczące przewidywanych kamieni milowych projektu CBDC. „Zakładając, że europejscy współustawodawcy przyjmą rozporządzenie o ustanowieniu cyfrowego euro w ciągu przyszłego roku, pilotaże i testowe transakcje mogą odbyć się od połowy 2027 roku, a cyfrowe euro może być gotowe do pierwszej emisji w 2029 roku” – wskazał.





























































